Jak student napchany wiedzą psychologiczno-pedagogiczną lubiłam mamuśce to wypominać. Że stopnie są bez znaczenia, że to nie one gwarantują sukces w życiu, a inteligencja emocjonalna, która jest odpowiedzialna za kreatywność i nieszablonowość, co trochę "olimpiadowe IQ" wyklucza.

Tym niemniej jednak jak dostałam ocenę semestralną Łucji z angielskiego bardzo się ucieszyłam. Normalnie genialna! 🙂 Pomyślałam, że się muszę napatrzeć, bo to różnie może być… I wykrakałam. Wczoraj przydybyła mnie logopeda, żeby porozmawiać o spadku zainteresowań Łucji zajęciami 🙂 Że Łucja jest smutna, że nic nie opowiada, a opowiadała np. o braciszku ( a teraz zapytana co u Mieszka mówi tylko, że fajnie) że nie chce się uśmiechać, a jak ćwiczyły s, to trzeba się uśmiechać, że na początku miała taki niespotykany jak na dziecko zapał, a teraz go nie ma i czy coś się wydarzyło.
Ha! Wiedziałam! Ona nie lubi być poprawiana! Starała się bo liczyła na sukces, a tutaj cały czas ją poprawiają. Tak mi się wydawało, bo we wtorki kiedy są zajęcia nie chce chodzić do przedszkola.
Sama obwiniana twierdzi, że zajęcia są za długie i ją znudziły.
Jakby nie było stojąc przed obliczem nauczyciela skłamałam 🙂 Intuicyjnie, spontanicznie i bez zastanawiania. Tak samo jak robi to miliony rodziców rozmawiający z wychowawcami swoich dzieci.
- Tak ładnie ćwiczyła, a teraz jej się nie chce. Czy coś się stało?
- Ona przeżywa pojawienie się braciszka.
🙂 I wiem już teraz, że w szkole też będę dla niej kłamała. A z logopedą pomyślimy. Łucza już w sumie ładnie mówi. Diabli uważa, że trzeba jej zrobić miesiąc przerwy, albo przynajmniej przenieść do zajęć grupowych!
