z listy

Równo rok temu Łucja miała operację kręgosłupa. Mieliśmy liczne wizyty (tydzień, dwa, cztery) po zabiegu, potem 3 miesiące po zabiegu, pół roku po zabiegu, a dziś była wizyta po roku. Większa kombinacja będzie w grudniu 2024, bo panna będzie już pełnoletnia, a zależy nam na kontynuacji u tego samego lekarza, więc musimy jakieś podanie napisać i złożyć je, ale to dopiero w czerwcu… A samo spotkanie okej. Był rentgen: śruby się trzymają, mamy zielone światło na łyżwy i dziewczyna dalej ma chodzić na rehaba. Przydałby się również basen, ale panna nie chce.

Strasznie było wszystko ponapinane, bo w trakcie wizyty ja miałam dwa zebrania on-line, a musieliśmy szybko wrócić, bo o 14-stej miałam korki, których nie chcę odwoływać. I zawsze jak tak się tak skumuluje wszystko, to wydaje mi się, że żadnej rzeczy nie zrobiłam dobrze, ale nie szło inaczej tego spiąć. Łucja zrobiła mi fotkę, jak w poczekalni coś robię i wysłała na naszą grupę z dopieskiem „matka-pracoholik”, ale dzieki temu i Wy widzicie moją nogę w PANTERCE…

Mieszko miał dziś Mikołajki w szkole, wylosowała go dziewczynka, którą miał rok temu i mam wrażenie, że prezent dostał duuużo większy niż zakładał budżet. Na liście życzeń młody wpisał mangi, których na szczęście NIE dostał, bo przecież trzeba by wiedzieć co już ma, a zarobił za to jakąś kolekcjonerską figurke i azjatyckie przysmaki (koleżanka ma mamę z Wietnamu). Młody jakby nie było zadowolony, nasz prezent dla pani RÓWNIEŻ się chyba podobał, więc świąteczne debiuty prezentowe rokują dobrze!

przyspieszamy szykowanie do świąt

Ulubioną zabawą Bibi jest odgrywanie bez końca sceny z naszego PIERWSZEGO spotkania. Wracamy ze spaceru i ona stoi przed domem… WEJDZIE dopiero, gdy zostanie skuszona przysmakiem. I absolutnie jej się to nie nudzi… I otóż dzisiaj w nocy około trzeciej postanowiła wyjść. Szczekała przed drzwiami tarasowymi [zeszłam, wypuściłam i czekam AŻ wejdzie]. Lecz wyszła i NIE wchodziła i TYLKO widziałam (w tym fragmencie pomiędzy ziemią a roletą) jej CZEKAJĄCE nogi… Poszłam po mięso i to był mój BŁĄD. Bo TEJ nocy pies jeszcze dwukrotnie postanowił wyjść, żeby dostać JEDZENIE. Po trzecim razie zrobiłam jej o to awanturę i wtedy zaczęła mnie przepraszać, co tak naprawdę było JESZCZE bardziej wkurzające!

Niemniej jednak jest ta Bibi cudowna, TU możecie obejrzeć jak dobrze i pięknie nam na spacerach. Tak sobie myślałam, że psiarze to kolejna grupa do której wpadłam i jest to GRUPA przyjemna. Dużo było tych grup. Była filologiczna, samochodowa, ciążowe, dzieciowe, biegowe, fitnessowe, pinupowe, a teraz najmilej mi spędzać czas na spacerach z innymi psiarzami!

Poniedziałek! Mamy aż trzy różne wizyty lekarskie w tym tygodniu, a jutro są Mikołajki (prezenty już zapakowałam!). Dobrze by było koło niedzieli zamówić kalendarze dla dziadków i zastanowić się co JESZCZE kupić pod choinkę… Górę potrzeb ma Łucja i z nią jest najmniejszy problem, ale co z resztą? Dziadek to chyba czapkę dostanie? Mieszko, mój domowy Herkules rozwalił za to gofrownicę (urwał rączkę, a przy okazji pokrętło, więc sprzęt się nie nadaje) i jak to Liliana słusznie zauważyła, on się JEDNAK nie powinien zbliżać do kuchni (rok temu o tej samej porze spalił toster, w którym zapalił się tost, a dwa lata wcześniej ucinał sobie kciuk krajalnicą).

Buty za rower

Pamiętacie, że we wrześniu Mieszko wymieniał rower? Stary oddałam do sklepu, gdzie kiedyś był kupowany. W zamian dostałam voucher, co do którego miałam sporo planów… Uznałam, że taki wariant (wymiana za voucher) jest prostszy niż wystawianie go gdzieś tam i ustawienie się z potencjalnymi kupującymi. Zresztą było po sezonie, czyli sprzęt musiałby jeszcze przezimować.

I oto nadszedł dzień zimowych butów i wyjęłam z szafy ubiegłoroczne… Młody nosił buty po Łucji, które ta musiała sobie kupić na ubiegłoroczną szkolną wycieczkę w góry. Bardzo byłam zadowolona, że cała trójka mieści mi się w 37 i chociaż młody marudził, że on JUŻ ma 40-stkę, to tłumaczyłam mu, żeby NIE przesadzał, bo pochodzi z rodzin, gdzie mężczyźni mieli małe stopy… Poszedł w nich do szkoły i wrócił w… ZMIENNYCH. Bo w tamtych się NIE DA chodzić…??? W tej sytuacji pojechaliśmy do sklepu z TYM rowerowym voucherem i zaczęliśmy od ZMIERZENIA stopy… Tadam! 39! 😀 Tak sobie więc myślę, że JAK wyrośnie to te NOWE buty, to będą za rok dla MNIE!

Zasypało nas, że hej! Dziś już odśnieżałam, mamy w gościach Matiego i CHYBA nigdzie dziś NIE ruszymy… Wiankownia! Choinkowy zawiesiliśmy dziadkom, wiklinowy jest u nas! Chyba powoli można dekoracje wyciągąć?

75!

Z tymi ojcami to nigdy nie jest łatwo. Człowiek się z nimi kłóci, stawia i dyskutuje, ale tak naprawdę to zawsze ktoś bardzo ważny. Krzycho to taki ojciec, na którego ZAWSZE można było liczyć („rodzina musi być samowystarczalna”), z którym można było porozmawiać, chociaż poziom wymagań od nas był zawsze bardzo wysoki. Nigdy nie równaj się do gorszych – to mantra, którą jako nastolatkowie słyszeliśmy na okrągło. Ojcowie chyba dzielą się na dwa typy: takich, którzy mają świetny kontakt z dziećmi małymi oraz takich, którzy wolą te większe i Krzycho zdecydowanie był tym drugim typem. Ostatnie parę lat poważnie choruje i połączenie sprawny mózg-niezbyt sprawne ciało jest naprawdę niefajne. Patrzymy oboje na to z bratem myśląc, wydaje mi się, podobnie: trzeba o siebie dbać. Czytałam ostatnio mocny artykuł: Dlaczego Polska 70 plus tak rzadko jest sexy? Bo nieruchawość nigdy taka nie będzie. I jest to strasznie smutne, jak fizyczne granice i cielesne ograniczenia zmieniają nasze dotychczasowe życie.

To, że mnie TAK nosi i lubię zmiany to jego zasługa, bo to ON nam zapewniał różnorodność i rewolucje, które zmuszały nas do szybkich adaptacji w nowych miejscach i sytuacjach. Lubi decydować i chociaż powinien być spełniony (dwójka udanych dzieci, piątka wnuków i zaliczone złote gody) to pełno w nim niedosytu i lęku, że jeszcze mnóstwo jest do zrobienia i zobaczenia, a może nie zdążyć.

Dziś miał urodziny, bo urodził się równo 75 lat temu! Na pyszny obiad wszyscy się stawiliśmy, a później zgodnie zaśpiewaliśmy Sto lat! Tort był sernikiem – to taki sernik, który dziadek bardzo lubi i uznaliśmy, że to fajniejszy tort, niż okrągły lukrowany deser!

Gggrrr-grudzień!

Mogą nie iść do szkoły, jeśli nie chcą. Jeśli boli głowa, jeśli czują duże zmęczenie, albo są ogólnie rozbici. Nie wejdę w ich ciała, więc niech sami decydują za siebie. Mieszko korzysta z tej furtki sporadycznie, u Lilki staram się by do tych przerw jednak NIE dochodziło, gdyż ona jak wpadnie w cug wolnego, to nie może go zakończyć („Ale nikt mi nie przysłał co robili, więc ja nie mogę pójść. Nie rozumiesz?”), za to Łucja czasem takim wariantem się posiłkuje (wyżej fotka z jej PORANKA przed szkołą). I TAK było tym razem. Bo ogólnie była rozbita i przygnębiona. I okej. Zaproponowałam jej tylko by pojechała ze mną do pracy, bo akurat jechałam i miałam plan, że zajrzę do galerii handlowej obok, żeby kupić coś na Mikołajki. Propozycję wcześniej z nią omawiałam, więc panna wiedziała co dla maluchów i po prostu ONA poszła to kupić (btw. w ten sposób dwie godziny „zaoszczędziłam”). Za to później napisałam jej wiadomość, żeby z tymi zakupami PRZYSZŁA do mnie. BO nie ma nikogo w recepcji, napije się kawy i zabaczy JAK ja pracuję. I strasznie to miłe, bo nigdy nie zakładałam, że zaproszę dziecko to mnie- do PRACY i całkiem się jej podobało! Pokazałam jej kuchnię, zrobiła sobie kawę, posiedziała ze mną w pokoju i wróciłyśmy razem do domu.

Z takich DOROSŁYCH sukcesów pochwalę się Wam też, że po dłuuugim okresie lęku, negacji i wyparcia… MAM blika i umiem go obsługiwać! Duma mnie rozpiera!

Książkownia! Na Mikołajki jest po ubranku i książce! W kolażu (dolny rząd) są RÓWNIEŻ trzy książki, które dziadek wrzuca do ich paczek: Łucja dostanie „Syrenę”, czyli książkę o kobiecej sile, Mieszko -pierwszy tom „Igrzysk” , bo tak naprawdę poleca się to nastolatkom (dziadek od razu chciał całą trylogię zamawiać, lecz moim zdaniem trylogie przerażają i zawsze łatwiej zacząć jedną książkę) a Lilka „Antosię” . Jeśli chodzi o Lilkę, to ciekawiła mnie druga część tej książki, bo to o zesłaniu do Kazachstanu, ale idźmy chronologicznie. Za to ode mnie będzie „Egipcjanin” dla Mieszka (podobno rewelacja i to właśnie dla chłopców), „Ostatnia z dziewcząt Moon” dla Łucji (saga o rodzie kobiet) i bajkowy „Warkocz” dla Lilki. Autor ostatniego to jeden z lepiej sprzedających się ostatnio pisarzy, a ta jego powieść jest wyjątkowo dobrze oceniana! Książki dla dziewczyn (wszystkie cztery) i Egipcjanina chyba też, ZAMIERZAM przeczytać!

Elektryczny Andrzej

Jednym z najważniejszych wydarzeń przyszłego roku ma być prawko Łucji. To duża inwestycja, ale moim zdaniem to trzeba robić w szkole średniej. Patrzyłam także na używane auta i w zakresie wielkiego gdybania przyszło mi do głowy, że może panna powinna mieć auto elektryczne? Takie małe, dwuosobowe, albo nawet jednoosobowe? Podzieliłam się w ubiegły weekend tą myślą z Diablim.

  • Wykluczone. Auta elektryczne to ślepa droga motoryzacji.
  • Kiedy są tanie w użyciu, za dwa lata mogła by je dotłukiwać Lilka, a za kolejne dwa Mieszko. Nie jeździ to szybko, ale po mieście się nada. Używane są w lepszym stanie niż tradycyjne.
  • One wcale nie są tanie. Moja córeczka nie będzie jeździła takim g-wnem. Łuczynko a może golf?
  • Nie wiem…
  • A może bardziej Ci się bmw podobają?
  • Łukasz, wolałabym żebyśmy operowali realnymi wariantami.
  • Nie podobają mi się.
  • A może prius?
  • NIE. Żebym wyglądała JAK Uber??
  • Fakt, Uberzy jeżdżą priusami… Jakie byś w takim razie chciała?
  • Chyba, tak naprawdę, NIE jest mi potrzebne.

I tyle z tej rozmowy było… Btw. Zorientowaliście, że wczoraj były Andrzejki? Ja zaczęłam się wieczorem zastanawiać czemu w kółko wszyscy jakieś memy z Andrzejami wklejają i mnie olśniło! Przegapiłam wróżby i nawet sobie pasjansa nie rozłożyłam! Zapisałam sobie już na komórce w kalendarzu, to za rok NIE przegapię!

Kolejny piesek z miejskiej komunikacji od Łucji i idę wyciągać żeberka z piekarnik!

(listopadowe) poranki

Ze wszystkich cech mojego taty, najbardziej niezwykłe wydawało mi się to, że RANO zawsze ma dobry humor. Wszyscy się snują, warczą, a ojciec o poranku jest skowronkiem. W ciągu dnia często się złości, ale początek ma doskonały. No i lata mijają i okazuje się, że mam tę cechę po nim…

  • Łuczku, co taka posępna jesteś?
  • Bo jest RANO! I denerwujesz mnie, że jesteś zadowolona!!! To dziwne!
  • Dziadek tak ma. I Lilusia patrz jaka uśmiechnięta! Za to najpóźniej koło południa będzie miała mental breakdown.
  • Straszne. PRAWIE mi jej żal.
  • Dziadek potrafił się nieźle złościć, ale to było pokolenie ojców, którym wychowywanie nie leżało. Widziałam wczoraj obrazek „2+2=” i na miejscu rozwiązania było coś zamazane milion razy korektorem, a cała kartka była mokra od łez. Zdjęcie było podpisane: lekcje z ojcem.
  • To się nie zmieniło.
  • Z mamusią jest inaczej?
  • Mamusia NIC nie potrafi.

Tak sobie „miło” z córką porozmawiałam o poranku! Środa! Odebraliśmy dziś z Mieszkiem z księgarni kryminał dla jego wychowaczyni, podesłałam dziadkowi propozycje książek dla dzieci pod choinkę, w domu mam lodowato a panny dziś miały wspólny lanczyk!

kapuśniak na obiad

Przewodniczący Rady Rodziców w klasie Mieszka, przysłał przypomnienie, że DZIŚ będą robić kanapki. No i trochę katastrofa, bo Mieszko sera nie jada, a pomidorami się brzydzi. Zostaje więc banalna kromka z salami i pomyślałam, że kupię mu w tej sytuacji JAKIŚ specjalny chleb… No i wracając z rynku zajrzałam do gruzińskiej piekarni po wielkie chlebowe placki, a tam czekała na wchodzących OFERTA świąteczna! Na ladzie powystawiane były mini porcyjki bożonarodzeniowych frykasów, które można było próbować, żeby później sobie na Wigilię zamówić! Iiii??? Niczym Makłowicz, mlaskając i przestępując z nogi na nogę, PRÓBOWAŁAM i się zachwycałam. Bo powiem Wam, że pyszne na nas (POLAKÓW) rzeczy czekają za te cztery tygodnie 🙂 Śledzie z grzybami leśnymi chyba u nich zresztą zamówię. Lutka robi wybitne, ale są to śledzie z cebulą, a te były jednak trochę inne!

Mamy też w domu PIERWSZY świąteczny gadżet i jest to butelka, którą Mieszko zrobił na technice! Bardzo ładna! To już chyba czas przeglądać zdjęcia do kalendarzy dla dziadków? A tu możecie za to zobaczyć jak idę w Bibs przez zimowe pole!

pierwsza wtopa wyprzedażowa tego roku

A na Cyber Monday, żarcik zrobił… MIESZKO. Otóż nałożył zimową kurtkę, którą przemyślnie kupiłam JESZCZE na lutowych wyprzedażach, odcięłam rano z niej metki i [tadam] jest za MAŁA!!! [????] Za krótka, a SUWAK zapina na stojąco…. Wytrzyma, LECZ na przyszłą zimę (bo niezmiennie uważam, że to dobry plan jest takie kupowanie na zapas) potrzebuje dużo większą!

Poniedziałek! Rano się odczuliłam (kolejna porcja po Nowym Roku, bo poniedziałek za 4 tygodnie to święta, a za pięć Sylwester), dom mam odkurzony (szalałam z odkurzaczem wczoraj, ustawiając przy okazji dzieci, bo zawsze przy sprzątaniu ogarnia mnie złość), na obiad jest krupnik i resztka potrawki od babci (Lila z Mieszkiem zaraz ją wykończą). Jutro muszę na rynek, bo nie mamy kasz, warzyw i miodu. W czwartek jak będę na mieście postaram się coś kupić na Mikołajki a w weekend mamy imprezę. Btw. szwedzki serial Annika na Showmaxie zapowiada się świetnie! Diabli już poleciał odkrywając przy okazji na lotnisku, że z samolotu z Turcji wysypało się 20 gości po przeszczepie włosów, a z tych lotniczych spraw ja straciłam bezcenne pół godziny mojego czasu wypełniając ankietę po naszej ostatniej podróży. Liczyłam na to, że może jakieś mile gratis mi przyznają, lecz NIE. Wymęczyli mnie za to rozważaniami: JAKIEGO rodzaju kanapka musiała by być dostępna bym ją podczas lotu kupiła? Wiłam się pomiędzy cheddarami i pytaniami czy promocja 1+1 jest lepsza niż orzeszki gratis, a wystarczyło po prostu WCZEŚNIEJ zaznaczyć, że nie lubię kanapek!! Znaczy lubię, ale jak to powiedziała Liliana: jadąc na wakacje nie wydajemy bo mamy mało, a wracając nie wydajemy, bo NIC już nam nie zostało! Dokładnie tak! Zresztą nie mieliśmy ochoty, bo nigdy nie mamy. Jak gdzieś docieramy to wtedy jemy! Kulinarnie w nadchodzących dniach czeka nas natomiast wyzwanie z maślaną bougatsą!

Bananowy sukces

Tak więc UDAŁ nam się chlebek bananowy! Zrobiłyśmy z Lilką dwie foremki i jedna pojechała z nami na obiad do dziadków, GDZIE została PRZYJĘTA dobrze. Przepis (absolutnie randomowy) będziemy udoskonalać: damy więcej bananów i dorzucimy orzechy, ale baza jest w porządku!

Lada moment grudzień, w drodze do dziadków mijaliśmy już pierwsze MIEJSKIE iluminacje świąteczne, trzeba by TAKŻE pomyśleć o Mikołajkach, ale może JUTRO z okazji Cyber Monday coś zamówię? Duże te moje mikołajki, więc chyba ubranka będą najtrafniejsze… Btw. Wykopaliśmy dziś do południa czapki i GRUBE szaliki, także śnieżna zima może przybywać!

  • Mieszko, przypomniało mi się dziś jakim byłeś cudownym trzylatkiem… Pamiętasz coś z wakacji w Bułgarii?
  • Nie. Pamiętam tylko żółwia.
  • Nie pamiętasz jak chodziłeś w koszulce na ramiączkach po plaży? Bez majtek? Śmiały się tam nastoletnie dziewczyny z Ciebie.
  • Nie. Nie pamiętam.
  • Tam wszystkie dzieciaki tak chodziły, jak wyszły w wody. Pewnie by te dziewczyny były ciekawe jak teraz wygląda taki gość z obojętnym wzrokiem.
  • Na pewno.