Obudziłam się dziś rano z silnym przeświadczeniem, że czas wyprowadzić Mieszka z naszej sypialni. Od tygodnia przesypia ciągiem 10h (i miejmy nadzieję, że tak już zostanie), więc podstawowy argument, że chcę go mieć blisko na wypadek pobudki o 3 w nocy, upadł. Powiedziałam o mojej decyzji mężowi i zaprezentowałam plan dzisiejszego dnia: remont poddasza, tam wywalam zawartość szaf z bawialni, szafy opycham na al i jeszcze w tym tygodniu na puste miejsce wsuwam łóżeczko młodego. To nic, że na poddaszu nie będzie można się ruszyć, pomyślimy o tym później.
Diabli podszedł do zagadnienia bardziej kompleksowo i przystąpił do planowania nowej, pojemnej szafy. No i oczywiście odbył rozmowę przygotowawczą z dziećmi…
- Czy wiecie dziewczyny, że Mieszko niedługo nie długo będzie spał w swoim pokoju?
- W którym?
- W bawialni Łuczku.
- A gdzie będzie bawialnia?
- Nie będzie. Będzie pokój Mieszka. I pokój Wasz.
- To może na poddaszu zrobimy nową bawialnię?
- No może…
- To świetnie! Bo tam są kryjówki!
No pięknie. A gdzie ja mam SOBIE pranie wieszać, skoro my wszędzie mamy mieć bawialnie? Btw.mam znajomą co na studiach dorabiała sobie jako niania w ekskluzywnych dzielnicach… Tam na bawialnie mówiono Fun -room-y. I jednak ja tam wolę słowo bawialnia 😉
