Różowe urodziny

Miał Picasso okres różowy, ma i Łucja. Dlatego też piąte urodziny miały temat: RÓŻOWE 😉 Różowe więc miało być wszystko… Różowe były magnesy, które dostawali na pamiątkę uroczystości goście…

Różowe miały być dekoracje…

Różowy miał być dress code

No i oczywiście różowy był tort 🙂

Wyglądająca z wieży Roszpunkę zjadła oczywiście jubilatka. Niemożebnie to słodkie było 🙂 Ale zanim doszliśmy do tortu podałam  dwa dnia dania z miętą. Mięty i potraw z nią miało być wogóle więcej, bo różne przepisy testowałam całe lato, ale goście nie dość, że przychodzili wahadłowo, to było strasznie gorąco… więc na tych dwóch daniach się skończyło. Jedno z nich Wam linkowałam kiedyś na blipie. Polędwiczki z miętą i kolendrą, a drugie to przepis Nigelli na makaron z miętą, groszkiem i bekonem. Też dobre.

Jaka jest ta nasza pięciolatka? Wiecie już, że cudowna, więc tym Was nie zaskoczę, choć ona zadziwia mnie każdego dnia. Marzy też, że gdy znajdzie kwiat paproci będzie mieć dwa życzenia. Pierwsze by mieć niebieskie oczy jak Mieszko, a drugie by zawsze trwało lato!

Przypomniałam sobie ostatnio jak się urodziła. I Lila i Mieszko po wyjęciu z mojego brzucha byli tacy fioletowi. A ona była różowa. Różowa od samego początku. Jak ją trzymali na rękach niosąc na wagę wyprostowała nogę. Ależ się zdziwiłam leżąc i patrząc na nią, jaka długa ta noga!

Wszystkiego najlepszego moja piękna różowa królewno! :))