Jest na Flickerze grupa, której uczestniczki wklejają zdjęcia wnętrz (a raczej składników) własnych torebek. Czego tam nie ma! Na ponad 12 tysiącach fotografii są i tablety, i jabłka, i pluszaki, i książki, i listy, i kapelusiki… Właściwie to rzec można, że kobieca torebka jest całkowicie nieprzewidywalna. Niektóre są utrzymane w jakichś kolekcjach, czy kolorystyce, a inne są chaotyczną zbieraniną różnych przedmiotów.
Na tym tle moja torebka jest raczej standardowa. Zabrakło dwóch komórek, które akurat się ładują i aparatu Łucji, który czasem w niej podróżuje. I mam też ochotę zrobić jej zdjęcie za parę lat 😉 Tak dla porównania, jaki będzie skład wtedy!

A więc przede wszystkim moja torebka jest duża. Mieści:
- pieluchy (jedną, lub dwie),
- dużą stertę papierków (po cukierkach, dowodów wpłaty – np. za obiady w przedszkolu), wyciągi i karteczki od lekarza przypominające o terminie kolejnej wizyty,
- są dwa błyszczyki, których nigdy nie mogę znaleźć, krem do rąk, lakier do paznokci i „suche mydło”, którego na ogół używają dzieci.
- czerwony portfel i czarne etui na dokumenty,
- listy z wyprawką (ze szkoły i z przedszkola) – cały czas brakuje mi plasteliny i temperówek, ale wywiało ze sklepów artykuły szkolne do końca, więc pewnie doniosą za 2 tygodnie.
- klucz do domu z breloczkiem z myszką (białą, albo jak się wybrudzi to wymieniam ją na szarą, a tę piorę),
- dwa metalowe pudełka – po drażetkach z Cannes, gdzie trzymam monety i durex love box, gdzie trzymam banknoty (portfel jest bezgotówkowy),
- długopis i ulotki promocyjne, które zawsze mam zamiar wykorzystać, ale nie zawsze się tak dzieje…
- no i kluczyki do auta – być może pamiętacie, że był szydełkowy motylek, ale jak byłam na wakacjach z Krzychem, to mi go urwał (bo to on na ogół prowadził). Błazen Lego ma drugie znaczeniowo dno. To Jester z serii Kingdom, ale chodzi o to, że w kartach Tarota zawsze uważałam, że kartą identyfikującą się z mną jest Głupiec. A on często występuje właśnie w błazeńskiej czapce ;))
