Przyszło mi ostatnio do głowy, że gatunek najbardziej traktujący o pokoju to science-fiction. W oglądanym przez nas ostatnio Fringu jest mowa o równoległym do naszego świecie. Tam jest podobnie jak u nas, chociaż panuje nieustanny stan zagrożenia wywołany anomaliami przyrodniczymi. Jest również wróg: nasz świat, które owe anomalie wywołuje. Przybywa więc do nas ich wysłanniczka i widzi rzeczy, których mi nie widzimy. Że muzyka gra w knajpie, że ludzie czują się bezpiecznie i że martwimy się o głupoty. I powoli zaczyna się w tym naszym życiu zakochiwać…
Inny przykład: Metro 2033. Bohater spotyka starego człowieka, który mówi: Mieliśmy taki piękny świat i go zniszczyliśmy! I opowiada o tym, że miał pralkę, kochał, chodził czasem do restauracji na obiad i jeździł na wakacje.
I dlatego lubię fantastykę: ona przypomina mi, żeby cieszyć się tym co mamy! 🙂
<><>
- A jak tam Mieszko?
- Dobrze. Opanował nakrywanie głowy kołderką, kiedy dziewczyny robią się za głośne i wchodzą na te ultradźwięki.
- Będzie musiał, biedny, być super odporny 🙂
- Nie będzie tak źle 🙂
- A jak te śpiochy ode mnie?
- Dobre. Już nosi.
- A bodziaki ładne?
- Ładne.
- Ale?
- Ale… Zawsze jak coś kupujesz to kupujesz wszystko białe.
- Bo takie są dla małych dzieci.
- Tak, ale np. jak razem kupowałyśmy śpiochy to ja wybierałam ciemne, a Ty jasne.
- To złe?
- Nie, mamuś. Tylko, że zawsze przypomina mi się mój nastoletni brat, który po latach gdy oglądał swoje zdjęcia mówił: Mamusia, mnie zawsze ubierała na biało…
- Przynajmniej wyglądał elegancko :))
I weź tu przekonaj własną matkę ;))
