Ja, kura

Matka trójki dzieci nieustannie wpada pod jakiś stereotyp. Tych powtarzających się, wyodrębniłam trzy.

  1. Heros. Przykład: mama wspomnianego już Cypriana: Jak ja panią podziwiam! Jak najbardziej szczerze. Inna opcja też spotykana: Ależ Ty jesteś dzielna!
  2. Qra. Przykład to częste stwierdzenie: Ale Ty się w ten sposób realizujesz. I przyszeregowanie mnie do tej grupy poznajemy po tym, że nie opowiada się przy mnie dowcipów o gospodyniach domowych. Bo w domyśle mogą ubóść.
  3. Osoba nieodpowiedzialna. Wyznawcy to np. Lutka: te ubranka za małe na Mieszka, to pakuj i komuś oddawaj. Albo przywieź do nas. Inny przykład: moja gin: zapiszę pani tabletki, bo zanim tę Mirenę założymy, żeby pani znowu w ciążę nie zaszła.

<>

Ad 1. Ze wszystkich rzeczy jakie w życiu zdarzało mi się robić, opieka nas dziećmi wcale nie należy do najtrudniejszych. Jest z nią problem, bo jest stała, ale nie jest ani jakoś specjalnie stresująca, ani skomplikowana. Matura była gorsza 😉

Ad 2. No realizuję się. I co gorsza uważam, że jestem we właściwym miejscu, i we właściwym czasie. Coś tak raz w miesiącu niby robię, ale faktem jest, że odkąd mam dzieci wyszłam z domu 2x. Raz na Manifę i to z Mieszkiem, drugi raz na spotkanie z koleżanką, jak Mieszko jeszcze był w brzuchu.

Ad 3. Produkcja zakończona 🙂 Temat zamknięty. Musimy teraz się skupić na zapewnieniu drożdżom jako takiej przyszłości.

<><>><<><>

  • Wiesz, Łuki… Niezły miałam dzisiaj sen. Śniło mi się, że pracowałam po różnych fabrykach tkackich IIIgo świata. Gdzieś w Maroku, potem w Indiach. Spałam razem z robotnikami w zbiorowych salach i zbiorowych łóżkach i nie pamiętałam już jak to było wcześniej.
  • Ten krawat pasuje?
  • Tak. I pewnego razu jedna stara kobieta powiedziała mi, żebym opowiedziała jej historię moich pierścionków. Powiedziałam jej, że ten jest ślubny, a ten niepamiętam, bo chyba go znalazłam. Pomyślałam o moim mężu i przypomniało mi się, że był złym człowiekiem, a potem uświadomiłam sobie, że myślę o G., a nie o Tobie!
  • Czyli się przypomniał…
  • To chyba przez tego pinglarza we wczorajszym Fringe’u
  • To agent Lee.
  • Aaaa…. No właśnie. To przecież Agent Lee. Zobacz jak dobrze, że Oliwi się urwał film i nie mogła go rozpoznać.
  • Ale on był w Bi świecie…
  • W naszym go nie było?

Woda zdrowia doda

Czy wiecie, że w wodzie szybciej się regenerujemy? Podobno gdybyśmy spali w stale podgrzewanej wodzie wystarczyła by nam połowa czasu, który tracimy zwykle na sen.

Dzisiaj miałabym na taką przyspieszoną regenerację ochotę :DD

W królestwie sawanny

Pamiętacie figurki z marcepanu? Wylądowały na torcie. Tort nie był taki jak miał być. Miał być wielki i płaski i zmieścić conajmniej połowę figurek, a nie być wysoki i zmieścić ich kilka. No ale smak był wyśmienity 🙂 A figurki dołączałam luzem :))

Temat trzecich urodzin Lili to była Afryka 🙂 A właściwie sawanna. Były więc balony w kolorach żółto zielono czerwonych, były zniesione wszystkie zabawki, które mogą sie z Afryką kojarzyć (żyrafy, słonie i wielbłądy) i były talerzyki z serwetkami w odpowiedni wzór. Na resztę aranżacji zabrakło czasu i warunków. Nie było np. śladów lwa narysowanych kredą przed wejściem do domu (bo spadł śnieg), ale może do pomysłów z tej strony jeszcze wrócimy :))

Z całej Afryki najbardziej podpasowała nam kuchnia marokańska. Był więc wielki gar zupy z soczewicy z cytrynami, kurczas Yassa i kurczak Tadżin, kuskus i sałata z pomarańczą, jako sałatka. Marynatę z mięsami włożyłam do lodówki w piątek rano, więc dziś była do zrobienia właściwie tylko zupa.

Impreza naszą małą Lilę przerosła 🙂 To bohater drugiego planu i jak wszyscy zaczęli się schodzić to się strasznie zestresowała. Od rana się szykowała, przekładała kubeczki, talerzyki i balony, ale tego było za dużo. Siedziała mi na kolanach i ucieczka w zacisze :)) Za to jak wszyscy już sobie poszli odżyła. Chodziła i mówiła: Wszystko było piękne. I talerze i kwiaty :))

Dobrze, że zawsze można liczyć na siostrę 🙂 I świeczki pomagała zdmuchiwać i przytulała. Btw. jak Lila dostawała prezenty to dzieliła i mówiła: To dla Łucji. Więc tłumaczyliśmy, że Łucja też dostanie. Bo obie dziś dostawały 🙂

Brat też zachował się przyzwoicie. Spał i nie marudził. 2 x podczas całej imprezy chciał coś zjeść i ogólnie nie przeszkadzał. Miał coprawda podczas jedzenia fazę: wiesz, akurat dziś chętnie bym jadł długo, a potem chętnie sobie z Tobą, mamo poleżę, ale dał się przekonać, że nadrobi to kiedy indziej.

Btw. prezenty bardzo udane :)Nie wiem jak my się mamy pomieścić, ale wszystko się dziewczynom podoba. I mam nadzieję, że gościom też się podobało. Jakby nie było ja już myślami jestem w organizacji sierpniowych urodzin Łucji :))

Kocham Cię bardzo, mój Liliowy kwiatuszku!

Wszystkiego najlepszego w Twoim dniu!

rrrranne rrresorrry

Diabli miał swoją kolekcję resoraków. Obitych i zniszczonych do granic możliwości. Bezwartościowe i bezcenne… Przechowywał je w kartonowym pudle swoich kawalerskich skarbów. Chwilę przed poczęciem Mieszka powiedział:

  • Powinienem je oddać jakiemuś chłopcu.

Zapytałam:

  • Po co? Łucja ostatnio mówiła, że nie  ma ani jednego samochodu.

I w ten sposób dziewczyny stały się posiadaczkami nastu małych samochodzików :) Bawią się nimi inaczej niż mali chłopcy…

  • Mamo…
  • Słucham?
  • Możesz mi dać jakiś krem?
  • Może być taki specjalny krem dla dzieci?
  • Nie. Ja Ci pokaże który.
Biegiem do łazienki do szuflady z moimi kremami:
  • Ten.
  • Nie… Kiciu, ten nie… To jest na cellulitis. Do ud.
  • To ten!
  • Ten też nie… To jest do dekoltu… Wiesz, jak chcesz dam Ci krem o zapachu malin. Do rąk. Może być?
  • Tak

Chwilę później zainteresowałam się po co on był. Dziewczyny siedzą na podłodze w bawialni i smarują samochodziki. Łucja tłumaczy:

  • On był ranny! :))

Historia jednej parówki

Postanowiłam kupić Mieszkowi album. Taki prawdziwy: duży, z kredowymi kartkami przekładanymi pergaminem. Będzie można wkładać do niego jego pierwsze zdjęcia wywołane w większych formatach. Dziewczyny takie mają i lubią do nich zaglądać. My z bratem też takie mieliśmy i była to wielka relikwia naszego dzieciństwa.

No, ale takich albumów nie ma w supermarkecie więc postanowiłam pojechać do fotografa. I przy okazji ułożyłam sobie całą trasę: Fotograf-Rossman (bo jest tuż obok)-Bankomat (bo trzeba zapłacić za zajęcia dodatkowe Łucji)-Pralnia- Przedszkole. Rossman wypadł od razu, bo nie wiadomo jak tam bym się miała z Mieszkiem przemieszczać, a ponieważ wystartowałam z domu za późno, wymyśliłam, że najpierw odbiorę Łucję, a potem wszyscy razem zrealizujemy całość…

Po drodze się okazało, że jadę na oparach, więc punkt Nr 1, powinien być stacją benzynową. Podjechaliśmy. Łucja, wyedukowana w tej kwestii przez Diabla, podczas ich sobotnich wypraw na basen, zapytała:

  • Czy kupimy hot-dogi?
  • Ale na tej stacji chyba nie ma hot-dogów.
  • A mogę pójść z Tobą płacić?
  • Yyyyy… Tak.
Ruszyłyśmy wszystkie trzy. Miecho kulturalnie spał dalej w foteliku w aucie. Hot dogi oczywiście były. Łucja bezgłośnie pokazała mi je palcem.
  • Benzyna z siódemki i dwa hot dogi z parówką.
  • Jest tylko jedna parówka. Z kabanosem są bardzo dobre.
  • Nie… To jeden w takim razie tylko.

I pochyliłam się do Łucji:

  • Podzielisz się z Lilą?
Kiwnęła głową. Potem się okazało, że pani nie ma noża, żeby podzielić, ale rozłamałam w palcach, włożyłyśmy to dwóch hot dogowych kartoników i dziewczyny zaczęły jeść. Lila za parówką nie przepada, więc ona dostała ten kraniec ze skórką i krótszą parówką.
Kolejny na trasie był fotograf. Tym raz Mieszko w foteliku kołysząc się „poszedł” z nami. Zaparkowałam go koło lustra i wyłuszczam fotografowi o co kaman. Dziewczyny po moich bokach. Album za albumem:
  • Mam jeszcze takie, one są troszkę mniejsze.
  • A taki jak ten, ale nie różowy?
  • Nie będzie… Ten niebieski jest podobny.
  • Ja nie bardzo lubię te okienka.
  • To może taki? Chociaż te to niemieckie walthery i to jest zupełnie inna klasa albumów. Proszę zobaczyć, tu mam taki rozpakowany.
  • Mhm… Ładny.
Oglądam, odkładam, a on mi pokazuje mi coś pomiędzy tymi ekskluzywnymi albumami. I mówi:
  • Parówka.
  • Rzeczywiście. Skąd ona się tu wzięła?
  • Dziecko.
  • Moje?
  • Tak.
  • Które?
  • Nie wiem…
  • Lilu, to Twoja paróweczka?
Lila nie odpowiedziała 🙂 Wzięłam więc paróweczkę w rękę i zjadłam sama. A potem kupiłam album. Niebieski 🙂

Przepis na wyż demograficzny

Obiegowa opinia głosi, że wyż stanu wojennego te efekt przerw w dostawach prądu, godziny policyjnej i ogólnej nudy. Nuda to zresztą ponoć sprawca też innych miniwyżów. Jak np. dwugodzinna przerwa w transmisji mistrzostw w Monachium (1974).
I otóż słuchajcie: odkryłam, że NIE ;))

Wypełniliśmy wczoraj pita. Dobrze nam się wydawało, że 2010 to był słaby rok. W stosunku do 2009 zarobiliśmy 20 procent mniej… Czuliśmy to. Nie zanosiło się na egzotyczne podróże czy szaleństwa sklepowe, więc intuicyjnie zrobiliśmy sobie dziecko 🙂 No bo skoro i tak nic nie mogliśmy zrobić i rok zanosił się na zamrożony to ciąża nic nie komplikowała.

Ha!!! Czyli boom dzieciowy, który ostatnio się zaczął to nie efekt tego, że pokolenie wyżu wchodzi w fazę prokreacji, czy też trendów narzucanych przez amerykańskich celebrytów, ale skutek kryzysu!

I w ten sposób po raz kolejny rozgryzłam system 😀

Uśmiech chłopca

Parę razy o tym mówiłam, że córki mają taką same zdrowotne siły i słabości jak ich matki. Chcemy wiedzieć, co będzie szwankować za te 20 czy 30 lat popatrzmy na nasze mamuśki. Ogólnie nie mogę narzekać, chociaż obie już od dawna musimy np.mocno dbać o dłonie. Smarować kremami i unikać amoniaku. U obu nas alergie i uczulenia obciążają przede wszystkim spojówki i okolice oczu. A w okresie zimowo wiosennym łatwo nas przewiewa co objawia się nie katarem, a bólami reumatycznymi. Gdzieś mi dmuchnęło w prawy "barek" i drugi już dzień ani ręką za bardzo nie mogę pomachać, ani się porozglądać. Trochę lepiej odkąd mąż wymasował, ale dziś chyba jakiś sweterek założę, żeby to dalej ogrzewać ://

<><>

Oglądam z dziewczynami kreskówkę "Świat małej księżniczki". Tzn. one oglądają a ja coś tam w tym czasie przenoszę, odnoszę i porządkuję. Leci odcinek, gdy księżniczka postanowiła coś zbierać. Jej tata (król) pokazuje jej swoją kolekcję znaczków i tłumaczy, że każdy znaczek jest inny i ma inny rysunek. Dziewczyny wątek znaczków zainteresował. Mówię do Łucji:

  • W naszej rodzinie też ktoś zbiera znaczki.
  • Kto?
  • Zgadnij kto! Nie w naszym domu, ale w całej naszej rodzinie. Jak myślisz?
  • Babcia Lucia?

Jej odpowiedź jest super zabawna 🙂 Znaczki oczywiście zbiera zbieracz Krzycho, a Lutka najchętniej by kolekcję męża wywaliła. Jakby nie było dziadek gdy mu o tym powiedziałam śmiał się naprawdę długo :)))

Ależ ja świetnie wyglądam! Sam bym na siebie poleciał!

wczorajszy Diabli w chuście
Na placu zabaw Łucja zaprzyjaźniła się z, rezydująco chwilowo u babci, Zosią. I zaprosiła ją do nas. Pierwszy raz widziałam ją w roli gospodyni i jestem zachwycona. Wyciągnęła kolorowanki i kredki i przyszła do mnie do kuchni, żebym zrobiła "jakiś deser" 🙂 Zrobiłam budyń z bitą śmietaną 🙂

A dziś wielki dzień bo pojechałyśmy zamówić tort :))

Planowanie imprezy:

  • Łukasz, to jest moja propozycja menu.
  • Hmm… hm… a nie możemy zrobić tej wołowiny?
  • Nie. Bo mój brat nie jada wołowiny.
  • To może zacznie jadać?
  • To może wszystko posypiemy koperkiem? (siostra Diabla nie jada koperku)
  • No dobra. Niech Ci będzie.
  • Ale podoba Ci się?
  • Tak.
  • I tak wymyśliłam, że kupię brązową bibułę i to będzie udawać skały. Przykryjemy telewizor.
  • NIE.
  • Dlaczego nie?
  • Bo żadne z nas nie ma takiego talentu, żeby to dobrze wyglądało.
  • Ale ja mam zapał! Pozwól mi się wyżyć, bo za parę lat to mi dzieci też będą zabraniać, że to obciach!

Monsz, zrób mi nową fotkę na fejsbuka!

Powiedziałam do Diabla i ustawiłam się pod płotem. Płot odrapany, acz malowniczy. Chwilę później szliśmy na imieniny do teścia, więc byłam na galowo. Fot mi zrobił dużo, muszę więc teraz tylko wybrać, czy tę na której wyglądam dobrze ja, czy Mieszko, czy tę gdzie widać, że mam już talię, czy te które wygląda naturalniej… Eh…

Mam wrażenie, że oboje mamy przesyt portali społecznościowych, tym niemniej jednak czasem zasiadamy do przeglądania ostatnich zaproszeń… Ostatnio Diabli miał ciekawszą ofertę  😉
Zaprosiła go na nk jedna tajemnicza (i nieznana) 23 latka… Zainteresowana zasugerowałam byśmy zajrzeli na jej profil… Okazało się, że Diabli ma szansę być 24 tysięcznym na jej liście znajomych! :)) Panna po prostu zapraszała absolutnie wszystkich. A Diabli w zdjęciu z rozpiętą koszulą widocznie pasował jej do profilu ;))

Ale wczoraj przebiłam go ja moim fejsbukowym niusem. Dostałam zaproszenie od jakiegoś mega przystojnego murzyna. Na dodatek nie młodszego. I w gajerze. I z USA… Pokazuję Diablowi. Spojrzał i mówi:

  • Musiał się pomylić.

No więc przejrzałam edukację i znajomych. Nikogo znajomego. University of Iowa. ??? Ale myślę, może to jakiś znajomy Lutki? Tyle, że Lutka uparła się nie zakładać sobie konta, to może mnie zaprosił? Amerykańcy są w końcu popaprani… Więc weszłam na tę wiadomość, wczytałam się i odkryłam, że on wcale mnie nie zaprasza do znajomych, ale proponuje pracę! "Are you an aupair?My friend in California,USA needs one urgently….Here is his email:…" Przeczytałam mężowi.

  • Jedź!!! Justyna bierzemy to!
  • Ale po co???!!?
  • Kalifornia! Zrobimy tam naszą własną Californication!
  • Ale ja mam własne dzieci!
  • Ja się nimi zajmę! Ty jedź. My dojedziemy później.
  • Ale ja nawet nie lubię dzieci!!!
  • Nie szkodzi. Pomyśl o własnej rodzinie! :))

Nie, nie jadę :)) Ale jeśli ktoś chce to służę namiarem :))

Jedna taka fala

Zawsze jak wydarzy się jakiś kataklizm, patrzę na ludzi uwijających się by pomóc to żałuję, że nie mogę się jakoś w to włączyć. Już przy pierwszych migawkach wiedziałam, że woda to dopiero początek. Porównywałam do naszych powodzi i naiwnie 
(bo do głowy mi nie przyszła elektrownia!) zakładałam, że najgorsze to będzie odejście wody. Plagi komarów, brak czystej wody, zanieczyszczenia i brud. Pamiętam jak w sierpniu jechałam przez Sandomierz i wzdłuż drogi były takie szare nasypy utworzone z tego co powódź zabrała. Krzesła, blachy, szmaty pokryte mułem tak, że nie wiadomo co to było wcześniej.

Kiedyś miałam swoją małą przygodę z wolontariatem. Gdy postanowiłam, że jadę by pomagać do Kosowa 🙂 Fundacja Batorego, która to organizowała zrobiła profesjonalny nabór i   … oczywiście moje zgłoszenie nie przeszło :/ A innym razem wracałam z jakąś ekipą ratowniczą pociągiem z Moskwy. Więc się nasłuchałam jak to jest wyciągnąć kogoś spod gruzów.

Polska Akcja Humanitarna ogłosiła, że Japończycy nie potrzebują naszej pomocy. Że są świetnie zorganizowani, "że na razie Japończykom
nie jest potrzebna tzw. ‚pierwsza pomoc‚,
(z wyjątkiem pomocy świadczonej przez ekipy ratunkowe) pozwalająca
przeżyć pierwsze dni po katastrofie."


Więc i tym razem nie pomogę.
Skłamałabym gdybym napisała, że modlę się za nich, bo ta moja religijność jest jednak mocno umowna, ale całą moją empatią jestem z ludźmi, którzy pokonują teraz żywioł.