Biały LEJEŃ

Pamiętacie na jakim słowie łamał się Wam język? U mnie to była koRDełka. I wogóle nie rozumiałam dlaczego mnie poprawiają. Powiedz kołderka! KORDEŁKA! I tak w kółko.

Łucja ma problem ze słowem JELEŃ 🙂 Kupiła babcia za namową koleżanek z pracy mydło idealne dla alergików, tyle że weź wymów nazwę 😉 Biały LEJEŃ! Żeby było lepiej Lilka się nie myli, co oczywiście starszą siostrę strasznie rozdrażnia :))

<><>

Przy dłuższym kontakcie muszę przyznać, że one obie razem są dość jazgotliwe – powiedziała babcia o wnuczkach, a ja przytaknęłam…

„Ilu z nas może zostać lepszą wersją samego siebie?”

  • Obejrzałaś filmy na VOD?
  • Te do których podesłałeś mi kody?
  • Tak.
  • To tak.
  • Oba?
  • Tak.
  • No i jak Ci się podobały?
  • Słońce, czy Ty tak się bez nas nudzisz, że musisz filmy pożyczać?
  • Nudzę się. 
  • Ten pierwszy o miłości był beznadziejny.
  • Odrobina Nieba?? To współczesne Love Story!
  • No może. Ale tak mnie aktor, Garcia, denerwował, że nie mogłam tego oglądać. 
  • Ale go lubisz?!
  • No tak, ale ten typ faceta jakiego grał, takiego zakochanego smutasa… Nie znoszę!
  • No dobra, a drugi?
  • Jestem Bogiem? Świetny.
  • Naprawdę Ci się podobał?
  • Bardzo. Nie uważasz, że tam świetnie widać, że jeśli się jest super inteligentnym i zabawnym i na dodatek jeszcze dobrze wyglądasz jesteś skazany na sukces?
  • Dokładnie. O tym samym pomyślałem.
  • Musimy się postarać, że nawet jeśli nie zbijemy tej fortuny co to ją planujemy, żeby nasze dzieci miały taką pewność siebie, wszechstronność i umiejętność zabawy.
  • Z moimi nowymi przyjaciółmi poleciałem na plażę
  • Właśnie, właśnie.

Obejrzałam za namową męża dwa filmy. To Love Story pominę, ale ten drugi doskonale pokazuje mi jak ważne jest posiadanie ciekawej osobowości. Bohater pod wpływem pewnej substancji się zmienia. Przemiana jest początkowo krótkotrwała, ale doskonale widać co się z nim dzieje. Promienieje, jest charyzmatyczny i fascynujący… I co można osiągnąć posiadając te cechy. Tytuł notki – cytat z.

<><>

Idę zaraz na spacer uśpić Miecha. Przewraca się i marudzi. I leży na podłodze ciągając jakieś samochodziki. Upps, tym razem tramwaj. Jak to dziadek powiedział: Masz Mieszku tramwaj. To prezent od comrades z NRD 😉


Na końcu języka

Z łatwością mogę sobie wyobrazić tęsknotę za jakimś smakiem. Dania stałe pomińmy, i przy upałach skoncentrujmy się na napojach. Goryczką piwa, jakie wciągają spragnieni mężczyźni, albo zimną herbatą, której nie sprzątnęliśmy po śniadaniu. Pamiętam jak mając lat naście pijałam pokrzywę. Albo to jakiś bratek był. Albo dziurawiec. Na cerę. Wiele miesięcy. I to jak wracałam ze zdanego egzaminu na prawo jazdy. Był początek lipca i było gorąco. Szłam od dworca, bo zdawało się wtedy w miastach wojewódzkich i marzyłam, że jak wejdę do domu to wypiję moją zimną, rano nie dopitą ziołową herbatkę. Szłam i język mi aż cierpł, jak wyobrażałam sobie jak będę ją pić.

Ostatnio takie uczucie miałam na Kurpiach. Serwują tam piwo kozicowe. Smakowo to taki rozgazowany kwas. Zobaczyłam te żółte baniaki i też mi język aż fikołka wywinął wspominając jak to smakuje.

Próbuję w sobie znaleźć jakąś pitną fantazję, ale przy tych upałach nawet tyle nie umiem z siebie wykrzesać… Za to błądząc po akcesoriach basenowych fajny obrazek znalazłam 😉

Trzeba było zrobić Wimbledon zamiast Euro, to przynajmniej mielibyśmy naszych w finale!

  • Łuki, mówił jeden gostek w szkle, że lubi Radwańską, bo ona gra cichy tenis.
  • To prawda. Ona nawet w jednym wywiadzie skrytykowała inne tenisitki za to stękanie. Strasznie ją za to znielubiły.
  • To po co one to robią?
  • Był jeden trener w Kalifornii, który uważał, że kumulacja energii przy uderzeniu jest tak duża, że zawodniczki powinny znaleźć jakieś ujście.
  • Czyli to pomaga? Więc dlaczego Radwańska tego nie robi?
  • Bo ona nie gra mocnej piłki. Ale podliczono kiedyś Szarapową i ta to wydaje pełną gamę dźwięków.

To będzie rok sportu. Za nami kolejne ważne wydarzenie, którego nie wolno przeoczyć. Dawno nikt tak nie odbijał!

<><>

Przy niedzieli dziadek zabrał wnuczki do cyrku. Istniało ryzyko, że zasną wykończone do popołudniowymi harcami w rzece, ale rozrywka (best dla Łucji: połykacze ognia, best dla Lili: białe lwy, z których jeden był tak blisko, że można go było niemal dotknąć) była na tyle fascynująca, że dały radę! 🙂

W przerwie można było obejrzeć występujące zwierzęta…

A nawet pogłaskać! Baby LEWKA dotknęła Lila :)) Btw. ten biust to NIE mój 😉

Dwa razy w życiu miałam swoje 5 minut uprawy roli…

  • Pierwszy raz, gdy miałam lat 15 i na pionierskom łagierie wysłali nas na zbieranie kartoszki. By być szczerym to nie zbierałam, a obraziłam na wszystkich, tym niemniej jednak to pole, słońce i kurz pamiętam.
  • Drugi raz gdy całą rodziną zbieraliśmy czarną porzeczkę. Lutka miała wtedy kawałek ziemi, na skupach porzeczka była wyjątkowo droga i Krzycho wykombinował, że będziemy mieć plantację czarnej porzeczki. Oczywiście gdy rok później dojrzała to kosztowała już taniej niż jabłka, więc zbieraliśmy SAMI 🙂 Miałam wtedy z 19 lat. Był to ostatni pomysł rolniczy ojca. Potem już koncentrował się na wyczuciu rynku wyłącznie w sferze maszyn budowlanych.

Tym niemniej jednak z tej drugiej przygody ostały się pojedyncze krzaczki przesadzone do przydomowego ogródka… 

Ta porzeczka to taki taki rolniczy chwast. Rośnie łatwo, jest dobre i nikt tego nie zbiera. Dżemy są najtańsze, chociaż mają największą zawartość owoców w słoiczku. I kupić się tego nie da. W hipermarketach kosztują tyle co maliny, a na rynkach raczej nie bywają. Obrywamy więc sąsiedzkie czerwone

I oczekując na przyjazd tatina robimy wyżerkę obu kolorów! 🙂

Egzystencjalnie przy wodzie

Lutka zwykła zastrzelać mnie i brata niektórymi swoimi rozważaniami. Np. zawsze dziwiła się urodzie dzieci jednych ich znajomych. Oboje niby normalni, Jola całkiem ładna, Benek taki jak to facet, a dzieci im takie nieciekawe wyszły... Tłumaczyliśmy: wyszły jak wyszły. Są zwyczajni. I komentowaliśmy to potem między sobą, że czepia się ta Lutka…

Minęło troje dzieci później i też mnie to zaczęło zastanawiać. Patrzysz czasem na rodziny i myślisz, co sprawia, że jedni mają ładne dzieci, a inni takie przeciętne? Oboje zwyczajni, a dzieci doskonałe. Patrzysz na elementy: nos chyba po niej, a budowa ciała po nim… Ale skąd ten efekt?? Albo w drugą stronę… Mamy np. w przedszkolu parę. Ona jest oszałamiająca. Efektowna, proporcjonalna i robiąca wrażenie absolutnie na każdym. On jest też niczego sobie. A dzieci? Może, nie to że brzydkie, ale takie – takie … zwyczajne…

Przy tych wodnych atrakcjach oglądasz obce dzieci w pełnej krasie. Btw. nie wiem czy to już jest zboczenie, ale wspaniałe jest patrzenie na takich małych golasów. I znowu tak sobie próbujesz znaleźć jakiś klucz. 

Wiele lat siedziałam w jakimś namiocie na plaży w Ustce. Wiało, gorąca herbata parowała i wogóle nie czuło się lata. To jeszcze z ex było. I biegła plażą trójka ładnych dzieci. Ja wogóle nie miałam wtedy fazy na dzieci, ale mówię do niego:

  • Ale ładne dzieci.
  • To moje. Twoje są te grube tam.
  • Ha, ha, ha.

Zawsze chciałam mieć ładne dzieci. Ale chyba wszyscy chcą. Więc jak to jest rozdzielane???

<><>

  • Mamo?
  • Tak Łuczku?
  • A nie chciałaś mieć czwórki dzieci? Mogłabyś je nazwać Nikola i Nikolas i Wiktor i Wiktoria.
  • No, nie pomyślałam 🙂

Polski biegun tropików

Widzicie lewy dolny róg? W południe było tam powyżej 35 stopni… Sucho i bezwietrznie… Wiedząc co nadchodzi zapakowaliśmy się więc z samego rana i pojechaliśmy do letniskowego miasteczka nad Tanwią. Lokalny mikroklimat, przełomy na rzece i wyjątkowo duże stężenie jodu to nic… TAM była woda! 🙂

Rzeka tam jest względnie szeroka i bardzo płytka. Przez środek biegnie mega mielizna. I tam też na lekko zanurzonej piaszczystej łasze na ogół siedzieliśmy. Mieszko sypał ziemię do wiaderek, Lilka histeryzowała, że zanurzony w wodzie pień to krokodyl, a Łucja ekscytowała się znalezioną rzeczną muszelką.

  • Wiesz mamo, chciałabym mieć taki niebieski koralik.
  • A jak masz życzenie Łuczku?
  • Chciałabym, aby ta muszelka była różowa.
  • Lilka, a Ty? Jakie miałabyś życzenie jakbyś miała niebieski koralik?
  • Ja chciałbym mieć długie włosy i wyjść za mąż za księcia.
  • To już wiem. 🙂

I jeszcze MISTRZ NAGICH POŚLADKÓW 😉

Halo, panny! Do auta! JUUŻ!!! Wracamy na obiad! Jutro przyjedziemy tu znowu!

He seems pretty confident in general

Fringe, sezon czwarty, o Peterze Bishop

Jest na bilansie dwulatka sprawdzanie wiedzy dziecka. Czy potrafi wskazać po nazwie części ciała. Gdzie jest głowa, gdzie ucho, a gdzie oko. Mieszko bezbłędnie wskazuje interes. Mając już niewiele ponad rok bez wahania wskazywał TO miejsce. Zasługa to wspólnych kąpieli z siostrami 🙂 Podobno mężczyzna, którego można zawstydzić warty jest uwagi. To nie będzie ten przypadek!!! 🙂

<<><>>

Pożyczyłam na drogę dziewczynom Karolcię. Pamiętam, że lubiłam tę książkę i one tak mi emocjonalnie wydawały gotowe na nią. Nie macie pojęcia jak strasznie się to zestarzało. Ogólnie im się podobało, ale one nie widzą tych komuno-absurdów, które się pojawiają tam na drugim planie. To że ekspedientka w sklepie stawia buty w pudełkach i nie chce dawać do przymierzenia drugiej pary, to że rodzice głównej bohaterki dostali przydział na mieszkanie i mają tydzień na przeprowadzkę, albo to, że tytułowa bohaterka miała życzenie, żeby być niewidzialna by móc podotykać zabawki z sklepie z zabawkami. Brrr… Straszliwe to było.

Żegnaj zmoro, witaj zmoro!

Istniejące w przyrodzie gatunki żywiące się krwią świetnie wiedzą, gdzie zwierzęta mają dobry punkt krwionośny. Ale o ile wizja namiętnego wampira wkłutego zębami w wewnętrzną stronę mojego uda wydaje mi się kusząca, o tyle swędząca kropka po ugryzieniu komara doprowadza  mnie do szału…

Parę dni temu kupiłam sobie rewelacyjne krople do oczu. Zniknęło swędzenie i zaczerwienienie. Oczy przestały piec, mogę je pomalować i dotknąć. Lek wydaje mi się na tyle genialny, że z pewnością będzie się ubiegał o miano mojego największego odkrycia farmaceutycznego 2012 i na pewno wejdzie na stałe do letniej kosmetyczki.

Alergia powoli przechodzi. Napływają za to kolejne fale komarów

><><

Na powitanie Lutka zrobiła nam zupę owocową. Babcia takie robiła nam na wakacjach. Lutka nie była ich fanką i na wiele lat o nich zapomniałam. Pamiętam je jako dość mdłe i słodkie. Lutka dodała do niej cynamonu i efekt końcowy jest bardzo dobry. Mam nawet wrażenie, że lepsza  niż babcina. Wnukom jednak nie podeszło, ale ja chętnie sobie ten smak przypomniałam! 🙂

I znowu wakacje!

Strasznie będziemy mieć poszarpane te wakacje. Grafik pomiędzy poszczególnymi wyjazdami będzie wzbogacony jakimś konsultacjami lekarskimi dla dzieciaków, a i same wyjazdy  będą krótkie. Za nami już wizyta u dentysty (Łucja zrobiona, Lilce jeszcze coś tam zostało) i dzisiejsza u okulisty (obie panny ok, choć Lilę trzeba pod koniec roku ponownie sprawdzić). W środku lata będzie jeszcze ortopeda  i fizjoterapeuta Łucji, laryngolog i dentysta Lilki, pediatra i bilans sześciolatka, szczepienie Mieszka i jeszcze coś tam. 

Fajnie by było jeśli dalibyśmy radę zrobić przeróbkę pokoju dziewczyn, a z całą pewnością trzeba wyprowadzić z dorosłej sypialni Mieszka. Wisi nad nami nieśmiertelna szafa i koniec z remontem poddasza.

Pierwszą turę zaczynamy od wizyty u dziadków. Idzie fala upałów, więc poleżymy sobie nad jakąś rzeką. Wyjazd dobrze nam zrobi, bo poimprezowo mamy taki sąsiedzki foch. Że nie było na naszym party czyichś dzieci. Nie działa argument, że chociaż nazywało się to Powitanie Lata, to było imprezą pożegnalną Łucji z jej przedszkolną grupą. Chciałam tak załagodzić i zapraszałam sąsiadów na 16-stą po przetoczeniu się głównej stonki, ale Diabli miał rację, że o 16-stej to już imprezy nie było. Niedobitki nie odebrane jeszcze przez rodziców leżały bezsilne w namiotach w ogródku i zabawy nie było już żadnej 😉

Co by nie było jutro musimy wyruszyć wcześnie. Biometr pewnie będzie słaby, ale pogodynka zapowiada ponad 30 stopni na cała Polskę. Sprzęty po imprezowe już oddane, a audiobooki na podróż pożyczone. Dzieciaki brykają, a na mnie czeka góra prania. Ale to GÓRA!