Zbożowy barista

Podobno kiedyś dzieci w przedszkolach pijały kawę zbożową. Podobno, bo tego nie pamiętam… No, może trochę – jak przez mgłę… Rozlewany wielką chochlą napój z metalowego gara… Parę razy w przedszkolu dostały też dziewczyny, a niedawno postanowiłam zbożówkę wprowadzić w domu i ja. 

Kawa zbożowa ma wiele zalet. Z kawą wspólna jest tylko nazwa i kolor. Powstaje z palonych ziaren zbóż, zawiera dużo błonnika i cukrów prostych (dobre na mikroflorę żołądka), witaminy B i magnezu, a także „polifenoli, które są doskonałymi przeciwutleniaczami”. Zaczęliśmy od klasycznej rozpuszczalnej Inki, która zawiera najmniej węglowodanów, a kolejne będzie pewnie Caro, które tych węglowodanów ma najwięcej. Patrząc na zestawienie różnych kaw, w planach mam też spróbowanie Celinki 🙂 

Pomijając różne jej zalety szukałam napoju do podawania dzieciom rano. Kakao wyeliminowałam ze względu na Łucję. Jeśli zje budyń na kolację to okej, ale zaczynanie dnia od mleka zawsze kończy się bólem brzucha. Herbata odpadła, bo jej nie lubią. Lila jeszcze się napije, ale reszta się krzywi. Więc wymyśliłam kawę zbożową. Słodzę, dodaję uhatej śmietanki i piją!

<><>

Wieczorna kąpiel we troje. Dużo śmiechów i pisków. Mieszko stoi w wannie i zaczyna sikać… Śmiech jeszcze większy… I wtem okazuje się, że sika prosto na szczoteczkę do zębów Lili… Lila beczy, a Łucja ją przekonuje, że szczoteczka była w wodzie i jest czysta… Ale Lila swoje wie… Na szczęście była zapasowa szczoteczka 😉