Nie, nie z tym kulinarnym… Rzeczywiście lubię naleśniki i długo mi nie wychodziły. Już nawet myślałam o kupnie maszyny do naleśników, ale nastąpił jakiś przełom. Moje naleśniki nie są jeszcze coprawda idealnie okrągłe, czasem są owalne, ale grubość i strukturę mają już prawidłową. Może nawet dziś na obiad też zrobię 😉
Mowa o innym naleśniku… Chodzi o ucho Mieszkulca. Odgniata je sobie Ja bym odpuściła w myśl zasady, że skoro mu tak wygodnie to niech sobie odgniata, ale Diabli uważa, że będzie to źródłem jego kompleksów (takie odstające ucho) i trzeba to pilnować.
Metoda A) polegała na noszeniu czapeczki. Bo np. w Sons of the Anarchy, które teraz oglądamy, jedyny występujący niemowlak nosi ją cały czas. Aaaale, okazuje się, że nie jest dobre by dzieci na stałe nosiły czapeczkę, bo przez głowę tracimy nadmiar ciepła i to najprostszy mechanizm chroniący organizm przed przegrzaniem.
Metoda B) to był plaster. Po skosie, od skroni, naklejony na włosy. Gruby i biały, bo taki w domu był. Ale podczas kąpieli wyszło na jaw, że Mieszko ma mega uczulenie na klej z plastra i razem z kępkami włosów został usunięty 🙂
Metoda C), czyli jedyna jaką teraz stosujemy, to odwijanie mu tego naleśnika, jak mu się znowu zawinie (on jak kładzie głowę na tym boku, to po prostu sobie zagina to ucho).
Jak byłam na chustowarsztatach to robili nam dużo zdjęć. Mąż jednej z instruktorek miał aparat i szalał między „chustującymi”. To był akurat dzień plastra :)) I po prostu widzę, że wsystkie zdjęcia z plastrem zostały usunięte 😦 Wkleję Wam te nieliczne, gdzie plastra praktycznie nie widać… A już myślałam, że będziemy mieć dowód, że jako rodzice się staraliśmy! 🙂

Lila nie chciała mnie opuścić, choć w pokoju obok była zabawa dla dzieci i nawet paluszki! 🙂

Podczas kiedy ja uczyłam się „motać” Mieszko był noszony przez instruktorkę. Jak się dobrze wpatrzycie to ujrzycie fragment białego plastra :))

No i to już ja i pełny sukces z zawiązaniem!

