- A wiesz Łucja po co dziewczynkom uszy?– zapytał dziadek
- Po co?
- Po to samo po co chłopakom…
- Po co?!?
- Po to, żeby mogli się uśmiechać od ucha do ucha. Gdyby nie mieli uszu, to by się uśmiechali wokół głowy!
- Nie…
Nieźle, bo pamiętam czasy jak Krzycho nam ten tekst sprzedawał :)) Dziadek mam wrażenie się marnuje wyżywając zaocznie jako profesor… On ma potencjał na przedszkolankę! Pamiętacie jak zrobiłam warsztaty scrapbookingowe? Wyklejałyśmy listy, robiłyśmy rysunki i układałyśmy te małe scrapki w przeróżnych miejscach:

Dziadek do kwesti rękodzieła podszedł ambicjonalnie i postanowił się włączyć. Streszczę Wam kilka pomysłów z ostatnich dni. Na pierwszy ogień poszedł klej do tapet, przy pomocy którego dziadek zrobił dziewczynom miseczki z papieru. Miały to potem pomalować farbkami (dokumentacji brak). Potem zrobił samoloty z papieru, które były eksplatowane do doszczętnego porwania:

Następnie robili kolaże. Dziadek odciął ze starych, trójdzielnych kalendarzy ten widoczek z góry i kazał dziewczynom powiedzieć co na nich brakuje. Brakowało domków i zwierzątek. Dziadek miał to przytowane wcześniej (niczym Adam Słodowy) i musieli to tylko poprzyklejać:

A na koniec obkleił opakowania po lekach naklejkami i zrobił z nich ludziki :DD

Wczoraj po południu zabrał natomiast dziewczyny do takiej dużej sali zabaw. Gumowe i skaczące atrakcje. A ponieważ pogoda była ładna, ja równolegle ruszyłam na spacer z Mieszkiem. Poszliśmy do lasu, gdzie znalazłam… konwalie!
Zbieram się więc i pójdę tam teraz z dziewczynami! Muszę się śpieszyć bo wkrótce przybędzie Diabli i nas zaabsorubuje! :))


































