Mieliśmy taki rodzinny patent, że na bolące gardło chadza się w szaliku. Właściwie to nie szaliku, lecz jakiejś długiej i miękkiej apaszce. Śpi się w niej, gotuje, je w ogóle przebywa 24/7. Nie wiem kto pierwszy zaczął to stosować: mój brat czy moja mama, ale metoda działa i raz-2x w roku każde z nas tak sobie ten szaliczek nosi. Od paru dni również i ja… i już widzę efekt!
Ponadto w końcu wybrałam się do kosmetyczki na regulację brwi 😉
- Oj, długo Pani nie było! Chyba ze trzy miesiące!
- Może nawet troszkę dłużej. Na brwi nie mogłam już patrzeć.
- Ale, że nie zdążyła Pani przed świętami…
- No, jakoś nie.
Fakt jest taki, że do niej (do tej kosmetyczki) się po schodkach na górę wchodzi, więc musiałam się kondycyjnie do wizyty przygotować 🙂 Za to teraz piękna i regularna zarzucam szalik do tyłu i biorę się za przygotowania do jutrzejszej imprezy! 🙂
