Strój na bal Łucja wymyśliła sama. Wybrała sukienkę – prezent z Wietnamu, skrzydła Elfów wraz z różdżką, które dostała od Mikołaja i komplet z gazety Księżniczka. Opowiadam o tym Lutce:
- A dodatki były takie plastikowe z gazety Księżniczka.
- Bransoletka i coś na szyję?
- Bransoletka, pierścionek, torebka i… klipsy
- I ona to założyła?
- Tak. Wszystko.
- A jak inne dziewczynki były ubrane?
- Łucja twierdzi, że jej strój był najpiękniejszy.
- No pewnie. Ktoś to założył na siebie tyle wspaniałych rzeczy naraz musi być najpiękniejszy.
- Najlepsze jak nazwała swoje przebranie…
- Jak?
- Królowa Elfów, która jest Księżniczką.
- Ona jest niesamowita! Patrz jak to dobrze, że nie masz tylko jej. Pewnie byś wymyślała i kupowała jakieś stroje, a ona sama wiedziała co jest najlepsze!
- Dokładnie. Mamy zamawiały stroje królewien, a ona sama z tego co miała w domu wymyśliła kreację.
- I była ubrana najlepiej.
- Tak twierdzi 😀
I dostaliśmy zdjęcia z balu. Grupowego Wam nie wkleję, ale z boku (Łucja jest w centrum) stoi dziewczynka, która ma takie same skrzydełka jak ona. I Łucja jak pokazuje tą fotografię to mówi: Na nią nie patrzcie i zasłania koleżankę palcem 😉
