Pod koniec drugiej połowy 16 wieku Europę ogarnęło tulipanowe szaleństwo. Apogeum tulipanowej gorączki było w Holandii. Cebulki docierały tam z Imperium Osmańskiego, a bogacące się klasy średnie i arystokracja konkurowały ze sobą egzotycznymi odmianami. Sprowadzonymi lub wyhodowanymi. Królestwo za tulipana? Bardzo możliwe. Cebulka mogła kosztować tyle co kamienica w Amsterdamie, żyzna ziemia albo stado bydła. W 1623 r. pojedyncza cebulka najbardziej pożądanych odmian osiągała cenę 1 tys.guldenów (średni roczny dochód w Niderlandach wynosił wtedy ok. 150 guldenów) a rekordową (hurtową) sprzedaż zanotowano w 1635 roku gdy 40 cebulek sprzedano za 100 tys. guldenów. Ależ to były romantyczne czasy gdy kwiaty świadczyły o pozycji społecznej! 🙂
A pamiętacie książkę Czarny Tulipan, gdzie podstępnie ukradziono cebulkę? Czarnego tulipana? Historia głosi, że najdroższy z tulipanów nie był jednak czarny. Najwyższą cenę osiągnęła słynna cebulka Semper Augustus, która została kupiona za 6000 guldenów w Haarlemie. Były wyjątkowo rzadkie. W 1624 roku istniało wyłącznie 12 cebulek tej odmiany… Jak widzicie była biało-czerwona. Ale w głowie mamy literacką wersję, że te czarne są najcenniejsze…
![]()
Jest coś miłego, w planowaniu rzeczy na za pół roku. Dziś do ziemi wsadziłam cebulki, które zakwitną na wiosnę. Co by nie było, w trawie pojawią mi się wtedy różnokolorowe tulipany, irysy (kupić krokusy!) i kępa… czarnych tulipanów. Będą kwitły i cieszyły oko po białej zimie!

