Bob Budowniczy wszystko spierniczy…

– zanucił przewrotnie Diabli 😉

Nie wychodzą nam prace domowe w weekend. Zobowiązania towarzyskie, robienie obiadu, potrzeby dzieci, jakieś spacery, ci wpadający sąsiedzi… Na dzisiaj więc Diabli wziął jednodniowy urlop i ruszyliśmy z kopyta z zaległym remontem. Szpachlowaliśmy (znaczy się on), nosiliśmy w górę i w dół meble, przesuwaliśmy co się dało i zrywaliśmy wykładzinę. Pod koniec dnia mam w domu ruinę, ale uff… zrobione poddasze! 🙂 Jutro pewnie coś tam sama będę przenosić, ale i tak odwaliliśmy dziś kawał dobrej roboty! 🙂

<>

  • Justku, mamy za dużo książek.
  • Gadałam z mamą i powiedziała, że Krzycho ostatnio ciągle spisuje księgozbiór. Zapytałam czy mają dużo dubletów, a ona mi na to: Dubletów? Chciałabym! Justysiu, my mamy i triplety i quatroplety!
  • No, właśnie. To może im zawieziemy nasze?
  • Chcesz, żeby mieli cinquoplety???

Witamy stałe!

Na wczorajszej wizycie u dentysty z Lilką (to już absolutny koniec, zrobiliśmy górną 4 i 5, ta ostatnia była jakaś problematyczna i pacjentkę trzeba było siłowo na fotelu trzymać :/) zapytałam panią dok o Łucję:

  • Pani doktor, moja najstarsza córka, ona ma skończone 6 lat, zauważyła ostatnio, że wychodzą jej jakieś nowe zęby. A ona nie może się doczekać kiedy zaczną wypadać.
  • Jeszcze chwila… To szóstki? Na końcu?
  • Tak. Ale ja myślałam, że ona ma już wszystkie mleczaki.
  • Bo to stałe wychodzą. Szóstki to pierwsze zęby stałe. Proszę przyjść z nią na lakierowanie.
  • Ach i pewnie dlatego tak wszystkim się one psują! Bo to pierwsze! Na razie to taki kiełek w dziąśle.
  • To niech wyjdzie do końca. I proszę pastę zmienić na taką do zębów stałych, a nie mleczaków.

No to mamy pierwszego dorosłego zęba!:)

<><>

Gdzieś tam w necie błądziłam i trafiłam na blogi craftowe, które akurat miały zadanie fotograficzne: Jaka jest pierwsza rzecz jaką widzę rano. Więc to jest moja 🙂 Jak widać nie jest to głowa Diabla, ani jego plecy, lecz Lilka, która władowała się między nas :))

Śniadaniówka

Jak Łucja ruszyła do szkoły stało się jasne, że musimy wykombinować coś z 2-gim śniadaniem. Zresztą wogóle ze śniadaniem. Jedzenie przedszkolne było kompletne. Śniadania, obiady i podwieczorki (9, 12 i 15-sta). W szkole jest tylko obiad i na dodatek taki DOROSŁY. Jakieś zrazy, pulpety, spaghetti… Bo w przedszkolu to serwowano takie kluchy dla maluchów. Naleśniki, ryż z jabłkami, leniwe i makaron na słodko.

Łucza podobnie jak ja, rano za wiele nie je. Wystarcza mi łyk czegoś ciepłego i mogę zacząć funkcjonować. Głód przychodzi później, no i obie lubimy zjeść na noc.

Czyli trzeba było wykombinować jej drugie śniadanie, które może się stać w niektóre dni szkolnego jadłospisu jedynym posiłkiem. Sprawę pogarsza fakt, że dziewczyna nie jada kanapek. Ogórka tak, bułkę tak, herbatnik czy chrupki tak. Ale kanapkę? Nie ma mowy, żeby ruszyła… I wtedy przypomniały mi się obrazki japońskich pudełek lunchowych! Takich mini dzieł sztuki… Więc rozpoczęłam poszukiwania idealnego boxu śniadaniowego (szukać można w goglu wklepując śniadaniówka, lunchbox, bento czy zwyczajne pudełko na II śniadanie). Dużą pomoc miałam na forum sierpniówek więc wklejam Wam linki do tego co wynalazłyśmy z innymi mamami:

  • Supermarkety – jak wiecie są tam całe półki plastikowych pudełek. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na zapięcie. Żeby dziecko dało je otworzyć, no i żeby były szczelne. Łucza taki dostała. Potrafi go otworzyć, ale nie umie zamknąć, więc jej się wysypuje i plecak mamy pełen zgwałconych śliwek i winogron :/
  • Tchibo – podobno w porządku, bo już przez sierpniaki sprawdzone. Fajnie, że są przezroczyste i wersji dla chłopców (tu)
  • Polski sklep z pojemnikami bento. Bentomania. Czyli te słynne japońskie pojemniczki sprowadzone nad Wisłę (i Odrę ;).
  • W różnych trendowych sklepach są zupełnie ładne serie. Np. ta w  motylki i biedronki Czerwonej Maszynie.
  • Są oczywiście portale aukcyjne. Na all mamy specjalną kategorię, która się nazywa śniadaniówki i bidony.
  • Warto też obejrzeć Lunchboxy – bardzo fajny portal, gdzie można kupić pojemniki z okrągłą wypustką na jabłko.
  • Jeszcze jest Casa Bento- czyli nieco tańsze niż na Bentomanii japońskie oryginały (linkosz). Niestety  nie ma wysyłki do Polski :/
  • Oraz oryginalny sklep Bento w Kyoto. Ceny niższe niż u nas, docierają po 2 tygodniach.

Jak zapewne już się domyślacie zamówiłam dla Łucji te ostanie 🙂 Dziś listonosz zostawił mi pod drzwiami przesyłkę z Japonii, gdzie w stercie gazet z tajemnym alfabetem były zamówione gadżety 🙂 Łucja jest nimi zachwycona, obok pojemników (dwóch niedużych) są też separatory i widelczyki. Jak skomponuję jej poranną śniadaniówkę (cudowne słowo!) zrobię temu zdjęcie 🙂 A jeśli metoda chwyci będę musiała zamówić jeszcze jakiś większy pojemnik i będzie to jakiś box z lunchboxów lub ten tchibowy wynalazek.

Kiss

Ciepło to i poszkolno-poprzedszkolny czas na osiedlu. Do zmierzchu i dłużej… Godzina 19-sta i Mieszko żegna się z kolegą… Buziakiem. Opisuję to potem Diablowi:

  • I chłopaki pocałowały się na koniec.
  • Nie myśl, że to popieram, choć to urocze.
  • Najlepsze, że Miłek daje buziaki ze szczelnie zamkniętymi ustami, a Miecho ma otwarte usta.
  • Ależ nasz syn jest męski! 🙂

Funroomy

Obudziłam się dziś rano z silnym przeświadczeniem, że czas wyprowadzić Mieszka z naszej sypialni. Od tygodnia przesypia ciągiem 10h (i miejmy nadzieję, że tak już zostanie), więc podstawowy argument, że chcę go mieć blisko na wypadek pobudki o 3 w nocy, upadł. Powiedziałam o mojej decyzji mężowi i zaprezentowałam plan dzisiejszego dnia: remont poddasza, tam wywalam zawartość szaf z bawialni, szafy opycham na al i jeszcze w tym tygodniu na puste miejsce wsuwam łóżeczko młodego. To nic, że na poddaszu nie będzie można się ruszyć, pomyślimy o tym później. 

Diabli podszedł do zagadnienia bardziej kompleksowo i przystąpił do planowania nowej, pojemnej szafy. No i oczywiście odbył rozmowę przygotowawczą z dziećmi…

  • Czy wiecie dziewczyny, że Mieszko niedługo nie długo będzie spał w swoim pokoju?
  • W którym?
  • W bawialni Łuczku.
  • A gdzie będzie bawialnia?
  • Nie będzie. Będzie pokój Mieszka. I pokój Wasz.
  • To może na poddaszu zrobimy nową bawialnię?
  • No może…
  • To świetnie! Bo tam są kryjówki!

No pięknie. A gdzie ja mam SOBIE pranie wieszać, skoro my wszędzie mamy mieć bawialnie? Btw.mam znajomą co na studiach dorabiała sobie jako niania w ekskluzywnych dzielnicach… Tam na bawialnie mówiono Fun -room-y. I jednak ja tam wolę słowo bawialnia 😉

Lady Charlotta

  • Łuki, załatwisz skrzynię jabłek w tym roku?
  • Nie wiem. Chcesz przetwory robić?
  • Nie… Zamarzyła mi się szarlotka.
  • Postaram się!

Jeszcze się stara 😉 więc w tzw. międzyczasie pojechałam dziś rano na rynek i kupiłam kilka kilo by myself. Dziewczyny wybrały w sklepie lody (wygrały pistacjowe) i podwieczorek mieliśmy dziś w domu na wypasie 😉

Wyżej ręka Lili, niżej pozostała dwójka wlepiona w teletoons 🙂

Jak wywalczyć dodatkowy metr w kuchni?

– wywalić krzesełko do karmienia 🙂

Mieliśmy w połowie września ruszać w ostatnią wakacyjną turę. Nie chodzi nawet o dzieci, czy o mnie, bo my tych wakacji mieliśmy sporo, ale o Diabla, któremu marzyły się dwa tygodnie leżenia plackiem na Złotych Piaskach… Niestety koniec końców nie jedziemy. Wciągnął nas wrzesień, szkoła i zapisy na te wszystkie zajęcia. Poza tym nic nie wyszło z naszych planów remontowych i czujemy, że to wciąż nad nami wisi. Może wygramolimy się do dziadków pod koniec września i to będzie ta uzupełniająca kanikuła.

Dziś jakby nie było odebrałam paszport Mieszka. Zgodnie z ustawą z 12 sierpnia tego roku, dzieci mają mieć tylko paszporty 5 letnie, a nie roczne. Więc będzie już miał. W przyszłym roku trzeba będzie natomiast wyrabiać Łuczy 🙂

Tryptyk z limem

I tak będzie teraz do siódmego roku życia straszył podbitym okiem 🙂 Fluid nieco pomógł, choć Mieszko u fotografa walczył z korektorami i ze mną…

Rym do jesień? Myszy w piwnicy dobrze JE SIĘ- pomyślał Filonek

– Przygody Filonka bez Ogonka, rozdział XV „Przyszła Jesień”

Nie lubię upalnych jesieni… Września, kiedy można się opalać, albo października kiedy można chodzić w krótkim rękawku. Jesień to jesień. Złota, kolorowa, z liśćmi przeganianymi przez ulicę… Tak jak nie lubię rozebranych Wielkanocy, tak nie lubię za ciepłego początku roku szkolnego. To takie zmyłkowe… Dzieciaki sie rozbierają, siadają na krawędzi piaskownicy, zimny wiatr w tym słońcu zawiewa i mamy pierwsze bolące gardło oraz rozpoczęcie sezonu chusteczkowego. Pierwszego smarka w tym roku złapała Łucja, a chwilę później dołączył do niej Mieszko.  Już właściwie zdrowi, ale i tak z zadowolenie witam deszczową aurę. Łatwiej uzasadnić, że trzeba się ubierać cieplej, w nocy wszyscy lepiej śpią, a ja ściągam z półki moją, zakurzoną przez lato, książkę kucharską z ciastami.

Zobaczcie na jaki ładny opis matki wczoraj trafiłam:

My mother, in whose memory this site was created, was a cookbook addict. Her philosophy in life was based upon a statement attributed to Erasmus of Rotterdam (1466-1536): When I get a little money I buy books, and if any is left I buy food and clothes. Replace “books” with “cookbooks” and you’ll get my mother.

<><>

  • Mieszula, wyłaź spod tej kołderki! Zakładamy skarpetki! 
  • Me
  • Tak, tak. Jakie chcesz? Misio czy statek?
  • Tatek.
  • Statek czy samolot?
  • Tatek.
  • To nakładamy! Zobacz, nawet mama ma dziś skarpetki!

Jak zrobić risotto?

Doceniając to jaką popularnością cieszy się  w necie mój manual jak zrobić przecier pomidorowy 😉 wyjdę dziś naprzeciw oczekiwaniom góglujących i zrobię kolejny tutorial rzeczy prostej. Risotto to bardzo fajna potrawa, która nawet z banalnymi składnikami wychodzi ciekawie.

Wiecie już, że odkryłam górę ryżu do risotto z kuchennych szafkach i ostatnio stale go przetwarzam. Tym razem powstała wersja z kiełbasą… Wiem, wiem mało to wykwintne i pierwsze risotto należy zrobić z jakimś klasykiem jak szpinak i gorgonzola (pod koniec wrzucamy pokrojony ser, podsypujemy listkami i czekamy aż ser się rozpuści), ale dostaliśmy akurat kiełbasę i była to okazja by zużyć rzeczy obie.

Risotto z cebulą i kiełbasą!

Patelnia, na patelnię olej i podsmażamy cebulę. Tak długo jak można kupić cukrową, nie trzeba jej kroić na drobno. Szerokie, zeszklone kawałki są słodkawe i delikatne.

Cebula na talerzyk obok i na tym samym tłuszczu smażymy pokrojoną kiełbasę. Mogą być plasterki, albo plasterki pokrojone na pół. Nie ma to większego znaczenia.

Odsypujemy 3/4 małej szklanki ryżu…

I wsypujemy na resztkę oleju po kiełbasie na patelnię. Przewracamy kilka razy, żeby ryż wchłonął tłuszcz. W tzw. międzyczasie przygotowujemy wywar. Kostka rosołowa na litr wody. Jeśli mamy resztkę rosołu to nawet lepiej.

Podlewamy delikatnie wywarem i czekamy aż ryż ją wchłonie. Potem podlewamy znowu, i tak parę razy aż ryż napęcznieje. Szkoła klasyczna radzi by dodawać białe wino. Wczoraj dodałam, ale nie jest to składnik obowiązkowy. Jeśli dodajemy to też 3/4 małej szklanki. Alkohol odparowuje i potrawa nadaje się dla wszystkich domowników (jeśli oczywiście nie są niejadkami).

Dorzucamy cebulę i kiełbasę i mieszamy. Moje danie wyszło naprawdę świetne. Sądzę, że można by zrobić wersję wege bez kiełbasy i za to z pieczarkami, albo z jakimiś podgrzybkami, ale to może jutro! 🙂

ciemny napój

Gdzieś tam w środku lata zrobiłam porządek w szafkach kuchennym. Wymyłam je od środka, poustawiałam nowe talerze, wywaliłam płaty do lasagne, które trzeba było zjeść nie powiem Wam do kiedy i odkryłam restauracyjne niemalże zapasy ryżu Arborio (przez co ostatnimi czasy mamy ćwiczenia karne z risotto). Miałam chwilę dylemat co zrobić z talerzami i kubkami, które do niczego nie pasują. Kupione pojedynczo, nie trafione, albo resztki z poprzedniego życia. I uruchomiłam z nich tzw.fundusz wakacyjny, czyli będą zabierane na kwatery, do pensjonatów, do domków letniskowych i podrzucane 😉 Już nawet tak zrobiłam z 3 talerzami z ciemnego szkła i dwoma kubkami z ciemnym środkiem. Ani jedno, ani drugie mi się nie podobało (co to za przyjemność pić herbatę jak nie widać jej koloru). A tam zasiliły szeregi różnokolorowej porcelany, która jest tłuczona i gubiona 🙂

Odnalazłam również kilka plastikowych pojemników i długo poszukiwane kubki termiczne. Od razu wyobraziłam sobie jak ruszam rano z listą rzeczy do załatwienia i na Orlenie, BP, albo w Macu nalewam sobie do nich Latte… Zakręcam i siorbiąc raz po raz mogę funkcjonować… Dziś to wytestowałam. Dzień zaczął mi się o 6-tej i jeszcze parę atrakcji na liście zadań mam. Ale z takim dopalaczem o poranku, to co to za problem!

<><>

Z Lilką u lekarza (cd dalszy baraży z uszami, na szczęście już widać koniec)

  • Ale ładna dziewczynka!
  • Ładna, ładna 🙂
  • Rodzice myślą o jej przyszłości?
  • Myślą. Ma fundusz.
  • Ale czemu ma taką cygańską grupę krwi?
  • Dlaczego cygańską?
  • AB Rh + to cygańska.

Nie wiedziałam 🙂 Babcia (mama Lutki) miała długi ciemny warkocz i ciemne oczy. Lutka zawsze o niej mówiła, że babcia miała urodę Hinduski. Na tej płowej słowiańskiej ziemi rosła taka ciemna i egzotyczna. Ja, Lutka i Lilka mamy tę samą grupę krwi… Czyżby prababci się noga podwinęła z jakimś ciemnookim cyganem?? 🙂

Btw. Lutka o niczym nie wie i jak jej powiedziałam to usłyszałam: Tylko nikomu nie mów, żeby ktoś sobie nie pomyślał, że Twoja prababka z jakimś grajkiem… Odpowiedziałam jej więc: Nie zachowuj się jak te damy z czasów Darwina, które szeptały: A niech tam sobie i myśli, że ludzie pochodzą od małpy… Byle nikt się o tym nie dowiedział!