
Mam wrażenie, że oboje mamy przesyt portali społecznościowych, tym niemniej jednak czasem zasiadamy do przeglądania ostatnich zaproszeń… Ostatnio Diabli miał ciekawszą ofertę 😉
Zaprosiła go na nk jedna tajemnicza (i nieznana) 23 latka… Zainteresowana zasugerowałam byśmy zajrzeli na jej profil… Okazało się, że Diabli ma szansę być 24 tysięcznym na jej liście znajomych! :)) Panna po prostu zapraszała absolutnie wszystkich. A Diabli w zdjęciu z rozpiętą koszulą widocznie pasował jej do profilu ;))
Ale wczoraj przebiłam go ja moim fejsbukowym niusem. Dostałam zaproszenie od jakiegoś mega przystojnego murzyna. Na dodatek nie młodszego. I w gajerze. I z USA… Pokazuję Diablowi. Spojrzał i mówi:
- Musiał się pomylić.
No więc przejrzałam edukację i znajomych. Nikogo znajomego. University of Iowa. ??? Ale myślę, może to jakiś znajomy Lutki? Tyle, że Lutka uparła się nie zakładać sobie konta, to może mnie zaprosił? Amerykańcy są w końcu popaprani… Więc weszłam na tę wiadomość, wczytałam się i odkryłam, że on wcale mnie nie zaprasza do znajomych, ale proponuje pracę! "Are you an aupair?My friend in California,USA needs one urgently….Here is his email:…" Przeczytałam mężowi.
- Jedź!!! Justyna bierzemy to!
- Ale po co???!!?
- Kalifornia! Zrobimy tam naszą własną Californication!
- Ale ja mam własne dzieci!
- Ja się nimi zajmę! Ty jedź. My dojedziemy później.
- Ale ja nawet nie lubię dzieci!!!
- Nie szkodzi. Pomyśl o własnej rodzinie! :))
Nie, nie jadę :)) Ale jeśli ktoś chce to służę namiarem :))
