

Przez kilka dni zgodnie z umową fotografowałam poranną śniadaniówkę Łuczy. Jak widać zestawy są podobne. Plan ambitny opiewał nawet fotorelację z całego tygodnia, ale ponieważ skład jest wizualnie podobny, to nie ma to sensu. Rzeczy, które zabiera do przedszkola to takie jej przysmaki, które zawsze chętnie zjada. Większość wraca nieruszona do domu, ale mam wrażenie, że lubi to mieć i jest dla niej ważny do znajdzie się w środku. Lila strasznie jej śniadaniówki zazdrości i pudełeczka z przysmakami są elementem przetargowym w jakichś tam ich rozliczeniach 😉
- Mały pojemniczek z Hello Kitką podzielony miękkim separatorem zawiera chrupaki. Orzeszki i migdały, żurawinę i morele, płatki kukurydziane i pestki dyni.
- Zielony owalny z dwoma pojemnikami (i pojemnikiem chłodzącym, którego nie zamrażamy 😉 to owoce i warzywa. Marchewka (dopóki na straganach jest pyszna i słodka karotka będzie ją dostawać), ogórki, rzodkiewka albo winogrona czy pokrojone mango.
- Żółty pojemnik albo zielony kwadrat to jakiś zapychacz. Buła (w dni kiedy ma na II-gą zmianę i po odwiezieniu Lili mam czas by coś jej w piekarni kupić), wafle ryżowe, albo jakiś zawijaniec z ciasta francuskiego. Ostatnio jestem wielką jego fanką i to może być albo ciacho z jabłkiem, albo takie ślimaki z masłem i z cukrem.
- Ponadto jest soczek lub woda, mus jabłkowy i czasem jogurt.



Poza tym zgubiła się nam Lila dziś w sklepie. Znalazła się prawie kwadrans później w punkcie informacyjnym. Jakaś pani uznała, że ona jest sama i wzięła ją za rękę, wyprowadziła ze sklepu i tam zaprowadziła. A Lila przez łzy powiedziała tam, że mama ją zostawiła. Fatalna akcja, gdzie niewątpliwe nie ma co zwalać na szaloną naturę Lili, tylko należy obarczyć winą mnie. I właśnie rozmawiałam z koleżanką, która powiedziała mi, że jak idzie z dziećmi do sklepu to pisze im ręką na nadgarstku, albo wyżej na ręce, numer telefonu. Komórki do niej. I od dziś zamierzam to robić.
