Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy?Dokąd zmierzamy?

-Dan Brown, „Początek”

W audiobooku, który mi teraz leci w aucie, w kółko przewijają się te trzy pytania. W globalnym zakresie genezy gatunku ludzkiego. Dodałabym do tego jeszcze jedno: Czy żołądek rzeczywiście może pęknąć? Za kilka dni będę Wam polecać różne osoby, które w tym roku w necie wynalazłam, ale jedną zdradzę juz dziś. To babka, która specjalizuje się w podcastach kryminalnych i ma na fb profil Renata z Worka Kości. „Worek Kości” to nazwa klubu, gdzie spotykają sie czasem fani profilowania kryminalnego i kryminalistyki. I ona przytaczyła w tym roku dwie przypowieści o przejedzeniu…

Natomiast JA miałam dziś AŻ dwa świąteczne obiady. Byłam na chwilę u dzieci, a potem pojechałam do dziadków. Na tym pierwszym spotkaniu był Grek, który pojawił się jako odłam rozstrastającej się rodziny i było to zalążkiem rozważań o tym, czy Polska i Grecja miały jakąś wspólną historię? No bo z Turkami było takich punktów sporo, ale z Grecją? Pomińmy to, że historia Grecji jest nieporównywalnie dłuższa niż nasza. U nas raptem niewiele ponad 1000 lat, bo wcześniej to jakieś dzikie plemiona słowiańskie były, o których nikt nic nie wie. Za to Grecja to tysiąclecia… Diabli przypomniał Powstanie Pułkowników pod koniec lat ’60, kiedy sporo mieszkańców Hellady przybyło do Polski, a wątek rozwinęłam później z dziadkami, a Lutka dorzuciła, że osiedlali się w okolicach Szczecina i piosenkarka Eleni pochodziła właśnie z rodziny greckich emigrantów. Także oba OBIADY minęły mi na pysznym jedzeniu i ciekawych rozmowach! Tyle, że NIE przystopowałam na czas, bezkarnie dorzucałam te serniczki i kutię i autentycznie boli mnie brzuch z przejedzenia… A może gdybym się zdrzemnęła po drodze było by LEPIEJ?

Wesołych Świąt!

  • Matko, a jaką koszulę?
  • Fakt, koszula… Czekaj… Ubiegłoroczna? Ta, albo ta??Przymierz!
  • … Rękawki kończą mi się zaraz za łokciem…
  • True… Może jakaś po ojcu została? Taka z golfiarzami… Łucja, gdzie jest ta koszula z golfiarzami, którą nosiłaś w lecie?
  • Nie wiem, ale jeśli chodzi o Mieszka, to może wziąć koszulę, którą dostałam od Matiego!
  • Oo!! I to jest myśl! I może Mikołaj Ci jakąś przyniesie to będziesz miał na pierwszy dzień świąt inną!

I przyniósł, bo SAMA pakowałam. Trafiłam w outlecie, na męskim dziale, na taką z narciarzami i pomyślałam o sobie, a potem w domu przyszło mi do głowy, że może przyda się Mieszkowi, więc wrzuciłam ją do jego paczki!

I pierwsza tura już za nami. Wszystko było pyszne, a susz to babci wyszedł taki jak nigdy! Wydaje mi się, że to zasługa gruszek, które kupiłam, bo Lutka mnie o to prosiła i na rynku poszłam do gościa z suszonymi owocami. On rok temu miał wybitne śliwki, a suszone gruszki miał z RÓŻNYCH odmian. Wzięłam DWIE różne wersje i do suszu, oprócz suszonych owoców nie było dodane NIC. Ani goździki, ani cynamon, ani nawet JEDNA łyżeczka cukru. Smak niesłychany! Barszcz babci wyszedł również Oscarowy i tu pełen sukces, bo cała trójka spróbowała, a panny nawet brały dolewkę! Teraz dzieci już u taty i drugiej babci, a ja szykuje plac do robienia zupy!

Łucja buczała przed świętami, że to jej OSTATNIE dziecięce. Bo za rok już 18 lat! Ale przecież ze Świąt się NIE wyrasta! To jest dzień i to jest święto, którym cieszymy się w każdym wieku. Każdy jego element jest dobry. Dobre jest jedzenie, które szykujemy, dobre jest kupowanie prezentów, które zmuszają nas do myślenia o innych i o tym jakie mogą być ich potrzeby (dziadkom prezenty od nas się podobały!) i cudowna jest uczta, do której zasiadamy. Mam nadzieję, że Wasze są mniej szarpane i po Wigilii, która NIE odbywa się wg czasu z Władywostoku 😉 macie czas na gadanie, a może nawet spacer (chociaż leje chyba w całej Polsce), lecz jeżeli wyszło Wam tak ja u mnie, to WIERZĘ, że również był to wspaniały czas!

groch w połówkach

Biegamy. Piecze się chlebek bananowy, a rano z Lilką byłam w cukierni po serniki (dostała tam też pierniczka, którego zjadła po drodze). Prezenty zapakowane, a za chwilę włączę żelazko, żeby wyprasować spodnie Mieszka. Dziś jeszcze jedziemy do dziadków, bo tam śpimy i JUTRO TAM obchodzimy WCZESNĄ Wigilię. Potem zbieram towarzystwo i wiozę do taty, na PÓŹNĄ Wigilię. Sama wracam do domu i zabieram się za gotowanie zupy rybnej z którą jadę kolejnego dnia do dziadków. Smarki wracają do mnie we wtorek rano i WTEDY jeszcze raz, w całym komplecie, jedziemy w odwiedziny do dziadków! Lila opowiadała mi przekomiczna historię o tym jak chłopak z jej szkoły miał wystapić jako Mikołaj (za występ w stroju Mikołaja jest 60 punktów do zachowania, więc chętny się zawsze znajdzie), lecz chciał udowodnić kumplom, że to g-niany materiał i zrobił dziurę w spodniach. I potem zrobiło się gorąco, bo do sali zbliżała się dyrektor i oni mówią: Weź już nałóż te spodnie, ale on wykrzyknął: JAK? Mają dziurę na jajkach!!

Wrzucę Wam tekst Łukasza Najdera, bo niezmiennie uważam, że to najlepszy opis tego się teraz dzieje:

Jemiołę? Mamy!

To co się dzieje w sklepach przypomina chwile przed ogłoszeniem pierwszej fali pandemii 🙂 Ludzie są WSZĘDZIE, a półki pustoszeją. Dwa razy podjeżdżałam dziś do piekarni, bo ani miejsc parkingowych, ani chleba nie było. Na rynku tłumy (potrzebowałam suszone gruszki, dynię, pora oraz marchew), a jak mi się przypomniało, że potrzebuję JESZCZE puszkę z małymi pomidorkami do zupy rybnej i wylądowałam w dużym hipermarkecie, to niemalże stałam w kolejce po WÓZEK. W tym wszystkim, życie równolegle toczy się dalej. U Mieszka jego kolega chodził w pobliżu jednej koleżanki w tę i z powrotem, aż w końcu się przewrócił i tylko cudem, PRZYPADKIEM, łapiąc ją z biust zdołał utrzymać równowagę. Łucja miała Mikołajki i we flocie domowych skrzatów pojawił nam się kolejny! Za to u Lilki wychowaczyni się rozchorowała, Wigilia klasowa przełożona na „po Nowym Roku”, a ponieważ wszyscy na L4, to panna dziś lekcji po prostu nie miała! Pomogła mi więc przy pakowaniu prezentów! Btw. Jemiołę mamy w dwóch małych pęczkach, ale okazuje się, że jemioły NIE kupiła babcia, więc po prostu jeden będzie dla dziadków!

Spotkałaś się kiedyś z teorią, że jeżeli lekarstwem tłumimy ból to tak naprawdę tylko go opóźniamy?

Legendy Latte

  • Spóźniłam się na ten autobus, więc pomyślałam, że skoro to TYLKO 8 km, to pójdę na piechotę –referowałam Lutce.
  • Też bym tak zrobiła – odpowiedziała mi mama :)

Ale za to, MAM od rana takie zakwasy, jakbym maraton przebiegła! Atrakcji na dziś mamy również dużo i zaliczyłam pierwszą wpadkę, bo pojechałam do pracy NIE zabrawszy KARTKI (wiem, bardzo profesjonalne) na której mam zapisane HASŁO do komputera… Na szczęście Mieszko wrócił dziś ze szkoły w miarę wcześnie, więc po pewnej porcji markowania robienia czegokolwiek (kawa, rozmowy i toaleta) dosłał mi zlepek znaków i literek zapisany na WIELKIEJ kartce położonej na stole i laptopa uruchomiłam! Przy okazji od razu pobrałam wyniki pierwszej tury moich badań i są w porządku. Następnie zabukowałam jakieś badanie dla Lilki i podłączyłam się pod jedno zebranie. A potem wszystko gnało jeszcze szybciej, a na dodatek na 19-stą mam z Lilianą psychologa gdzieś w odległej destynacji…

Wigilia klasowa Mieszka. Jak widać gość jest zgarbiony najbardziej w klasie… Nasze babeczki ozdobione były pikerami, które młody wykonał SAM. Pikery się BARDZO podobały, więc babeczki zostały zjedzone! 🙂

deszczowa przygoda

przygodę raportowałam dzieciom, bo one mnie przekonywały, że wszystkie przystanki mają wiatę i NIE zmoknę…
  • Kiedy będę mogła odebrać auto?
  • 2-3 godziny?
  • To po tym czasie, JAKOŚ przyjadę, ale nie wiem o której, bo będę jechać AUTOBUSEM.
  • Dam Pani auto zastępcze.
  • NIE. Przygoda, przygoda!
  • Ja TEŻ kiedyś TAK jechałem!

I żałowałam tego NIE, chociaż istniało ryzyko, że dostałabym jakiegoś automata i wtedy wstyd, że TAKIMI samochodami to ja NIE potrafie. Mój warsztat nie jest jakoś daleko, ale by tam dotrzeć muszę użyć aż dwóch różnych autobusów lokalnych. Właściwie to jeden wystarczy, ale mogę do niego podjechać. No i ten co to miałam nim podjechać się spóźnił 14 minut i nie zdążyłam na ten drugi (ważniejszy)… A kolejny DRUGI miał być za 70 minut… A JA, musiałam być w domu na 9:40… WIĘC ruszyłam pieszo, zakładając, co to dla mnie 8 km! I chociaż gugiel mówił, że to półtorej godziny, to przecież mogę PODBIEGAĆ i zmieszczę się w godzinie. W czapce, rajstopach, kominie i przy zacinającym deszczu. I TO była masakra. Przejeżdżające auta tworzyły ekrany wody, a jedna taka szaro-bura zasłona w całości zwaliła sie na mnie. Na twarz, kurtkę i torebkę. I nie był to JEDYNY brejowy prysznic dzisiejszego dnia…

Biegłam, szłam, podbiegałam, leciał mi gil, byłam czerwona, spocona i sapiąca, lecz zdążyłam! Wpadłam, połączyłam się, a 10 minut później zadzwonili z warsztatu, że auto gotowe… Z powrotem było łatwiej, bo wsiadłam do busika i ten pierwszy odcinek miałam komfortowy. Zresztą cudowna była tam atmosfera, leciało radyjko, a wychodzący życzyli kierowcy Wesołych Świąt! A potem wyszłam na zewnątrz i od jakiejś przejeżdżającej c-py w czyściutkim czerwonym aucie zarobiłam kałużowy prysznic na NOWĄ (w sensie, że przebrałam się w domu) kurtkę…

Niemniej jednak, cała eskapada była dość niezwykła (btw. bolty i ubery są niedostępne w takich lokalizach, na takie właśnie lokalne przejazdy), a moje piękne autko jest naprawione! Babeczki na Wigilię klasową Mieszka upieczone, nasza choinka jest śliczna, światełka na baterię słoneczną, na które psioczyłym, upięłam na iglakach przed domem i dochodzę do wniosku, że są extra, bo SAME się ładują, same zapalają i SAME wyłączają, więc bardzo polecam. Palą się nam świeczuszki (ten nastrojowy kominek to ubiegłoroczny wyrób Mieszka z warsztatów garncarskich, a do pralki wrzuciłam narzuty z dolnych kanap, to akurat na święta będą czyste! 🙂

kominek Mieszka, choinka i światełka PRZED domem

przegląd

maseczka przed snem podstawą straszenia psa…

Byłam dziś na badaniu krwi. Poprosiłam lekarza o skierowanie na WSZYSTKO co gdzieś tam w necie polecano dla MOJEGO wieku. Nie da się ukryć, że w przyszłym roku zmiana kodu, piątka z przodu, więc pomyślałam, że podejdę do tematu serio. Tylko, że potem odkryłam, że na e-pacjent jak wypełni się ankietę to dostanie się skierowanie na JESZCZE inne badania, które RÓWNIEŻ powinnam wykonać… Dziś więc byłam na jednych, a na te, które też powinnam zapisałam się za tydzień! Nienawidzę pobierania krwi, ale jak mus to mus.

Zaraz jadę po Mieszka do szkoły, a stamtąd do fryzjera! Czas przyciać tę grzywę! Nic nie zrobiłam dziś na obiad, ale może to dzień pizzy? Ja zjadłam ryż z pak-choi-em, więc tylko smarki muszę nakarmić… Pokażę Wam jaką mieliśmy uroczą rozmowę na czacie. Ja wysłam im Malczewskiego, a Łucja za to przysłała mi poranne widoczki!

Jak się pożyje dość długo, to się poznaje, że niektórym wystarczy pokazać problem i dać narzędzia, a oni już sobie poradzą. Nigdy się nie wahałam przez zatrudnieniem kogoś takiego.

Legendy Latte – ależ to kojąca i przyjemna książka!

No to odliczanie ruszyło! Pięć dni i zaczynamy WIELKIE świętowanie! Żeby sobie napiąć, na jutro Mieszko ma fryzjera, wcześniej ja idę na badanie krwi (nie lubię!), a w środę zostawiam auto w warsztacie na cały dzień. W piątek może za to pójdziemy do kina? Prezenty są (tak myślę, że może w tym roku Liliana będzie pakować?), ryby zrobione w zamrażarce, a jemiołę kupię jakoś na rynku? Muszę TAM dotrzeć, gdyż potrzebne są też suszone śliwki i suszone gruszki…

Co jeszcze? W czwartek Mieszko ma szkolną Wigilię, więc dzień wcześniej musimy upiec jakieś ciasto. Porządki z GRUBSZA zrobione. Pewnie przejadę odkurzaczem jeszcze ze dwa razy, ale to wszystko. Aaaa! Niezła akcja: wywalałam fusy od herbaty do ogródka i znalazłam szczotkę Bibi! Jakby ZAKOPANĄ? Pies jej nie znosi, ale żeby aż tak?? No i nie mieliśmy tej szczotki chyba od trzech miesięcy i SIERŚĆ jest WSZĘDZIE. Śmieszna akcja, bo czytałam ostatnio, że kuny odstrasza się sierścią wilczura i nawet widziałam eko-odstraszacze, czyli woreczki wypełnione sierścią psa, a u nas naturalnie porozkładane po całym domu… Niemniej jednak, na ŚWIĘTA, pies zostanie UCZESANY!

Mikołajowa flota (mamy ich WIĘCEJ, lecz te są NAJWIĘKSZE – ten z kręconą brodą jest tegoroczny!) zajęła miejsce po oliwce. Drzewko wniosłam na zimę, ale przerzuciłam w inne miejsce, gdzie dociera jakieś światło. I na przyszły rok oliwka będzie już zimować w ogródku, pod specjalnym ogrodniczym kapturem.

Freed from desire!

Najbardziej pożądanym produktem z segmentu AGD jest ostatnio… suszarka do włosów. Opowiedziała mi o niej Łucja i ja tak naiwnie zapytałam, czy ją chce? Panna odpowiedziała, że ona jest bardzo droga, więc ja jeszcze naiwniej rzuciłam cenę, która to mi się wydaje DUŻA jak na suszarkę… LECZ panna odpowiedziła mi, że to jedno zero więcej… CO??? Suszarka do włosów?!?!? Potem odpaliło mi się w głowie, że tej samej marki jest odkurzacz o jakim opowiadała mi Lutka, lecz ja założyłam, że to coś samojezdnego typu rumba i nawet się zaniepokoiłam, bo widziałam jakieś mroczne filmiki, gdy taki samojezdny krążek pożera kocie ogonki… A teraz zmyślny Internet sam mi podpowiada zabawne filmiki z tymi produktami i jeden z nich Wam zalinkuję. Z grubsza chodzi o to, że ta panna co wjeżdża pod górę ma konsolę, za co nad życie kocha ją jej chłopak, a ta co zjeżdża w dół ma suszarkę (w tej samej cenie) o której teraz dziewczyny marzą najbardziej! Ba, jak podejrzycie co za cuda z włosami TO robi, to szał zrozumiecie 😉

Na niedzielne spotkanie z dziadkami zrobiłyśmy z Lilką grecką bougatsę. I NIE to będzie ciasto naszych marzeń. Waniliowa masa wydawała nam się mdła, więc solidnie skropiłyśmy ją włoskim limoncellem, ale na święta dziadki i tak zamawiają chlebek bananowy!

Choinka ubrana, obrusy świąteczne położone (kolekcje, które je zawalały sprzątnięte), a prezent dla kolegi Lilki, na szkolne świąteczne obchody, zapakowany. Dom zawalony świątecznymi gadżetami, lecz zapomnieliśmy od dziadków zabrać jelonka… CZYLI podepnę te solarowe lampki w tym roku! Na pierwszym planie fotki niżej macie wyjedzony PIERWSZY kalendarz adwentowy. Ten był akurat taki cebulowy, bo zawierał dwie przedpłacone karty na kwotę równą kalendarzowi (przy kasie rozpakowaliśmy i od razu odliczyliśmy) i tak kombinujemy, że jeżeli jeszcze raz na taki trafimy to KUPIMY bo czekoladki były doskonałe!

Każde wielkie kłamstwo obudowane jest prawdą

-Lioness, serial

Mam rybę, a właściwie ryby! I sprawiłam je przy czujnej pso-kociej asyście! ORAZ mam już wszystkie prezenty! Mało dla Lilki jest, ale już nic nie kupuję :/ Byłyśmy za to na zakupach po pastę do zębów i ma dwa nowe żele do mycia twarzy. BO ona NIC nie chce. Pokazuję jej może to, a może to, ale NIC się jej nie podoba. Za to Łucja to człowiek miliona potrzeb. Pamiętam, że moja mama tak od października zawsze rzucała sugestie (w czasach gdy byliśmy nastolatkami) i gdy przychodziły święta zawsze dostawała najwięcej. Oooo, ja takie coś chciałam? Bardzo ładne! Z bonusów prezentowych, które zawsze są miłe, zarejestrowałam się w klubie nauczyciela w Cinema City i dziś przyszła mi karta zniżkowa!

Dzień więc zleciał nie wiadomo kiedy, TERAZ kuchnię okupują Łucja z Matim (pierniczki), więc ja może sobie poprasuję? Fajny ten Showmax i po zakończeniu serialu i uśpionych agentach (Lioness jest świetny) mam ochotę na Fellow Travellers!

to był akurat ŁOSOŚ