Leżałam sobie wieczorem w wannie i doszłam do wniosku, że się sobie nie podobam. Nie jest tak źle jak w tej akcji, którą kiedyś urządziła gazeta, o tym jak zrujnowane jest ciało po ciąży (bo nie uważam, że musi być zrujnowane), ale pozostawia wiele do życzenia. Jest ta ciemna krecha, od pępka w dół, która ma zniknąć, jest trochę za dużo fałd na brzuchu i zdecydowanie za duży biust. Połóg się skończył, natura z większością problemu sobie poradziła, a z resztą muszę powalczyć sama!
Tym niemniej jednak, ponieważ nie uważam, że to problem masy, lecz ujędrnienia… dzisiejsze święto obchodzę 🙂
Tym niemniej jednak, ponieważ nie uważam, że to problem masy, lecz ujędrnienia… dzisiejsze święto obchodzę 🙂
By kupić pączki pojechałam do mojej ulubionej cukierni. Taka dobra jest atmosfera w tym dniu w cukierniach. Wszyscy wychodzą z wielkimi paczkami i z szelmowskim uśmiechem. Nikt nie kupuje mniej niż 5 pączków. Ile kupiłam ja się nie przyznam, ale myślę, że jeść będziemy jeszcze przez dwa dni.. Rodzajów pączków jest dużo, wszystkie pięknie pachną i zachęcająco wyglądają. Przede mną kupował dowcipny 45 latek:
- To może niech będzie 30 sztuk.
- Wszystkich rodzajów po równo?
- Hmmm… Może niech wszystkie będą z ajerkoniaczkiem 😀
Gdy doszło do mnie wzięłam też paczkę tych ciastek, które u mnie w domu nazywa się chrust, a u Diabla faworki. Dziewczyny siedzą i jedzą. W końcu Łucja żołądek od kilku dni szykowała…
