
Mieszko zanosi się na radosnego faceta. Dużo się śmieje, choć czasem nie bardzo wie, w którą cześć ciała celować. I śmieje się np. patrząc na moją grzywkę (ja mu dam nabijać się z matki!).
Na skutek różnych okoliczności udałam się z trójką do sklepu. Rzec bym chciała okoliczności przyrody niepowtarzalnych, ale powtarzać się będą na pewno. Łucja w supermarkecie ostatni raz była latem i nagle okazało się, że to pozbawione potrzeb dziecko, które na urodziny chce 5 bloków, potrzeby jednak ma. I zapomniane jajko z niespodzianką i małe soczki, i wafle ryżowe, i książeczki do kolorowania. Równolegle Lila oblizywała wózek sklepowy. Gdy w końcu trochę wzmocniłam przekaz, że NIE WOLNO (podnosząc głos) ruszyła do kas…. na czworaka. 🙂 Ale przetrwałyśmy. Najważniejsze, że uśmiechnięty Mieszko jak przystało na znudzonego faceta zakupy przespał i nie dołączył do sióstr z pomysłami 🙂
Nie odwdzięczyłam mu się prawidłowo, bo dziś dzień szczepień. Morze łez, zatopiło mojego małego dzielnego mężczyznę. Łucja śpiewała mu kojące piosenki, a Lila zaanimowała resztę przychodni przewracając te wielkie tekturowe postacie lekarzy, które z pewnością kojarzycie 🙂
<><>
Dym przy kąpieli 😉 Mieszko zadowolony leży na przewijaku. Dziewczyny chwilę wcześniej wbiły palce w krem i teraz awanturują się z tymi palcami uniesionymi do góry. Łucja do Lili i Lila do Łucji:
- Ja posmaruję Mieszkowi siusiaczka!
- Nie! Ja!!! Ja posmaruję!!!
Diabli mruczy:
- Trzeba to nagrać, bo za 15 lat żadne nie uwierzy.
