Brak chłodziarki i zamrażarki przyspieszył procesy przeróbcze zgromadzonych zapasów. Bo tak tym prowizorycznym chłodniom ufam średnio. W ciągu doby od awarii kilka rzeczy bez żalu wyleciało, warzywa z zamrażarki też, nagotowałam dwie zupy na kawałkach mięs z zamrażarki i przetworzyłam białka. Zawsze dodawałam je do ciast, a tym razem postawiłam na bezy. To moje pierwsze podejście do tego specjału i jestem w mega fazie na bezowe ciasta.
Zrobiłam tacę bez francuskich, które wyszły rewelacyjnie. Przepis wzięłam z kotleta, ale dodałam dwie krople esencji śmietankowej i użyty ocet miał cytrusowy posmak (biały z Modeny). Wyczytałam też gdzieś by dawać cukier kryształ, a nie puder i tak też zrobiłam. Postawiłam na stole i poszło momentalnie 🙂
Zrobiłam też blaszkę bez nazwijmy je włoskich. Najpierw zrobiłam te Ricciarelli, które się rozlały i o krojeniu mowy być nie mogło, ale wyszły tak wybitne w smaku, że zrobiłam je ponownie na bazie francuskich dodając skórkę z pomarańczy i limonki, zmielone orzechy i esencję migdałową. A teraz czas na podejście do torcika bezowego… 😉

