–wczorajszy Diabli w chuście
Na placu zabaw Łucja zaprzyjaźniła się z, rezydująco chwilowo u babci, Zosią. I zaprosiła ją do nas. Pierwszy raz widziałam ją w roli gospodyni i jestem zachwycona. Wyciągnęła kolorowanki i kredki i przyszła do mnie do kuchni, żebym zrobiła "jakiś deser" 🙂 Zrobiłam budyń z bitą śmietaną 🙂
A dziś wielki dzień bo pojechałyśmy zamówić tort :))

Planowanie imprezy:
- Łukasz, to jest moja propozycja menu.
- Hmm… hm… a nie możemy zrobić tej wołowiny?
- Nie. Bo mój brat nie jada wołowiny.
- To może zacznie jadać?
- To może wszystko posypiemy koperkiem? (siostra Diabla nie jada koperku)
- No dobra. Niech Ci będzie.
- Ale podoba Ci się?
- Tak.
- I tak wymyśliłam, że kupię brązową bibułę i to będzie udawać skały. Przykryjemy telewizor.
- NIE.
- Dlaczego nie?
- Bo żadne z nas nie ma takiego talentu, żeby to dobrze wyglądało.
- Ale ja mam zapał! Pozwól mi się wyżyć, bo za parę lat to mi dzieci też będą zabraniać, że to obciach!
