L-O-G-A-N

Jakoś tak pod koniec listopada zabraliśmy się za wybieranie samochodu. Jeździliśmy, oglądaliśmy, przechodziliśmy przez wirtualne konfiguratory i wyliczaliśmy raty… Im dalej, tym było gorzej… W końcu TO powiedziałam:

  • Łukasz. Ja chcę Dacię.

Diabli podniósł rwetes. Że on też będzie tym samochodem jeździł i że pomysł jest fatalny. Ale ziarno zostało zasiane. Potem jeszcze się zmeilował z jakimś gostkiem z Tok FM, który prowadzi program o samochodach i ten mu Dacię polecił. Że jest solidna i nie jest gorsza od innych aut o podobnych parametrach.
A mi się spodobało posiadanie auta "niszowego". Poczułam się tak jakby niemalże miała kupić rzadkiego 20letniego Mustanga 😉 Że jestem wolna od uzależnienia markami i stawianie na czarne konie zawsze się opłaca.

  • Lilu, pojedziesz z mamą obejrzeć samochód?
  • Tak.
  • Bo wiesz, musimy kupić większe auto.
  • Tak. Może niebieskie?
  • To bardzo dobry pomysł. Niebieskie samochody są całkiem ładne.
  • Musimy mieć cztery samochody. 🙂
  • Dlaczego cztery??

Nieważne.
Jakby nie było na żywo, zapał mi opadł. To auto jest jednak trochę siermiężne :/ Obędę się bez czujników parkowania i welurowej tapicerki, do których już przywykłam. Przeboleję finezję deski rozdzielczej podobnej do niemieckich aut z lat ’80 i radio minimum. A marzenia o rozsuwanych drzwiach i dachu panoramicznym przesunę na kolejną pięciolatkę… Ale czy to dobry pomysł?

Ciąg dalszy auto dylematów nastąpi 😉