Zawsze jak gdzieś wyjeżdżam dostaję od Diabla listę rzeczy, które muszę mu kupić przed wyjazdem. Keczup, pasta do zębów i danie popisowe samotnych mężczyzn, czyli zupki chińskie (Pamiętaj, Justku, mają być ostre!). Kupuję mu dużo i jak wracam to odkrywam, że są prawie wszystkie. Znikają za to przy innych okolicznościach.
- Znowu nie ma obiadu?
- Dlaczego znowu? Możesz dostać rosół.
- Ale coś bym zjadł konkretnego.
- Jeszcze jedną porcje śledzia? Wg mnie wyszedł mi świetnie!
- Nie… Zjadłbym coś takiego ostrego…
- Guacamole?
- A mamy jeszcze zupki chińskie?
- W dużych ilościach. Zrobić?
Zrobić… Też tak macie, że jak sobie zrobicie ruinę w domu to niby cały czas coś robicie, sprzątacie, przenosicie ale w ogóle nie widać efektów?
