Na warsztaty się oczywiście spóźniliśmy. Zanim znalazłam miejsce, był poślizg czasowy 1szy, szukanie miejscówki do zaparkowania: drugi, a bieg z Mieszkiem w chuście i z Lilą za rękę, to trzeci. Jakby nie było od tego falowania Miecho usnął. Wysupłałam go i położyłam na podłodze. Rozciągnął się na kurtce i nie budząc się puścił zadowolony długiego bąka… Żeńskie towarzystwo spojrzało na mnie.
- To nie ja – zaprzeczyłam.
Wzrok skierował się na dól i po sali przeszedł szept: Jak prawdziwy mężczyzna… W ten sposób, nieświadomy wywołanego wrażenia Mieszko po raz pierwszy w życiu nałamał babskich serc :)))
TRYPTYK W KRATKĘ
- Rano muszę się uczesać
- Pobudka, brat!
- Mama kratkowa



