(bo do głowy mi nie przyszła elektrownia!) zakładałam, że najgorsze to będzie odejście wody. Plagi komarów, brak czystej wody, zanieczyszczenia i brud. Pamiętam jak w sierpniu jechałam przez Sandomierz i wzdłuż drogi były takie szare nasypy utworzone z tego co powódź zabrała. Krzesła, blachy, szmaty pokryte mułem tak, że nie wiadomo co to było wcześniej.
Kiedyś miałam swoją małą przygodę z wolontariatem. Gdy postanowiłam, że jadę by pomagać do Kosowa 🙂 Fundacja Batorego, która to organizowała zrobiła profesjonalny nabór i … oczywiście moje zgłoszenie nie przeszło A innym razem wracałam z jakąś ekipą ratowniczą pociągiem z Moskwy. Więc się nasłuchałam jak to jest wyciągnąć kogoś spod gruzów.
Polska Akcja Humanitarna ogłosiła, że Japończycy nie potrzebują naszej pomocy. Że są świetnie zorganizowani, "że na razie Japończykom
nie jest potrzebna tzw. ‚pierwsza pomoc‚,
(z wyjątkiem pomocy świadczonej przez ekipy ratunkowe) pozwalająca
przeżyć pierwsze dni po katastrofie."
Więc i tym razem nie pomogę.
Skłamałabym gdybym napisała, że modlę się za nich, bo ta moja religijność jest jednak mocno umowna, ale całą moją empatią jestem z ludźmi, którzy pokonują teraz żywioł.
