szwów trzy

Po kąpieli Mieszko lubi sobie ze mną poleżeć. Zjeść i poleżeć. Pouśmiechać się i popatrzeć. Tak z kwadrans. Nie lubi jak odchodzę wtedy i się wtedy rozżala. Na ogół dziewczyny wskakują do wanny w tym czasie. Tym razem szalały wokół nas. Diabli był w ogródku. Przez płot zagadywał sąsiad, bo u nich był grill.

Łup! Lila siadła plecami do krawędzi łóżka i poleciała do tyłu. Na regał. Złapałam i patrzę skąd się wzięły ciemne kropki na białym dywanie. I dlaczego ich tak szybko przybywa. Obracam dziecko tyłem i chlusta na mnie krew. Wołam do Łucji: Biegnij po tatę! Ale Łucza stoi jak słup. Cała się trzęsie i widzę, że mnie nie słyszy. Łapię więc Lilę i zbiegam na dół, krzycząc:

  • Łukasz! Z Lilą coś się stało! Pomóż MI!!!

Łucja płacze. Coraz głośniej. Powtarza w kółko: Moja Lilusia! Moja kochana Lilusia! Diabli wpadł, widzi, że mój tshirt zmienił kolor, podobnie jak włosy Lili, chwycił ręcznik i woła:

  • Trzymaj mocno! Tamuj krew! Jedziemy do szpitala!

Wsadziliśmy płączącego Mieszka do fotelika, krzyknęliśmy do Łucji: Idź do sąsiadów! i ruszyliśmy. W drzwiach zostawiliśmy płaczącą starszą siostrę, która za nami krzyknie: Ratujcie moją LILUSIĘ!

Po drodze zadzwoniliśmy do babci Rurki. Żeby wyjechała gdzieś na naszą trasę i przejęła Mieszka. On w międzyczasie zasnął i babcia mogła go zabrać do domu, położyć do łóżeczka i zająć się Łucją. Potem w trójkę pognaliśmy dalej… Pierwszy szpital nie miał pediatrii. Kolejka oczekujących na ostrym dyżurze jak nas zobaczyła błyskawicznie się rozsunęła. Ranne dziecko. Czynnik nadrzędny i bezwarunkowy. W gabinecie założyli prowizoryczny opatrunek i kazali jechać dalej. Drugi szpital nie miał dyżuru. W trzecim była nieduża kolejka, ale lekarz był.

Ufff… Lekko zgolone loki na potylicy, 3 centymetrowe rozcięcie na tym małym łepku i trzy szwy. Czy muszę pisać, że Lila nawet nie pisnęła? I że nigdy wcześniej nie było takiej pacjentki? Że dopiero jak przemywano jej szwy, po policzkach poleciały dwie wielkie jak grochy łzy? I rengen. Trzy zdjęcia. Czaszka cała. Dziękuję.

To było wczoraj. Dziś rano, Łucja, która nie doczekała się wczoraj powrotu siostry, zaraz po obudzeniu poszła do łóżeczka Lili i „DOTKNĘŁA JEJ RANY” :)) W tym czepku opasce ma Lila chodzić przez trzy dni. A za tydzień na zdjęcie szwów.  Szczęście w nieszczęściu, że uwielbia nakrycia głowy, bo tego nie ściąga. Wiecie dlaczego rodzice małych dzieci tak żadko wychodzą z domu? Bo dzień bez emocji jest dniem dobrym.