Bo po co w domu, w którym nie ma telewizora, pilot?

rozbrajający ciąg dalszy dedukcji Łucji 🙂

Stało się tak, że ponieważ Diabli wybył się szkolić do miasta pierników (mam nadzieję, że nie zapomni o pierniczkach dla córek!) zaspałyśmy do przedszkola… To nic. Wyruszyłyśmy (wyruszyliśmy) na poszukiwanie wiosny!

Tak za bardzo to tej wiosny jeszcze nie ma… Ślady wiosny hodowlanej były, ale dzikiej HET…

Niebo jest już niebieskie. Tak wiosennie niebieskie… Niebieskie jak dzinsy Diabla, które zaczełam nosić, bo w sumie on ma ich tyle, a akurat w nie włażę 😉

https://i0.wp.com/fotoforum.gazeta.pl/photo/9/be/vf/6prw/thtz3hPRE1gSPehPfB.jpg

Czy wiecie, że na sobotę zapowiedzieli 21 stopni!!! Z pracami ogrodowymi się jeszcze wstrzymamy, ale może do centrum ogrodniczego można by zajrzeć?

Łucja lubi mieć robione zdjęcia…

Ale wczoraj zabrała mi aparat i zrobiła ponad 30 zdjęć :)) Niektóre są niezłe 🙂

A za to zdjęcie niżej dzieci pozwą mnie kiedyś do sądu ;)) Ale zwróccie uwagę na kwiatek po lewej. Wyszedł nam jakiś zmutowany hiacynt. Z jednej cebulki wyrosły dwa gigantyczne kwiatki!

I jeszcze jedna fota Łucji. Mieszko ma broszkę z czerwonym konikiem. Dostał od sióstr, żeby też jakąś przypinkę miał! 🙂

Dzieci w cieniu ojca

 

(Ta wielka góra, rzucająca cień to oczywiście Diabli 😉

<><>

Przemknęło mi przed urodzinami Lili, żeby kupić dziewczynom globus… Dobrze się stało,  że wyleciało mi to z głowy, bo w sumie nie wiadomo gdzie można by to było postawić. Ale ponieważ goście byli uprzedzeni, że impreza będzie w stylu afrykańskim, jednym z prezentów była książka podróżnicza z mapą Afryki z tyłu. I dziewczyny są dość mocno tą mapą zainteresowane.

To taka mapa dla dzieci. Są na niej narysowane zwierzątka i najważniejsze budowle, plus kilka postaci z różnych plemion. I wymyśliłam, że kolejna fototapeta to może być wielka mapa świata. Tylko fajnie było by zrobić taką wersję dziecinną (narazie). Właśnie żeby były te piramidy i świątynie Inków, wieża Eiflla i Statua Wolności, Indianie i Eskimosi. Muszę tylko taki obrazek znaleźć i w czerwcu jak będziemy robić Mieszkową przeprowadzkę do pokoju dziewczyn to można by nakleić!

<><<>><>

Domowy Sherlock Holmes, czyli Łucja, nieustaje w poszukiwaniach karty od tiwi:

Niedziela:

  • Wiesz, mamo wydaje mi się, że tata nas oszukuje.
  • Dlaczego?
  • Bo jak on ogląda mecze?

Wtorek:

  • Tata zgubił kartę do telewizora w biurze.
  • Skąd wiesz, Łuczku?
  • Bo się go o to pytałam. :))

Problem z naleśnikiem

Nie, nie z tym kulinarnym… Rzeczywiście lubię naleśniki i długo mi nie wychodziły. Już nawet myślałam o kupnie maszyny do naleśników, ale nastąpił jakiś przełom. Moje naleśniki nie są jeszcze coprawda idealnie okrągłe, czasem są owalne, ale grubość i strukturę mają już prawidłową. Może nawet dziś na obiad też zrobię 😉

Mowa o innym naleśniku… Chodzi o ucho Mieszkulca. Odgniata je sobie :/ Ja bym odpuściła w myśl zasady, że skoro mu tak wygodnie to niech sobie odgniata, ale Diabli uważa, że będzie to źródłem jego kompleksów (takie odstające ucho) i trzeba to pilnować.

Metoda A) polegała na noszeniu czapeczki. Bo np. w Sons of the Anarchy, które teraz oglądamy, jedyny występujący niemowlak nosi ją cały czas. Aaaale, okazuje się, że nie jest dobre by dzieci na stałe nosiły czapeczkę, bo przez głowę tracimy nadmiar ciepła i to najprostszy mechanizm chroniący organizm przed przegrzaniem.

Metoda B) to był plaster. Po skosie, od skroni, naklejony na włosy. Gruby i biały, bo taki w domu był. Ale podczas kąpieli wyszło na jaw, że Mieszko ma mega uczulenie na klej z plastra i razem z kępkami włosów został usunięty 🙂

Metoda C), czyli jedyna jaką teraz stosujemy, to odwijanie mu tego naleśnika, jak mu się znowu zawinie (on jak kładzie głowę na tym boku, to po prostu sobie zagina to ucho).

Jak byłam na chustowarsztatach to robili nam dużo zdjęć. Mąż jednej z instruktorek miał aparat i szalał między „chustującymi”. To był akurat dzień plastra :)) I po prostu widzę, że wsystkie zdjęcia z plastrem zostały usunięte 😦 Wkleję Wam te nieliczne, gdzie plastra praktycznie nie widać… A już myślałam, że będziemy mieć dowód, że jako rodzice się staraliśmy! 🙂

Lila nie chciała mnie opuścić, choć w pokoju obok była zabawa dla dzieci i nawet paluszki! 🙂

Podczas kiedy ja uczyłam się „motać” Mieszko był noszony przez instruktorkę. Jak się dobrze wpatrzycie to ujrzycie fragment białego plastra :))

No i to już ja i pełny sukces z zawiązaniem!

niusy z mojej skrzynki

Jestem zafascynowana moim newsletterem tanich linii lotniczych. Raz po raz, coś rodzinie wyliczam:

  • Wiesz Łukasz, że bilety dla naszej piątki do Pizy pod koniec maja kosztowały by 350 PLN?
  • Skąd wylot?
  • Z Krakowa. Wszystkie fajne kierunki są stamtąd.
  • A Sycylia?
  • Sycylia jest bez sensu, bo ze względu na Libię loty są przełożone z Trapani do Palermo.
  • A ta Pisa to na tydzień?
  • Mhm. I cena jest w obie strony.
  • To jedźmy!
  • Mieszko nie ma paszportu.
  • Zróbmy.
  • Ale on jest za mały. Nikt nas z głebokim wózkiem do samolotu nie wpuści. Poczekaj, aż będzie miał pół roku.
  • To ja sam polecę.
  • Za 27PLN, to dobry pomysł.
  • Tylko 27 PLN? To dlaczego tyle wyszło?
  • Bo za niemowlaki jest stała opłata. Bilet dla Mieszka jest droższy niż dla nas wszystkich razem wziętych…
  • Czy Pisa jest nad morzem?
  • Ona ma jakieś takie Lido. Ale myślę, że jakby jechać to z bazą we Florencji…

><<>><

Dostałam łańcuszek od osoby co nigdy nie spamu rozsyła. Zakładam więc, że też jest w lekkim dołku. Wklejam tu, żeby meili nie zaśmiecać. Jak ma pomóc, to pomoże ;)))

W tym roku mamy zamiar doświadczyć czterech intrygujących dat: 1.1.11; 1.11.11; 11.1.11; 11.11.11 (to już Wam na blipie pisałam).

Zgodnie z chińskim Feng-shui – to jest rok pieniędzy.
W tym roku czeka nas znamienny miesiąc październik. Będzie w nim 5 niedziel, 5 poniedziałków i 5 sobót. Takie coś ma miejsce raz na 823 lata. Właśnie te lata nazywane są „pieniężnymi workami”.
Nie przerywaj łańcuszka dobrej wiadomości, prześlij ją innym i niech wszyscy mają DOBRZE!
” :DD

Krakowski glamour :)

Rozmawiałam sobie wczoraj z tatuśkiem, który chciał mi powiedzieć:

  • Wpadnę do Was w poniedziałek na chwilę.
  • Super. Masz jakieś spotkanie?
  • Nie. Muszę odebrać dziewczynki z lotniska.
  • Jakie dziewczynki? Przerzuciliście sie na alfonsjerkę?

Trzeba dodać, że branża Krzycha jest zdominowana przez mężczyzn. Panie są rzadko, a jeśli już się pojawiają to w charakterze podających kawę.

  • Nie 🙂 Kilku bogatych gości postanowiło zająć czymś żony i założyć im firmę.
  • A one się na tym znają?
  • Nie. Dlatego przyjeżdżają do nas na szkolenie.
  • Aha… A na długo?
  • Szkolenie miało być trzydniowe, ale przygotowałem im wersję jednodniową. Potem zabiorę je ze sobą do Krakowa, bo mam tam sprawę.
  • A co one na to? Chyba im się podoba taki plan?
  • Powiedziałem im, że „в Kракове нет такого glamoura как в Москве
  • Nie da sie ukryć…
  • Ale one na to mi odpowiedziały: за то, тот который есть более доступный :)) Jedna z nich to taka w Twoim wieku. Koło 40stki.
  • No, dzięki tatuś.
  • No prawie..
  • No, mocno prawie. :))

TOY STORY

W przededniu wyprawy na bilans trzylatka, zapytałam naszego domowego specjalistę od chorób:

  • Łuki… Jutro idę z Lilą do lekarza na bilans. Czy masz jakieś uwagi lub coś o coś powinnam zapytać?
  • Nic. A Ty?
  • Ja mam, ale Ci nie powiem.
  • Powiedz.
  • Nie powiem, bo zrobisz z igły widły.
  • Masz mi powiedzieć! Już!
  • No więc wydaje mi się, że Lila się „zawiesza”.
  • Jak to zawiesza?
  • No wiesz… Czasem do niej mówisz, a ona Cię nie słyszy. Wszystko trzeba jej powtarzać po kilka razy.
  • Może taki ma charakter?
  • Może. Ale jak chodziłyśmy na te warsztaty plastyczne, to ona potrafiła wstać i podejść do okna.
  • I co to znaczy?
  • Nie wiem. Ale sam wiesz, że o ile Łucja ma gumowe ucho i słyszy najcichszą plotkę jaką sobie powiemy, to Lila jest inna.
  • To teraz się zdenerwowałem o naszą kruszynkę… To wszystko przez telewizor. Zabieram kartę!

Z pediatrą nic nie ustaliłyśmy. Padło na to, że ponieważ Lila miała rok temu problemy laryngologiczne, to trzeba pójść do laryngologa i zbadać słuch. Bo być może któryś kanalik jest przytkany i ona gorzej słyszy. Co zresztą by tłumaczyło, dlaczego zawsze słyszy Łucję, bo tamta mówi bardzo wysoko.  Zapisane jesteśmy na za dwa tygodnie, ale od już od 4 dni żyjemy bez telewizora :))

Nie jest źle. Dziewczyny harcują w bawialni i odkrywają na nowo zabawki. Lila jest mistrzem dialogów. Każda postać rozmawia z drugą. A Łucja kreatorem scenariuszy. I tak podróżują te postacie po miejscach i przestrzeni…

<><>

W recepcji hotelu Piny Pon, zamieszanie… Właśnie przybył nowy gość!

Truskawkowe Ciastko musi więc dowieźć nowe ciastka!

Na dach wyszły dziewczyny by zobaczyć czy już się zbliża…

Ale zobaczyły tylko, że wilk próbuje sie włamać do domku babci… Napewno smok obroni ich zrzucając mu na głowę jajecznicę!

Pod Łukiem Mieszka psy znowu weszły do kabrioletu:

A w Krainie Samochodów Hello Kitty wybrał się ze swoją panią na przejażdżkę

Na wszystko z zadumą popatrzył Joda rozważając kto da radę zjeść tak dużego pomidora

Kot zaś spojrzał na zegarek i…

… wsłuchał się w szum skrzydeł kucyków, które niczym gołębie siadły na dach.

Do Torcikowa przyjechał pociąg

Rebeka The Rabbit postanowiła się nauczyć jeździć na cyrkowej desce:

Keksik włączył telewizor

A w tym czasie kot zjadł wszystkie słodycze! 🙂

 

forces inside

Miałam kiedyś znajomego, który mawiał, że „kobieca intuicja to tysiące lat doświadczeń”. Zgadza się. Czujemy zanim się coś wydarzy. Ale już, wg mnie, empatia nie jest przyszeregowana do płci. Wszyscy bywamy jasnowidzami pragnień i myśli innych. Na Promyczkowie był link do przemówienia autorki „Monologów waginy„. Wklejam i ja je Wam, bo zdecydowanie należy to obejrzeć. Nie zgadzam się z tym, że mężczyźni nie płaczą, a chłopców wychowuje się na niewrażliwych…  Supermeni płaczą, a kobiety wcale nie odbierają to jako słabość. Wrażliwość jest nam potrzebna do odbioru sztuki i przeżywania chociażby narodzin dziecka. Nie zachłystniemy się inną kulturą i nie doświadczymy wielkiej przygody jak się nie otworzymy i znieczulimy. A naszą „wewnętrzną dziewczynkę” karmimy niezależnie od płci dogadzając sobie czasamy małymi, nieracjalnymi zakupami (chociażby czekoladek) i przyjemnościami.

Ale z całą pewnością musimy zmienić w naszym wychowaniu dzieci, a szczególnie dziewczynek czasownik powinnaś i musisz na jakiś inny… Nie zdradzam o czym tam jeszcze jest mowa, obejrzyjcie sami (btw. na dole można wybrać tłumaczenie na polski).

Dodatek: gdyby coś się nie wyświetlało, oryginał  TU 😀

 

http://video.ted.com/assets/player/swf/EmbedPlayer.swf

Z cyklu: Dziecko powiedziało

  • Łucja: Jak będę duża to będę jeść sałatę i pomidory.
  • Lila: Łucja włożyła do buzi rękę!!! [chodzi o to, że ugryzła Lilę w ramię]. Nie mogę dziś się kąpać!!!  Buuuu!!! I nie mogę założyć MOJEJ PIŻAMKI!!!! Buuuuuuuu!!! [to wogóle nie miało związku ze sobą :))]

Dorastanie

Miałam ostatnio przez chwilę do czynienia z dziewczynką wychowywaną w świecie dorosłych. Jedyne dziecko w rodzinie, niby chodzące do przedszkola, ale nie za często, bo choruje. Rówieśniczka Łucji, która jest zupełnie na innym pułapie. Czyta, pisze i zupełnie nie potrafi się bawić z dziećmi. To nawet logiczne: zabawa z dorosłym jest ciekawsza. Dorosły ma lepsze pomysły i prędzej będzie wiedział,  że coś się zaczyna nudzić. A dzieci stale eksperymentują. Pobawmy się w to! A nie… To jest głupie…. Bawmy się w coś innego! Merytorycznie nie mogę się do niczego przyczepić. Dziewczynka była grzeczna, bardzo ładnie mówiła, miała świetne maniery, ale przez ten brak umiejętności komunikacji z dziewczynami, była strasznie męcząca. Nie ciekawiło ją ani kolorowanie, ani budowanie z koców i poduszek legowisk, ani nawet rozmowa o fekaliach z Lilą 🙂

Odetchnęłam z ulgą jak poszła do domu. I mam wrażenie, że dziewczyny też. Dobrze mi z nimi, jak one są takie jakie są.

<><>

Zjadłam w nocy kurczaka. Właściwie nie kurczaka, ale kawałki maczane w tym wytopionym tłuszczu. Jakoś tak mnie naszło… No i rósł mi potem w brzuchu ten tłuszcz. Zwierzyłam się mężowi:

  • Niedobrze mi po tym kurczaku… Co mi przyszło do głowy, żeby jeść ten tłuszcz?
  • Wyrzygaj się.
  • Ale jak?
  • Musisz ten języczek w gardle pomerdać i potem pójdzie.
  • Mówisz poważnie?
  • Tak. Zrób to.
  • Serio?
  • Poczujesz się lepiej. Gdybyś miała długie włosy, to bym Ci je potrzymał.

Zrobimy mały skok w czasie, w którym nie powiem Wam co się działo… Ciąg dalszy rozmowy z mężem. Ja:

  • Niezmiennie zdumiewa mnie bogactwo Twoich doświadczeń.
  • Nigdy nie rzygałaś?
  • Nie. Ale…
  • Czasem trzeba.
  • Tak, ale nie o to chodzi. Chodzi o kobiety.
  • Aaaa… Najgorsze, że one po tym czują przypływ miłości do Ciebie. A przecież są spalone ;))

Kratkowy dzień

Na warsztaty się oczywiście spóźniliśmy. Zanim znalazłam miejsce, był poślizg czasowy 1szy, szukanie miejscówki do zaparkowania: drugi, a bieg z Mieszkiem w chuście i z Lilą za rękę, to trzeci. Jakby nie było od tego falowania Miecho usnął. Wysupłałam go i położyłam na podłodze. Rozciągnął się na kurtce i nie budząc się puścił zadowolony długiego bąka… Żeńskie towarzystwo spojrzało na mnie.

  • To nie ja zaprzeczyłam.

Wzrok skierował się na dól i po sali przeszedł szept: Jak prawdziwy mężczyzna… W ten sposób, nieświadomy wywołanego wrażenia Mieszko po raz pierwszy w życiu nałamał babskich serc :)))

TRYPTYK W KRATKĘ

  1. Rano muszę się uczesać
  2. Pobudka, brat!
  3. Mama kratkowa

Dziewczę z tulipanom

Chyba, słuchajcie mamy tę wiosnę… Łucja wczoraj w przedszkolu topiła marzannę.Gdzie oni tam w okolicy jeziorko znaleźli? Niektóre dziewczynki płakały :DD

A my zaraz ruszamy na warsztaty chustowe. Jak wrócę to pewnie już będę na nic czasu, więc wklejam tylko dziewczę z urodzinowymi tulipanami. Btw. ten na bluzce to sama ułożyłam z dżetów! :)) I się zbieram!

Lemon