Właściwie to nic nie ma ostatnio o Mieszku… Więc dziś o nim! 🙂
Jaki jest? W przeciwieństwie do sióstr interesują go zabawki. Położony na macie edukacyjnej (tej samej, która nie budziła u nikogo emocji przez ostatnie pięć lat) młóci w te plastikowe zabawki nawet przez pół godziny. I wogóle lubi machać. Podczas karmienia cały czas robi kółka lewą ręką. Diabli zachwycony widzi go już jako głównego rozgrywającego w NBA.
Poza tym to oaza spokoju. Coś co chyba przeżywają wszyscy rodzice trzeciego dziecka to zdumienie, że dziecko może być takie „elastyczne”. Panny wariują, piszczą, walczą, rodzą (patrz dziś rano, kiedy Łucja „urodziła” kotka i lalkę, a położnicę plastikowym nosem rozkrawała młodsza siostra) i się awanturają (np.o kapelusze). A on po prostu trwa. Obserwuje, uśmiecha się i czeka aż ktoś się nim zainteresuje. I na ogół się doczekuje 🙂
Uwielbia drzewa nad swoją głową. Spacer w wózku powinien się odbywać w okolicy zalesionej lub ogrodowej. Liście, gałęzie, falująca zieleń to jest to! Chętnie się uśmiecha i dwa razy zdarzyło mu się zaśmiać. Takim długim śmiechem. Oczywiście do Łucji 🙂
<><>
Fot trzy. Pierwsza z wczoraj. Świeciło słońce, nie wzięłam mu czapki, więc osłonę na głowę zbudowałam z koszulki. Nie oponował. 🙂

I dziś rano. Najpierw podkówka jak mama zasłoniła twarz aparatem…

A potem uśmiech, jak odsłoniłam. Ja jestem na wprost niego, a aparat z boku. Stąd problemy z wycentrowaniem kompozycji 😉

