- A dla mnie przyniesiesz lody?
- Myślałam, że nie masz ochoty.
- Mam.
- Już niosę.
- Czy to są te pyszne bakaliowe, które były ostatnio?
- Nie. Waniliowe.
- Oczywiście. Jak mi coś posmakuje to już tego nie dostanę.
- Ty się ciesz, że nie kupiłyśmy truskawkowych. Robiłam zakupy z dziewczynkami i one chciały kupić truskawkowe dla tatusia!
Miesiąc: Marzec 2011
L-O-G-A-N
- Łukasz. Ja chcę Dacię.
Diabli podniósł rwetes. Że on też będzie tym samochodem jeździł i że pomysł jest fatalny. Ale ziarno zostało zasiane. Potem jeszcze się zmeilował z jakimś gostkiem z Tok FM, który prowadzi program o samochodach i ten mu Dacię polecił. Że jest solidna i nie jest gorsza od innych aut o podobnych parametrach.
A mi się spodobało posiadanie auta "niszowego". Poczułam się tak jakby niemalże miała kupić rzadkiego 20–letniego Mustanga 😉 Że jestem wolna od uzależnienia markami i stawianie na czarne konie zawsze się opłaca.
- Lilu, pojedziesz z mamą obejrzeć samochód?
- Tak.
- Bo wiesz, musimy kupić większe auto.
- Tak. Może niebieskie?
- To bardzo dobry pomysł. Niebieskie samochody są całkiem ładne.
- Musimy mieć cztery samochody. 🙂
- Dlaczego cztery??
Nieważne.
Jakby nie było na żywo, zapał mi opadł. To auto jest jednak trochę siermiężne Obędę się bez czujników parkowania i welurowej tapicerki, do których już przywykłam. Przeboleję finezję deski rozdzielczej podobnej do niemieckich aut z lat ’80 i radio minimum. A marzenia o rozsuwanych drzwiach i dachu panoramicznym przesunę na kolejną pięciolatkę… Ale czy to dobry pomysł?
Ciąg dalszy auto dylematów nastąpi 😉
Czym pachnie wiosna?
- Łuka, chcę żebyśmy razem biegali.
- Super. Ale co zrobimy z dziećmi?
- Jak zasną, tak jak im się to zdarza ostatnio o 20stej, to możemy biegać.
- Ale Ty nie masz butów.
- To bez znaczenia.
- To ma ogromne znaczenie! Chcesz się nabawić kontuzji na samym początku?!
- Jak pobiegnę 2x to pomyślimy o butach.
- A na razie możesz biegać w moich starych.
- O! Na przykład! Jak to dobrze, że mamy podobną stopę! 🙂

I dont know what do they want, babe!
W którymś momencie dołączyła polsko–angielska para. I w tytule to co ona mu odpowiedziała 🙂 Nie wiem jakie było jego pytanie: What do they want? A może nawet: What do they want, babe?, ale był nieźle zakręcony, tym że w tej Europie Wschodniej tyle się egzotycznego dzieje :)) A potem ona zaczęła mu tłumaczyć treść transparentów: Dość wyzysku/Rewolucja jest kobietą/Mam prawo do aborcji, itd.
Czego tak naprawdę kobiety chcą?
Cóż… Kiedyś zakładałam, że co byśmy nie mówiły, w gruncie rzeczy chcemy tego samego: domek z białym płotkiem i dwie małe głowy wyglądające przez okna kombi.
I w sumie im dłużej o tym myślę, tym trafniejsza mi się wydaje ta recepta.
Elementy są oczywiście umowne:
Domek to własny kąt, biały płotek to bezpieczeństwo, dwie małe głowy to rodzina (niezależnie od jej liczebności), a kombi symbol pewnej zamożności.
Mając bazę, możemy się wspinać dalej w piramidzie Maslowa 😉 Możemy myśleć o samorealizacji i nowych celach.
I tego nam życzę w naszym dniu, babeczki! :))
Rosną i już
Załamało mnie to. Walczyłam o sześciolatki, a pięcioletnia córka pójdzie do szkoły. A już widziałam, że obie chodzą do przedszkola, jedna wchodzi do jednej sali, druga do drugiej i jest super.
Decyzja leżała w gestii gminy. Wszystkie okoliczne się na to zdecydowały, chociażby dlatego, że na dziecko w szkole Państwo przeznacza większe środki, i jest to oczywista korzyść dla miast i powiatów.
U nas rada gminna zebrała się dzisiaj.
Łucja NIE idzie do szkoły! 🙂
Może, ale nie musi. Grupy pięciolatków będą utrzymane. Wiadomość jest wspaniała 🙂
Nic już nie chcę z okazji jutrzejszego dnia kobiet 😉
- Mamo, a kim będzie Mieszko jak dorośnie?
- Nie wiem Łuczku. Może pilotem? A może będzie pracował w biurze tak jak tata? Będzie rano się elegancko ubierał w garnitur. A może policjantem?
- A może będzie prowadził autobus?
- Może tak.
- I ja będę jego żoną. I będę gwiazdą.
- Super. 🙂
Mieszko w mieszek i GO!
- Musisz się pośpieszyć jak chcesz zdążyć.
- Gdzie zdążyć?
- Na Manifę.
- Nigdzie nie idę! W nocy padał grad, jest biało i zimno.
- Idź. Już się nastawiłem, że wszystkim powiem, że żona poszła na Manifę.
Godzina 11
- Justyna, miałaś wczoraj odkurzyć w pokojach dzieci.
- No, ale nie odkurzyłam.
- To odkurz teraz.
- Nie. Nie mam czasu…. Zresztą idę na Manifę.
- Idziesz??! Nie zdążę Cię przygotować!
- A jak Ty chcesz mnie przygotowywać?
- Musisz mieć jakieś hasło. Coś w stylu: To moja wagina! Zaraz pogoolam, co to trzeba krzyczeć.
- Lepiej mi powiedz, czy Mieszkowi lepiej założyć bluzę czy sweterek?
- To Ty chcesz go ze sobą zabrać?! Oszalałaś!
- Przecież go nie zostawię. Zresztą miałeś jechać na basen z dziewczynami. Wezmę sweterek.
- Będzie mu zimno!
- Włożę go w chustę i zapnę się kurtką. Nie zmarznie.
Godzina 11:30
- Jadę.
- Zostawisz te naczynia na stole?
- Tak.
- Mogłabyś je włożyć do zlewu.
- Sam sobie włóż 🙂 I od dziś tak będziemy rozmawiać!
Miał rację, że zmarzniemy 🙂
Jak dostanę foty to updatuję :))
Z mężem porządki przy sobocie
- Justyna, chcę żebyś opróżniła zlew.
- Chciałam najpierw zamknąć górę.
- A co tam jest do zamykania?
- Łóżka trzeba pościelić i znieść brudne rzeczy do prania…
- Nie przesadzaj. To może zaczekać. Zacznij od zlewu. Ja zabieram się za odkurzanie
- Jak porównuję Uthera z Merlina i z Camelotu to…
- Kogo?!!?
- Ojca Artura! Odkurzaj dalej!!!
Czas jakiś później skończył. Przeżył "ujeżdżanie" odkurzacza przez Lilę i chyba zrozumiał, dlaczego odkurzane jest rzadko…
- Łuki, a może ja pójdę jutro na Manifę?
- Idź.
- Myślisz?
- Ja uważam, że to mężczyźni są dyskryminowani w Polsce.
- Może powinieneś iść w antymarszu?
- I skandować? "Fe–mi–nistki! To fa–szy stki!"
- Tam się skanduje?
- Nie. Ale może powinnaś nieść jakiś transparent?
- No, ja też się nie czuję ciemiężona. Ale podoba mi się idea wspólnego spaceru. Pójdziesz ze mną?
- Nie bo tam tylko geje idą.
- To pasujesz.
- Mógłbym krzyczeć… [oszczędzę Wam cytatu]
- Mógłbyś.
- Idź sama. Dziewczyny zostaną ze mną.
- No to jak będzie ładna pogoda to z Mieszkiem pójdziemy 🙂
Zasłodzenie

Wczorajszy słodki dzień skończył się wizytą listonosza też ze słodką paczką. Dotarły w końcu marcepanowe figurki ze "Świata Marcepanu". Szło długo, bo były robione dopiero po złożeniu zamówienia. Ale dzięki temu mają być świeże aż przez 4 miesiące :D. Strona była brytyjska, ale marcepan był robiony w, i wysyłany z – Italii. Diabla ubawiła paczka… Że tylko Włosi mogą przykleić tyle znaczków, zamiast podpisać umowę z pocztą. A ja nie mam śmiałości by rozpakować te małe paczuszki… Zdradzę Wam później po co mi one 😉
Rozmowa z mężem popracowym buszującym w necie. "Trudna" rozmowa…
- Wiesz Łuki, dzisiaj na spacerze spotkałyśmy pieska. Szedł z nami i Lila się go nie bała. Wydaje mi się, że jeśli kiedyś dojdzie nam pies w domu to w ten sposób. Co Ty na to?
- Małysz skończył karierę. Co mówiłaś?
- Nic. Skończyłam Merlina i żeby pozostać w klimacie Camelotu, zaczęłam serial Camelot.
- Super. Oglądaj sobie.
- Ale właśnie dopiero był pilot, a serial rusza w kwietniu.
- Mhm…
- I chcę żebyśmy oglądali razem, bo niezły. Agent Benford jest tym razem Merlinem.
- Mhm… Co mówiłaś?
Chrust czy faworki?
Tym niemniej jednak, ponieważ nie uważam, że to problem masy, lecz ujędrnienia… dzisiejsze święto obchodzę 🙂
By kupić pączki pojechałam do mojej ulubionej cukierni. Taka dobra jest atmosfera w tym dniu w cukierniach. Wszyscy wychodzą z wielkimi paczkami i z szelmowskim uśmiechem. Nikt nie kupuje mniej niż 5 pączków. Ile kupiłam ja się nie przyznam, ale myślę, że jeść będziemy jeszcze przez dwa dni.. Rodzajów pączków jest dużo, wszystkie pięknie pachną i zachęcająco wyglądają. Przede mną kupował dowcipny 45 latek:
- To może niech będzie 30 sztuk.
- Wszystkich rodzajów po równo?
- Hmmm… Może niech wszystkie będą z ajerkoniaczkiem 😀
Dziś już z domu nie wychodzę, chociaż pogoda piękna

Nie odwdzięczyłam mu się prawidłowo, bo dziś dzień szczepień. Morze łez, zatopiło mojego małego dzielnego mężczyznę. Łucja śpiewała mu kojące piosenki, a Lila zaanimowała resztę przychodni przewracając te wielkie tekturowe postacie lekarzy, które z pewnością kojarzycie 🙂
Dym przy kąpieli 😉 Mieszko zadowolony leży na przewijaku. Dziewczyny chwilę wcześniej wbiły palce w krem i teraz awanturują się z tymi palcami uniesionymi do góry. Łucja do Lili i Lila do Łucji:
- Ja posmaruję Mieszkowi siusiaczka!
- Nie! Ja!!! Ja posmaruję!!!
Diabli mruczy:
- Trzeba to nagrać, bo za 15 lat żadne nie uwierzy.
