Tantryczne lekarstwo

Zawsze jak się pokłócimy z Diablem staram się pamiętać, że wszystko dlatego, że jemu ZALEŻY. Zależy na pustym zlewie, na zwalczaniu mszyc na różach i prześcieradle bez przyklejonej plasteliny.  A cechą ogólną panującą u mnie w domu, która udzieliła sie również mi jest przysłowiowy tumiwizm. Ani z Lutką, ani z moim bratem nie da sie rozmawiać o życiu. Oni są PONADTO. Nie to, że nie ma wspólnych tematów czy jest nudno, ale poruszane są raczej problemy globalne niż życiowe. Te globalne wychodzą zresztą też w formule: So what?… Pewnym takim rodzynkiem w tym towarzystwie jest Krzycho, lecz posiada on nieznośną potrzebę rywalizacji i opowiedzenia lepszej historii (niedoszły sportowiec). Więc na news:

  • Wiesz tatuś, sprzedałam cytrynę. I nieźle mi poszło!

Słyszę:

  • A ja sprzedałem Nokię. Jeden Erni kupił. Zrobiłem tak:….

Erni btw. to mieszkaniec powiatu niżańskiego. Czyli posiadacz tablicy rejestracyjnej o numerach RNI. Krzycho lubi kalambury.

Jakbyśmy się nie zapętlili w małżeńskich fochach i złośliwościach ratuje nas sypialnia. Nie to, że uskuteczniamy tam lewitujące lotosy i tantryczne czakramy, ale te 8 albo i więcej godzin bok przy boku zawsze nas godzi. Łóżko małżeńskie to wspaniały wynalazek!