– Przygody Filonka bez Ogonka, rozdział XV „Przyszła Jesień”
Nie lubię upalnych jesieni… Września, kiedy można się opalać, albo października kiedy można chodzić w krótkim rękawku. Jesień to jesień. Złota, kolorowa, z liśćmi przeganianymi przez ulicę… Tak jak nie lubię rozebranych Wielkanocy, tak nie lubię za ciepłego początku roku szkolnego. To takie zmyłkowe… Dzieciaki sie rozbierają, siadają na krawędzi piaskownicy, zimny wiatr w tym słońcu zawiewa i mamy pierwsze bolące gardło oraz rozpoczęcie sezonu chusteczkowego. Pierwszego smarka w tym roku złapała Łucja, a chwilę później dołączył do niej Mieszko. Już właściwie zdrowi, ale i tak z zadowolenie witam deszczową aurę. Łatwiej uzasadnić, że trzeba się ubierać cieplej, w nocy wszyscy lepiej śpią, a ja ściągam z półki moją, zakurzoną przez lato, książkę kucharską z ciastami.
Zobaczcie na jaki ładny opis matki wczoraj trafiłam:
My mother, in whose memory this site was created, was a cookbook addict. Her philosophy in life was based upon a statement attributed to Erasmus of Rotterdam (1466-1536): When I get a little money I buy books, and if any is left I buy food and clothes. Replace “books” with “cookbooks” and you’ll get my mother.
<><>

- Mieszula, wyłaź spod tej kołderki! Zakładamy skarpetki!
- Me
- Tak, tak. Jakie chcesz? Misio czy statek?
- Tatek.
- Statek czy samolot?
- Tatek.
- To nakładamy! Zobacz, nawet mama ma dziś skarpetki!
