Leżałam w szpitalu z jedną dziewczyną, która czekała na swoje pierwsze dziecko:
- Jakie to niesprawiedliwie, że wszystko spada na nas! Dźwigamy brzuchy przez 9 miesięcy, tyjemy, rodzimy, wstajemy w nocy, wychowujemy… – narzekała.
Mało się mówi o plusach macierzyństwa. Mitem jest, że w mediach otaczają nas rozkoszne roześmiane bobasy. Wystarczy otworzyć dowolną gazetkę dla mam by zobaczyć tytuły: gdy maluszek ma gorączkę, koszmar kolek, kalendarz szczepień, katar u niemowlaka, jak ubrać na pierwszy spacer (by nie przeziębić), kryzys małżeński gdy ONO się pojawia… Właściwie to same zagrożenia! Widzi się pieluchy, smarki, wydatki i problemy wychowawcze.
Czytałam ostatnio wywiad z Kurdem mieszkającym od urodzenia w Niemczech. Podróżował z ojcem po jego ojczyźnie i niektóre jego obserwacji są wstrząsające:
W obozach dla uchodźców przy tureckiej granicy tuż po pierwszej wojnie irackiej były kurdyjskie dziewczyny, które umiały z zamkniętymi oczyma rozłożyć kałasznikowa, a na nadgarstkach miały blizny, bo z głodu traciły pokarm i musiały karmić noworodki krwią.
Strasznie, nie? Trudno powiedzieć kogo bardziej mi żal: tych matek czy tych niemowlaków, ale świetnie widać na tym okrutnym przykładzie, jak wielka jest miłość kobiet do dzieci, jak bardzo chcą je mieć i o nie dbać. Macierzyństwo to nowe oblicze kobiet. Strona emocji, której wcześniej nie znałyśmy. Najpiękniejsza przygoda naszego życia i najwspanialszy prezent jaki nam przyszykowała natura i los. Może i trochę na nas spada, ale w zamian dostajemy niewyobrażalnie dużo!
Wszystkiego najlepszego w naszym dniu, mamuśki! 🙂

