Zawsze lubiłam wyspiarzy za ich ogrody. Kontrolowany chaos, parki krajobrazowe, kępy polnych kwiatów i zapomniane sadzawki. Zapoczątkowana przez Ludwika XVI idealna ogrodowa symetria nigdy jakoś do mnie nie przemawiała… Aaaaleee, nasza Suwalska gospodyni miała właśnie ogród „absolutny”. Iglaki tworzyły zgrabne kulki i stożki, a drzewa liściaste przycięto tak by idący ścieżką nie musieli zaczepiać o nie głowami.
To było niesamowite. Natchnięta inspiracją już od dwóch dni szaleję z sekatorem 😉 Trochę przeszkadzają komary. Nie było ich całe lato, a od tygodnia są. Miałam już nawet pisać, że lato bez komarów jest cudowne, ale samym myśleniem wykrakałam… Ja mam pogryzione ramiona, Lila policzki, a Miecho czoło. Mama innej małej dziewczynki poradziła mi puder z miętą, który używany jest przy ospie. Działa przeciwświądowo i rzeczywiście pomaga. Więc wstrętne owady nie odstraszą mnie od mojej misji! Tym bardziej, że babcia Rurka dała nam jakiś rewelacyjny spray na komary. Opryskuję się i dzieci i ruszam do boju z krzaczorami! 🙂
<><>
O tym jak Lila nabrała Łucję
Pewnego razu młodsza siostra wzięła telefon i zaczęła rozmawiać. Z tatą. I gada i gada, i gada i gada… W końcu starsza siostra nie wytrzymała i zabrała jej słuchawkę:
- Tato?… Tatusiu??
Chwilę potrzymała i z łzami w oczach oddała mi słuchawkę:
- Rozłączył się…
Zadzwoniłam więc do Diabla, żeby sobie pogadał z córą. Bo młodsza siostra ją nieźle wkręciła 😉
