Kocha te autka miłością wielką. Jak jedzie samochodem to patrzy za okno i mówi Brum-brum. Cały czas. Jak ma na skarpetce to ciągle to pokazuje. Z domu nie wychodzi co najmniej bez dwóch żelaźniaków (pierwsze już zgubiliśmy), a bluzka, którą każe MI nakładać (moja bluzka) jest z samochodzikiem. Jest jak kwoka – trzyma je wokół siebie i nie pozwala się zbliżyć do nich. Plus jest zachłanny… Nie ma ilości, która by mu wystarczyła. 😀
Akcja I
Po kąpieli ciągnie mnie za rękę do łóżka. Kładziemy się, on się przytula i oznaką największej miłości (syna do matki) okazuje się być jeżdżenie samochodzikiem po MOIM dekolcie 🙂 Dwa w jednym. I mama, i autko.
Akcja II
W nocy marudzi. Leży z nami i marudzi. W końcu zasypiam. Budzę się jak widnieje i widzę, że go nie ma. Budzę Diabla: Idź znajdź synka. Jest w bawialni. Śpi na podłodze. W kucki, z pupą do góry. Ręce wyciągnięte do przodu. W każdej samochodzik. :))


