Za młodu zwykłam zakochiwać się w wysokich blondynach. Wielbiłam ich platonicznie latami… W nastoletnim dzienniczku zapisywałam każde spojrzenie i wałkowałam na dziesiątki sposobów przypadkowe wymiany zdań (przecież mógł się kogoś innego o to zapytać!!!) Na koniec cierpiałam i przeżywałam katusze gdy zakochiwali się w brunetkach. Mnie w tym czasie wielbili NIESTETY I WYŁĄCZNIE przystojni chłopcy, na ogół zresztą młodsi.
I oto 20 lat później zaczynam poznawać tamtych przystojnych blondynów. Znaczy się innych, ale oni wtedy wyglądali jak tamci. Cały czas są przystojni, ale tym razem mają jeden feler… Są WEGETARIANAMI ://
Wyobraźcie sobie dwóch mężczyzn. Identycznych. Albo o takiej rozmazanej sylwetce, bo liczy się to co przed nimi. Pierwszy gryzie ociekającą tłuszczem nogę jakiegoś zwierza, drugi je kaszę z warzywami… Hola, hola – zawoła każdy wegetarianin – My też gryziemy! Np. soczystą i pachnącą brzoskwinię. Fakt. Ale brzoskwinia jest miękka i słodka… Albo inny obrazek: jeden je michę flaków, albo wyławia ogórki kiszone, które kładzie na kanapkę ze smalcem. A drugi w tym czasie je chleb razowy z eko-twarożkiem. Posypany kiełkami.
Widzicie ich? Wegerianizm jest po prostu niemęski! 🙂
