Piękna zimowa aura, która nie wiadomo czy zaraz nie stopnieje, brak lodówki, która utknęła gdzieś w hurtowni i nie wiadomo czy do piątku dotrze oraz gil Lilki (w sumie nie jakiś dramatyczny i z całą pewnością pierwszy w tym sezonie) zachęciły nas na wyprawę do dziadków. Zapakowaliśmy sanki, pudełka z klockami i dotarliśmy na rosół. Koty są ganiane, dziadek już coś z wnuczkami wycina, Łucja dostała kilka elementarzy a Lutka gdacze, że jeszcze niedawno miała tak… czysto!

