–rozbrajający ciąg dalszy dedukcji Łucji 🙂
Stało się tak, że ponieważ Diabli wybył się szkolić do miasta pierników (mam nadzieję, że nie zapomni o pierniczkach dla córek!) zaspałyśmy do przedszkola… To nic. Wyruszyłyśmy (wyruszyliśmy) na poszukiwanie wiosny!

Tak za bardzo to tej wiosny jeszcze nie ma… Ślady wiosny hodowlanej były, ale dzikiej HET…

Niebo jest już niebieskie. Tak wiosennie niebieskie… Niebieskie jak dzinsy Diabla, które zaczełam nosić, bo w sumie on ma ich tyle, a akurat w nie włażę 😉

Czy wiecie, że na sobotę zapowiedzieli 21 stopni!!! Z pracami ogrodowymi się jeszcze wstrzymamy, ale może do centrum ogrodniczego można by zajrzeć?

Łucja lubi mieć robione zdjęcia…

Ale wczoraj zabrała mi aparat i zrobiła ponad 30 zdjęć :)) Niektóre są niezłe 🙂

A za to zdjęcie niżej dzieci pozwą mnie kiedyś do sądu ;)) Ale zwróccie uwagę na kwiatek po lewej. Wyszedł nam jakiś zmutowany hiacynt. Z jednej cebulki wyrosły dwa gigantyczne kwiatki!

I jeszcze jedna fota Łucji. Mieszko ma broszkę z czerwonym konikiem. Dostał od sióstr, żeby też jakąś przypinkę miał! 🙂

