Godzina 10 rano. Diabli:
- Musisz się pośpieszyć jak chcesz zdążyć.
- Gdzie zdążyć?
- Na Manifę.
- Nigdzie nie idę! W nocy padał grad, jest biało i zimno.
- Idź. Już się nastawiłem, że wszystkim powiem, że żona poszła na Manifę.
Godzina 11
- Justyna, miałaś wczoraj odkurzyć w pokojach dzieci.
- No, ale nie odkurzyłam.
- To odkurz teraz.
- Nie. Nie mam czasu…. Zresztą idę na Manifę.
- Idziesz??! Nie zdążę Cię przygotować!
- A jak Ty chcesz mnie przygotowywać?
- Musisz mieć jakieś hasło. Coś w stylu: To moja wagina! Zaraz pogoolam, co to trzeba krzyczeć.
- Lepiej mi powiedz, czy Mieszkowi lepiej założyć bluzę czy sweterek?
- To Ty chcesz go ze sobą zabrać?! Oszalałaś!
- Przecież go nie zostawię. Zresztą miałeś jechać na basen z dziewczynami. Wezmę sweterek.
- Będzie mu zimno!
- Włożę go w chustę i zapnę się kurtką. Nie zmarznie.
Godzina 11:30
- Jadę.
- Zostawisz te naczynia na stole?
- Tak.
- Mogłabyś je włożyć do zlewu.
- Sam sobie włóż 🙂 I od dziś tak będziemy rozmawiać!
Miał rację, że zmarzniemy 🙂
Jak dostanę foty to updatuję :))
