Po nitce do kłębka

Dziś zostałam Agentem 🙂 Ale zanim do tego doszło, nastąpiła mała fala kataklizmów. Lecz nim zacznę to opisywać, to dodam jeszcze, że ciągle zapominam jak wiele życzliwych osób mnie otacza i mam nadzieję być kiedyś równie pomocna 🙂

Wróciłam z dziewczynami wczoraj. Zaczęłam rozpakowywać i postanowiłam umówić się z babcią Rurką na dzisiaj. Ale okazało się, że babcia jest chora i nie ma opcji podrzucenia jej wnuków. A dziś miałam mieć egzamin. Dzwonię więc do Diabla. Nie odbiera. Dzwonię na numer jego brata. Nie odbiera. Dzwonię do Diabla. Telefon wyłączony.

 

Mój brat opisywał stłuczkę jaką miał jeszcze w ogólniaku. Rozpędzili się dużym fiatem i wrąbali się w mur huty. Ten moment, kiedy już wiedzieli, że rąbną był całkiem długi. Na tyle długi, że kolega nawet powiedział: Qrde, wj..biemy się!. Nic im nie było, mało tego duży fiat był autem na tyle solidnym, że cofnęli i pojechali dalej.

Jakby nie było kojarzę ten moment, kiedy nadciąga katastrofa. Czuję go. Jak tak dzwoniłam do Diabla wiedziałam, że to się zaczyna. W końcu złapałam go na grzecznościowy telefon. Jak dzwoniłam to ktoś mu właśnie ukradł komórkę i sekundę później ją wyłączył. Ale jajo, dwie komórki w miesiąc… W ten sposób pozostałam z problemem sama.  Doszły jeszcze inne atrakcje, ale w zawiłości nie będę Was wprowadzać. Wracając do dzieci… Trójkę trudno opchnąć. Jedno można podrzucić sąsiadce, dwójkę w sumie też, ale trójkę? Po mixie różnych rozwiązań, stanęło na tym, że znajoma z pracy Diabla zgodziła się na czas egzaminu pospacerować z dziewczynkami. Więc wymyśliłam, że Mieszka też jej przyprowadzę i postawię przed faktem dokonanym… Na szczęście do opieki nad dziećmi zgłosili się Ci co to na nich zawsze można liczyć :))

Dziś rano odwiozłam dzieci. Po drodze odkryłam, że znowu wyszłam z domu w kapciach (olać) i że jak zadzwonił kurier to zdechła komórka (to stare LG trzyma 12h). Też olać. Mieszanki do chleba może przywieźć jutro. Jak jechałam pustym już autem to zorientowałam się, że nie mam torebki (bez dowodu nie weszłabym na salę). Wróciłam więc do domu. I zdążyłam na egzamin na czas. Aha, na sali podpięłam komórkę i trzykrotnie źle wklepałam pin. :)) Ale zdane. Bez obaw, nie będę Was teraz nagabywać na ubezpieczenie u mnie :)) Ważne, że teraz to napięcie  nareszcie ze mnie schodzi, więc chyba zajmę się robieniem zupy :))