balans ⚖️

  • Pokazać Wam co się nauczyłem robić? – zapytał Mieszko sióstr, po czym otworzył buzię i wykonał kombinację z językiem – FALBANKĘ.
  • Oooo, nieźle Mieszko. Ja nie mogę wyjść z rurki – odpowiedziała mu Łucja.
  • Jak umiesz rurkę, to zrobisz też falbankę.
  • A wiecie, czego ja się nauczyłam kiedyś w sanatorium? – kontynuowała najstarsza siostra – Podnosić JEDNĄ brew. Przed tymi lustrami podczas ćwiczeń!
  • A ja nawet rurki nie potrafię! – pożaliła się na to Lila.

Żebyśmy mieli jasność. I brew i falbankę JA potrafię zrobić, więc GENETYCZNIE powinni dać radę!

Strasznie męczący był dzisiejszy dzień. Łucja spóźniła się do fryzjerki i ta JUŻ była zajęta, pada tak bardzo, że co wyjdę, to cały zestaw odzieży mokry, robota zakończyła mi się dopiero teraz (18-sta), a jeszcze chcemy dziś dotrzeć do Mieszka! Gość tam czeka na nas i JEDZENIE, ORAZ odnosi jak widać SUKCESY z własnym ciałem. Równolegle przepaliły mi się światła mijania i to tak cudownie, że TRZY sztuki od razu (??!!), a w warsztacie przyjmą mnie dopiero na początku listopada! Na jutro zaprasza mnie jedna znajoma i nawet przysłała fotkę swojego pięknego psa, ale tak mnie ostatnio przeczołguje rzeczywistość, że chyba wolę posiedzieć w domu. Niemniej jednak nie martwcie się! Żyję w głębokim przeświadczeniu, że zanim wydarzy się coś dobrego, musi się trochę spraw napiąć i zawalić. Na tym polega życiowa równowaga.

🚲Folia na siodełku? Kiedyś obciach, teraz klasa!

-panny się ze mnie dwa dni temu nabijały, lecz do folii na siodełku przyznała się też Łucja! BO jak wskakujesz RANO na dwukołowiec, a w nocy padało, to TAK najszybciej pojedziesz! Wycieranie nie ma sensu, bo wilgoć zostaje w niciach, a osuszanie zajmuje za dużo czasu.

Mieszkowi do końca rozwalił się telefon. Wczoraj zawiozłam mu MÓJ stary, żeby mógł SOBIE tworzyć hot-spota do komputera i żeby był z nim jakiś kontakt! Natomiast wygląda na to, że po prostu dostanie nowy! Miał dostać od ojca, jako łączny pod choinkę i na urodziny, ale w tej sytuacji dostanie wcześniej. A pod choinkę będą choco-bonsy, na co młody WYRAZIŁ zgodę!

Robi się nam zupa dyniowa, a ja pokażę Wam kolaże, bo byłam dziś na warsztatach kolażowych. NIE planowałam TWORZYĆ, ale taka mi się mocna i kreatywna grupa trafiła, że też ruszyłam. Zobaczyłam nagłówek w gazecie i od niego wszystko popłynęło!

dorośli lubią słowa
ten był jak okładka gazety
TEN mi się bardzo podobał. Perfekcjonizm zabija kreatywność. I to zdjęcie, i te nuty, i te kolory. Miałam ochotę TEŻ użyć tej pieczątki z nutami, ale NIE wiedziałam jaka to melodia, a było to dla mnie ważne.
Ten był mistrzowski. Panna, która go robiła, miała taką wadę – odmianę aliteracji, że patrzyła na słowa i od razu w głowie jej się przestawiało. Zjem wnuki jej się ułożyło w głowie jak zobaczyła napis w stylu: Zwrot na lepsze jutro czy Zwrot ku jasności 😀
A to było moje! „P.naczelnik exodus and understanding objął urzędowanie/Bądź etyczny/Sytuacja na wschodzie, północy i południu” oraz „Zdrowy rozsądek: odkryj swoją drogę, cel i tak osiągniesz”, CZYLI: Jak pomóc sobie być szczęśliwym!

💨pokolenie SZYBKOŚCI

Spotkałam ostatnio znajomą na polach. Ona ma psa, o takim samym imieniu jak mój i jak jej uciekł, to zaczęła go głośno wołać. Usłyszała to Bibs i do niej pobiegła, i w ten sposób chwilę później pogadałyśmy… O dzieciach, problemach i tempie życia. I ona np. ma tak, że rano jak się budzi to zastanawia się jak to wszystko spiąć finansowo. Zarabia więcej niż, ale wydatki, głównie medyczne, ma spore. JA, gdy się budzę, zastanawiam się JAK to WSZYSTKO spiąć CZASOWO. I rozmawiałam dziś w pracy ze znajomą i mówię do niej, że wydaje mi się, że ona TEŻ jest typem czasowym, na co ona przytaknęła. Tylko, że ona ma jeszcze wrażenie, że ja wszystko ogarniam, co oczywiście jest założeniem błędnym, bo NIC nie ogarniam.

Byłam dziś AŻ na czterech foto wystawach o powojennej rzeczywistości i powiem Wam, że w świecie lat ’45-’48 ludzie naprawdę byli nieźle zmotywowani. Łudzę się, że czas wtedy inaczej płynął i mieli kiedy i te włosy ułożyć, i obiad ugotować, ale jak spotykamy się rano na psim spacerze i wszyscy jak kloszardzi wyglądamy (w tych dresach i szlafrokach), to musi być JESZCZE jakiś powód! Przecież nie możemy być AŻ TYLE słabsi!

🐗Pytasz dzika, czy zje naleśnika!

-Lila, gdy ma na coś ochotę

Byłam na rynku i kupiłam przecudowne, pasiaste bakłażany. Zawsze jak na nie patrzę, to myślę o małych dziczkach! Doszły także duże ilości warzywek dla kolejnych wegetariańskich uczt! Później ruszyłam z kolejną porcją poszukiwań kluczyków do auta i znalazłam! Przy okazji odkryłam też dwie kule z lusha (???), 20 groszy i pół opakowania zgrzewki małej wody mineralnej (pod siatkami płóciennymi w pomieszczeniu gospodarczym).

Mieszko znowu zdobył pierwsze miejsce w konkursie wiedzy o Niemczech (rok temu w szkole, a teraz z sanatorium) a Miaustra postanowiła, że będzie chodzić wieczorem na spacery ze mną i z Bibi (zły pomysł, bo moim zdaniem kot NIE może daleko odchodzić do domu, więc robimy spacery bardzo bliskie).

🐗🐗🐗

  • Łucz, Ty NIE idziesz dziś na zajęcia?
  • Poranne wykłady mi odwołali. Będę szła na 15-stą
  • Jednak łatwiejsze takie studenckie życie niż w szkole średniej. A jak było wczoraj?
  • Byłam w bibliotece po podręcznik do perskiego.
  • Oo, fajnie. I był?
  • Tak. Ostatnia sztuka… Ale wiesz, taka dziwna akcja była, bo ona się mnie spytała czy mam kartę biblioteczną, więc powiedziałam, że tak, ale ona powiedziała, że mają inną.
  • Wyrobiłaś sobie?
  • Tak, ale to był dopiero początek. Bo potem okazało się, że oni pożyczają na REWERSY! JA myślałam, że rewersy to takie krakersy.
  • Ale poradziłaś sobie z wypisywaniem?
  • Tak, ale to takie vintage było. I nie wiedziałam, co tam wpisywać, a te kartki były takie STARE.

Szroooonik!Ooo-ooo!!

  • Co tam Lila było w szkole? Może ktoś coś śmiesznego opowiadał?
  • Jeden chłopak zabrał na weekend dziewczynę do Krakowa. I tam pomyśleli, że pojadą do Oświęcimia.
  • Jak romantycznie!
  • Tylko, że bilety były wyprzedane na miesiąc do przodu i on próbował namówić ochraniarza, żeby go wpuścił!
  • No tak. Jak byłam z Wami, to też z wyprzedzeniem kupowałam. I wpuścił go?
  • Nie. Ale on obszedł cały obóz i znalazł dziurę w płocie. Weszli, obeszli wszystko i tą samą dziurą wyszli.
  • Mega romantycznie 😀 Wprowadził pannę do obozu i się wydostał. Niczym Roman Pilecki!
  • Witold Pilecki.
  • True. Nieźle, że pamiętasz!

Walczyłam dziś rano ze szronem na szybach nucąc do melodii Quenna. Tyle, że zamiast „Mamma!!” wstawiałam SZRONIK!!!! I powiem Wam, że pasuje! Na ten tydzień mam znowu atrakcje poza domem, chciałam wyciągnąć dziadków na zakupy, bo do sklepów już wjechała flanelowa pościel, a babcia chciała – a ja WIEM, gdzie jest. No ale dziadki w tym tygodniu czasu nie mają. Jakby się nie wykosili, to na Black Friday im kupię JA i użyję pod choinkę! Równolegle Mieszkowi leci kolejny tydzień w sanato a jutro czeka mnie wyprawa na rynek.

Pokażę Wam fotkę, którą zrobiła wczoraj Łucja na randce z Miłkiem. Zapytałam ją, czy to ten nowy drogi taras widokowy, ale okazało sie, że weszli przez parking do hotelu, a potem schodami pożarowymi szli do góry. Czy te rysunki na filarze zrobił Miłek? Nie wiem!

🧦Sezon na RAJSTOPKI

  • Łucja, Ty w takich fluffy skarpetkach na randkę idziesz?
  • Gorzej. Ja mam dziś rajstopy. A my JESZCZE nie jesteśmy na tym etapie, że ja noszę rajstopy. Może jakoś po drodze ściągnę?

Ale sądzę, że w tym zimnie NIE ściągnęła! Niby nie ma chłodów, ale tak się zrobiło nieprzyjemnie. Ba, na obiedzie u dziadków przyszło mi do głowy, że powinnam od nich z garażu opony już zabrać, bo straszą porannymi przymrozkami, ale przerzucam to na przyszły tydzień! Podobnie jak kupowanie dyni przed dom, bo chociaż Mieszka nie będzie, to dekoracja musi być!

Scenkę sprzed domu Wam pokażę. Zostają po Miau „niezjedzone miski”. Jeże już śpią, a Bibi tego kociego dać NIE mogę, bo nie jest to idealny produkt dla jej żołądka. Mieszam więc z okruszkami chleba i resztkami ryżu czy kasz i wystawiam ptakom. I regularnie jakiś ożarty sąsiedzki kot to wyjada (a to są koty karmione naprawdę premium karmami) i wokół niego ustawiają się sroki czy MOŻE już skończył…

⚡energia

  • Lila, jak było w szkole? – zapytałam wczoraj wieczorem pannę.
  • Dobrze. Na matmie mieliśmy mój najmniej lubiany dział. Bryły. Nic nie rozumiałam, ale Ruda podeszła do mnie i mi wszystko wytłumaczyła. Trochę mi było głupio, bo dwa razy do mnie podchodziła, bo ja nie mogłam zaskoczyć. Nawet wzięła pudełko po chusteczkach, żeby mi to pokazać i wtedy się odblokowałam.
  • Super. Masz wspaniałą wychowawczynię. Zresztą Łucja też miała świetną babkę!
  • Ale ona do każdego kto NIE rozumiał podchodziła.
  • Widzisz, mogłabym powiedzieć, że „nareszcie się postarała” albo „że za TO jej płacą”, ale tak naprawdę NIE musiała tego robić i bardzo fajnie, że w Twoim przypadku użyła kartonika, bo wiedziała, że możesz mieć problem z myśleniem przestrzennym.

Dziś ruszył kolejny etap edukacji Lilki. Panna chce rozszerzać chemię na maturze, pobrała jakiś kurs, ale będzie pobierać jeszcze inny i miała RANO pierwsze korki. Korki będą z dwóch źródeł, bo jedne załatwiłam ja (one będą rzadsze) i jedne ogarnia Diabli. I tak jak uważam, że korki są czymś nieetycznym i powinny być prawnie zakazane w trybie edukacji bazowej (bo to nieprawidłowe, że dzieciaki przez 12 lat nauki szkolnej zamiast uczyć się w szkole mają z wszystkiego korki – często zresztą ignorując placówki edukacyjne, bo TU się niczego nie nauczą, bo mają PRYWATNE zajęcia), to w takich przypadkach, że KTOŚ chce się dostać GDZIEŚ, albo wziąć udział w olimpiadzie – DODATKOWE lekcje są ok. I ważny plus mojego miejsca pracy jest taki, że mam dostęp do naprawdę wyjątkowych nauczycieli. Często niedostępnych, zdobywszych tytuły nauczycieli roku i na ogół funkcjonujących wyłącznie w segmencie zajęć dodatkowych on-line. I z taką właśnie osobę Lilkę umówiłam, a LEKCJA jej się spodobała! Jak wychodziłam z domu to panna siedziała przed moim kompem i była TAK pochłonięta, że nawet nie zwróciła na mnie uwagi!

A ja wychodziłam, bo miałam dziś zlot, który był rewelacyjny, LECZ jestem TERAZ wyziębiona i padnięta! Ale wkleję Wam lunczyk dziewczyn, bo kazałam im zorganizować sobie obiad, więc w tej szarudze wybrały się na najbardziej energetyczne danie jesieni – czyli ramen!

🏅nagradzanie

  • Lila, ale fajnie, że nam się to udało wszystko pozałatwiać! Wchodzimy tu na ciasteczko? – z witryny mijanej cukierni kusiły fikuśne ciastka.
  • TAK.
  • Poprosimy, dwa ciastka na miejscu…. Może sernik baskijski, Lila?
  • Tak. I drugie z jakimś kremem.
  • A co tu Pani ma? Z czym jest ten wielki ptyś?
  • Ricotta z pomarańczą.
  • OOO, tak! I do tego jedna kawa!
  • A jaka?
  • Tak klasycznie, czyli matcha.
  • Na jakim mleku?
  • Lila?
  • A jakie jest?
  • Bez laktozy, owies i zielony groszek.
  • To zielony groszek!

A potem zasiadłyśmy z Lilą pod markizą, gdzie było wilgotno, ale NIC na nas NIE kropiło! Dostarczyłyśmy dziś komplet jej orzeczeń (z trzech placówek trzeba było je zebrać) do poradni i teraz czekamy na zawiadomienie o tym kiedy zbierze się jakaś tam komisja. Bardzo byłyśmy z siebie dumne, ja od kilku dni miałam bigos w robocie, bo po raz kolejny zmieniam dział (a jak każdy- nienawidzę zmian,) ale jak opadły mi emocje, to zmiana jest okej.

Dość emocjonujący był ten tydzień i na dodatek Bibi ma znowu ostatnio fazę na pobudki w nocy, czym mnie TAK ostatnio zdenerwowała, że aż zarobiła w nocy klapsa. No bo, wyszła do ogródka (wcześniej szczekając by ją wypuścić) i tam, na trawie, o tej trzeciej w nocy się położyła. JA muszę przecież zamknąć drzwi, bo my tu zamarzniemy, a ona ma fazę na wdychanie nocy! Strasznie to Lilę ubawiło, czy Bibs ma „czerwone d_psko”, więc odpowiedziała, że LAŁAM i patrzyłam CZY równo puchnie! Ale oczywiście klaps był tylko jeden i wcale nie mocny, bo jak chciałam ją wciągnąć do domu, gdyż stoję w tych drzwiach tarasowych jak zombie i się kołyszę, to ona się przewróciła na plecy, że NIE wchodzi. Za to po KLAPSIE od razu weszła!

♨️A wieczór będzie z prasowaniem!

  • Mamo, a pamiętasz jak po raz pierwszy kupiłaś TEGO pączka? – pojechałyśmy wczoraj wszystkie trzy do Mieszka (panny się za bratkiem stęskniły) i młody dostał pieczone pałki kurczaka z ryżem (mam specjalne patenty jak mu to dowieźć gorące), a potem przystąpił do deseru.
  • Nie pamiętam. A Ty pamiętasz?
  • Tak. Pamiętam, że przywiozłaś różne pączki, przekroiłaś je na pół i jak spróbowałem, to pomyślałem, że to najlepszy pączek jaki jadłem.
  • Piękna historia, synu. Tu masz jeszcze herbatkę, bo zaraz się zasłodzisz. Co Ci przywieźć kolejnym razem?
  • Teraz mam craving na paluszki rybne,
  • Takie jak robimy z Lilą? Czyli na piątek ryba?
  • Wiesz mamo, Mieszko jest teraz katolikiem.
  • Właśnie widzę, Łucza. Ale i tak go kochamy, nie?

A potem Łucja opowiedziała bratu, o gościu z jej studiów, który napisał pracę semestralną (tam dużo osób, dla których to drugi lub trzeci kierunek) o „Użyciu opium przez Peripatetyckich filozofów” – Nie byłam pewna tych „peripatetyckich”, ale sprawdziłam, że BYLI, to odłam szkoły Arystotelesa, a jeden z uczniów Teofrast, napisał nawet traktaty botaniczne, w których opisywał mak i jego działanie. Bardzo mi się ta historia spodobała, jako doskonały przykład przysłowiowych AKADEMICKICH rozważań!

♨️♨️

Miałam dziś znowu dzień cały poza domem (mokro i dżdżyście TAM, za oknem) i teraz na szybkości włączyłyśmy z Lilką zupę dyniową. Mam nadzieję, że się szybko zrobi, bo STRASZNIE jestem głodna!

I na fajne komiksy trafiłam. Chyba wiem co Mieszkowi pod choinkę sprawię! Och, już by mi się chciało kompletować książki od Mikołaja!

🦸‍♀️NIE każdy bohater nosi pelerynę!

  • Wszystkiego najlepszego! – wykrzyknęła mi wczoraj radośnie do słuchawki Lutka. Zaczęłam więc szybko zastanawiać czy mama mnie pomyliła z moim bratem i jak mam zareagować, żeby nie poczuła się niezręcznie, lecz ona dodała – Dziś jest Dzień Nauczyciela!
  • Aaaaa… No tak! Dziękuję. Ja dziś wycieczkowo, więc nawet się nie zorientowałam! Chociaż w jednym muzeum dostałam kubek!
  • A czekoladki?
  • A wiesz, że chyba były? Tylko koleżanka włożyła sobie do torby i teraz zastanawiam się czy mi odda…
  • Może zjeść.
  • MOŻE. Ona też ma trójkę dzieci, to w domu też jest wszystko znika zanim się obejrzy!

Biegłam dziś na pociąg. Na peron prowadzą takie złamane schody. Raz w jedną stronę, raz w drugą, a dopiero potem wbiegasz na peron. Na ogół jak się zbliżam i widzę, że jedzie, to biegnę wcześniej. Tym razem się zagapiłam i dopiero jak weszłam na odcinek do pierwszego załamania to zobaczyłam, że wjechał. Tuż obok mnie pojawiła się kobieta w moim mniej więcej wieku i woła: „Krzyczmy! PROSZĘ CZEKAĆ!” NIGDY TAK nie robiłam! „PROSZĘ CZEKAĆ!!!!”. Ale RAZEM SIŁA, więc dołączyłam się do tego skandowania i POCIĄG zaczekał! Panny, gdy im to teraz opowiadam, są zażenowane, ale CZY byłam w domu WCZEŚNIEJ? No, byłam!

Foteczka z komórki mojego pięknego włóczykija – Łucji