
Za nami wrzesień. Strasznie się nam ten początek roku szkolnego dłużył. I na razie sukcesy są średnie Lilka jak już wiecie, w przedszkolu bez Łucji funkcjonuje doskonale. Koleżanki dochodzą nowe, podwieczorki są niezmiennie pyszne, a w zestawie dań obiadowych pożerane jest prawie wszystko (patrz ostatnia karkówka -???). Za to Łucja ze szkołą oswoić się nie może. Koleżanek brak, łzy są niemalże codziennie i mamy pierwszą uwagę. Zresztą całkowicie bezsensowną. Z religii, która była jej ulubionym przedmiotem. A zarobioną za to, że podczas zajęć położyła się obok innej dziewczynki na dywanie. Najpierw mnie to ubawiło, a potem mną zadygotało. Przecież ona ma 6 lat! Siedzi przez 8 godzin w ławce i nie może zmienić pozycji? Bo szkoła jest lokalowo słaba. Jest mała, w budynku dawnej stołówki i nawet Lutka, która jest mistrzynią adaptacji i zawsze powtarza, że to jak się mieszka, nie ma znaczenia, bo to zawsze tymczasowe, to jak zobaczyła tę placówkę to była zdumiona. Na nie. Sama Łucja mówi o szkole, że chciałaby ją już mieć za sobą. Żeby już nie musieć chodzić. I smutny jest dla mnie tej jej brak zapału i niechęć. To przekłada się na wszystko. Jej wychowawczyni (notabe bardzo fajna i mówiąca o Łucji: moja ulubiona uczennica) poprosiła by Łucja przychodziła wcześniej poćwiczyć rysowanie, bo maluje niestarannie. Łucja niestarannie? Ona to robi na odwal, żeby mieć z głowy! Przecież w przedszkolu jej prace były najlepsze! Nie zdziwi Was więc to, że moim największym obecnym marzeniem, jest to by nowa szkoła, którą budują nam na sąsiedniej ulicy, była rzeczywiście oddana do użytku w przyszłym roku. Ma być duża, przestronna, super nowoczesna i zachęcająca.
Absurdów szkolnych jest zresztą więcej, ale wierzę, że teraz powinno być już trochę łatwiej. Ruszają zajęcia w GOK-u, będzie balet, zapisałam też panny (pomysł Łucji) na kółko plastyczne. Lada moment będziemy szykować się do Halloween, no i zrobiłam im teraz tydzień przerwy. Rano zapakowaliśmy się auta i przyjechaliśmy do dziadków. W planach zakupy na rynku i cd dalszy robienia przetworów, wyprawa na najlepszy torcik bezowy na świecie i grzybobranie. Dziadki podobno wynalazły jakiś piękny las, gdzie są duże polany, szerokie ścieżki i dużo słońca prześwitującego przez kolorowe liście.


















