

Równo dwa lata temu w okolicach południa na świat przyszedł Mieszko. Na jego drugie urodziny stawiły się dziadki, jedne i drugie i nasze rodzeństwa 🙂 Tort był strażacki, a biorąc pod uwagę, że przypaliłam miód, który rozpuszczałam na kuchence, temat dymu i gaszenia pożaru był jak najbardziej trafiony :))

Jedzenie było w stylu greckim. Punktem wyjścia były świeże figi, które zamroziłam jeszcze we wrześniu. Miałam zamiar zrobić grzanki właśnie z nimi. Ale czy to wina mojej lodówki, czy popełniłam jakiś błąd w sztuce, ale figi po rozmrożeniu nie nadawały się do niczego. Niemniej jednak odkryłam to dopiero dzisiaj, gdy składniki pozostałych potraw były już kupione. Zrobiłam więc grzanki z kozim serem, orzeszkami piniowymi i roszponką. Jako przystawkę. I one właśnie były polane rozpuszczonym miodem, który mi się był przypalił. Potem była zupa rybna, ale inna niż zazwyczaj, bo z ryb słodkowodnych. Czyli nie z pomidorami i czosnkiem a z papryką i cebulą. Przepis również (podobnie jak ta z ryb morskich) od Kuronia. No a na drugie była musaka, która wyszła mi wybitna. Dzieci jak to dzieci dostały do jedzenia to co to jedzą, czyli kaszę z kotletami oraz surówkę z marchewki i jabłka 😉


Na torcie zresztą paliło się więcej… Dwie świeczki z Bobem Budowniczym ( z Bobem były też talerzyki na tort), cyferka „2” i dwie fontanny.

I te fontanny nieźle Mieszka przeraziły :))

Więc jak przyszło do zdmuchiwania pomagały siostry 🙂

A przytulała mama w nieodłącznym szaliczku na szyi 😉

Trzeba jeszcze wspomnieć, że goście dostosowali się do prośby i Młody dostał głównie kolorowanki i pojedyncze samochodziki 🙂

Sto lat mój cudowny Królewiczu! :))
