-Lutka parę dni temu
Mieszkulec skończył dziś miesiąc. Wydaje mi się, że jest od zawsze i jak wspominam czas bez niego wydaje mi się, że to było wieki temu. W międzyczasie dziewczyny wpasowały go w swoje zabawy, zużyły się dwie paczki pieluch i niewiadomo kiedy minęła nasza piąta rocznica ślubu. Oswoiłam się z tym, że jak ściągam pieluchę widoki są nieco inne, choć jeszcze tydzień temu mnie to zdumiewało 😉 Omijają nas narazie kolki i tak sobie myślę, że to chyba główna zaleta porodów w zimie. Są coprawda trudy w ubraniu (mnie) jakich nie miałam z Łucją urodzoną w sierpniu, nie ma dowolności spacerów, jaka była z Lilą urodzoną pod koniec marca, ale przez to, że nie ma nowalijek i jedzenie jest takie monotonne, mały żołądek łatwiej się dostosowuje.
-
Łukasz, co dostanę od Ciebie na piątą rocznicę ślubu?
-
Syna Ci zrobiłem. A co masz dla mnie?
-
Ja Ci go urodziłam 🙂
Lila całuje go w główkę, Łucja podtyka mu smoczka i zwierza mi się, że tak naprawdę jak byłam w szpitalu, to ona się nie cieszyła i była bardzo smutna. Więc obiecuję, że już zawsze będziemy razem.
Etap przejścia z noworodka w niemowlaka odświętujemy zmianą strojów. Precz ze śpiochami przez całą dobę! Od dziś, na dzień, Junior będzie zakładał, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, spodnie i bluzę 😉 A śpiochy będą tylko strojem nocnym 🙂

