🐉Smoka!

Zaczynamy Chiński Nowy Rok! Zgodnie z kalendarzem lunarnym najbliższe 12 miesięcy to Rok Drewnianego Smoka i ma to być rok dobry! I właściwie to niech taki będzie! Od dziś, przez 15 dni państwo środka będzie świętować, a i my zamierzamy to obchodzić. 🍜 Chińczycy jedzą teraz pierożki, kaczkę (na szczęście), makaron (na długowieczność), sałatę (na zdrowie) i ciasteczka (jako nagrodę). Odwiedzają rodziny, noszą czerwoną odzież i obdarowują się pomarańczami (na szczęście). Strzelają fajerwerki, a ucztowanie trwa! Wyciągnęłam ozdoby (znalazłam je przy okazji letnich porządków na strychu i WTEDY umieściłam je w specjalnym kartonie) więc kolorowo mamy i my. Jest lampion i karteczki na oknach 🤩

Męczący był ten tydzień, ale może takie właśnie muszą być końce roku? Btw. Mieszko się przyznał wczoraj do 9 pączków, nie licząc szkolnych wypieków. W sumie było ich 20-dzieścia. Dziadki przywiozły 10, a reszta jakoś dochodziła… Czy mamy dość? Ależ skąd! 

lampasy pieką pączki

W pracy z Millenialsami, a nawet z Zetkami dobre jest to, że oni dbają o szczegóły… To smakosze, celebryci przyjemności i smaku. Specjalnie tak sobie ustawiłam tydzień, żeby w czwartek pojechać do biura, bo wiedziałam, że TAM będą pączki. I to dobre pączki. I były. Takie rzemieślnicze, nie przemysłowe, z jakiejś NAWET nie znanej mi piekarni. TAM zjadłam pierwsze TRZY. Właściwie nie pierwsze, bo wcześniej byłam u Mieszka zrobić fotki jak oni w w klasie pieką i TAM również degustowałam. Potem pojechałam do biblioteki, która od kilku lat robi akcję: pączek za książkę. Zdobyć można maksymalnie trzy, ale wynosimy z domu DUŻO, bo to dobry motyw, by przejrzeć regały. Btw. do biblioteki po szkole poszedł też Mieszko i też zdobył trzy (zjadł od razu). Zajrzałam do spożywczaka po kurczaka i tam kupiłam JEDEN, żeby nie było że tylko wyżeram zdobyczne… A na koniec przyjechały dziadki, które przywiozły eksluzywne pudełeczko z dziesiątką pączków, bo oni mają koło siebie premium cukiernie… JA ich już NIE dałam rady ruszyć, przynajmniej WTEDY, bo teraz (pod wieczór) patrzę na nie przychylniej…

to niesymetryczne, co trzyma kolega Mieszka palcami, to właśnie PĄCZEK

notriphobia

  • Łuczku, co oglądasz?
  • Dolomity. Tresex Domilites.
  • Ładne, a po co Ci to?
  • To trasy górskie. Planuję wycieczkę dla mnie i Matiego.
  • W którym momencie?
  • Po maturach.
  • To kilka podróży dalej. Wiesz, że jest taka fobia, że trzeba mieć zaplanowane kilka wycieczek do przodu?
  • To chyba ją mam 🙂

Dziś dzień z urwaniem głowy, ale jutro nagroda: pączkowe degustacje! Btw. Podrzucę Wam i sobie nazwisko jednego reportera. Kiedyś już go podczytywałam, ale o nim zapomniałam, a jest świetny. Wiktor Szabłowski. Doskonale pisał ostatnio o Babbie w Rumie, czyli Neapolitańskim deserze oraz Pompejach. A na jego profilu na FB jest co czytać!

„włosy zawinęłam w papier i wrzuciłam do kosza”

  • Łucja, jak pięknie dzisiaj wygląsz! – mamy trochę takie CICHE dni z Łucją, więc próbuję ją „ugłaskać”. Z grubsza panna chce na mnie wywrzeć nacisk, a potrafi być równie dramatyczna jak jej ojciec... – I włosy masz wyjątkowo piękne!
  • Wiem.
  • Ty je ścięłaś??!
  • Tak.
  • KIEDY?
  • TYDZIEŃ temu. Lila zauważyła od razu, Mieszko zauważył od razu, tylko Ty nie!
  • Mieszko, zauważyłeś, że Łucja ścięła włosy??
  • Tak.
  • ALE sama to zrobiłaś?
  • TAK.
  • Ale nie widziałam włosów?? Co z nimi zrobiłaś?

Jednak jestem gapowata… Anyway, dziś odfajkowany został dentystycznie Mieszko – scalling/piasking/fluoring, więc stomatologicznie na ten tydzień została już tylko Lilka. I pojechaliśmy do szwedzkiego sklepu, gdzie nic nam się nie spodobało za bardzo (oprócz dwóch pledzików na kanapy, które TRZYMAM w ręku), za to tradycyjnie wciągnęliśmy klopsiki!

Z łganiem jest taki problem, że trzeba mieć do tego dobrą pamieć.

-Futurium, Dmitry Glukhovski

Lubię tego Gluchowskiego. On straszne kobyły pisze, ale te powieści są świetne. Nie ma tak, że wiesz wszystko od początku i akcja tylko gna do przodu. Tutaj krok do tyłu jest co chwilę i za każdym razem odsłania kolejny fragment fabuły i przeszłości bohatera. Takie było Metro i takie jest Futurium.

Tymczasem poniedziałek. Dużo jest zaplanowane na ten tydzień: dalej zabawa z dentystą, odczulanie (moje już zrobione, ale w piatek mam Lilkę), odrabiam korki, a na extra zajęcia z matmy do korepetytora Łucji, chce iść Lila (bo mają na tej rozszerzonej matmie coś z czym ma problem). W czwartek mamy święto -zgłosilam się, że podejdę do szkoły Mieszka zrobić fotki jak pieką pączki, a pod koniec tygodnia zaczynamy Chiński Nowy Rok. Rano wracając z odczulania odebrałam moje wyniki z cytologi (są ok) i w ramach wielkich testów terenowych kupiłam dwa NIEZNANE nam pączki z karmelem i czekoladą. Zjedliśmy je na śniadanie z Mieszkiem i oboje uznaliśmy je, że to NAJLEPSZE jakie w tym roku jedliśmy!

  • Mamo, a wiesz, że w czwartek jest moje ulubione święto?
  • Tłusty Czwartek? Wiem, Mieszula. A patrzyłeś na linka, którego Ci wysłałam? Że biblioteka robi akcję pączek za książkę? Może wybierzesz się po szkole z kolegami? Zgarniecie maksymalnie po 3 pączki na osobę, ale to zawsze trzy pączki i znikną nam przeczytane książki.
  • Tak widziałem. Pójdziemy. Wysłałem im to. A oni muszą mieć kartę do biblioteki?
  • Nie wiem. Bardzo możliwe, że tak, ale najwyżej sobie założą.
Roger w formie!

Niedziela

  • Ooo, zoba Lila. Jumbo Pack. Dobrze wygląda, nie?
  • Dobrze. 24 rolki starczy na dłużej. A czy to dobra cena?
  • Nie wiem, ale przecenione i tylko jedno opakowanie zostało, więc chyba warto.

Pojechałyśmy wczoraj z Lilką do drogerii po papier toaletowy. Przy okazji doszły waciki, patyczki do uszu, co to ich ze trzy tygodnie nie było i żarcie dla kota, bo było w promocji. Dlaczego psie nigdy nie jest przeceniane? Zeskanowałyśmy to potem w samoobsługowej kasie, lecz zastygłyśmy, bo na KONIEC, cena zrobiła sie NIEprzyjazna.

  • Jak to się stało? Lila, spróbuj może na uśmiech bąbelka przejdzie.
  • 😀
  • Ale nie do mnie, tylko do skanera.
  • Matko, nie działa. Musisz przyjechać z Mieszkiem. On bardziej bąbelek!

Niedziela mija nam tradycyjnie! Zanim zasiedliśmy do odrabiania lekcji (TERAZ), byliśmy u dziadków. Pysznie zjedliśmy 🍲 i pogadaliśmy o językach obcych. To jest niezłe, bo ludzie CHCĄ jechać do krajów byłego ZSRR i sporo w necie pytań jaki język będzie lepszy do nauki: uzbecki czy rosyjski?, bo ktoś tam chce jechać do Taszkientu i nie zna żadnego. I zdecydowanie rosyjski, lecz jak to powiedziała Lilka: TAM potrzebny jest DOBRY rosyjski. To tak jakbyś do Indii chciał jechać ze słabym angielskim. Oni mówią w dialekcie, a Ty musisz ich zrozumieć, czyli TY musisz być na tyle GIBKI, żeby zrozumieć! Potem dziadek mówił o niemieckim w Bawarii, a na to Łucja dodała, że na Oktoberfest to kelnerki mają takie tipy, że nic potem cały rok nie muszą robić.

💨Tęsknota za chłodem

Udał nam się dzień tak jak lubię! Nie dość, że rano pobiegałam, to potem podjechałam z Lilką na targi obozów językowych. NIGDZIE w tym roku panna się nie wybiera, ale chciała dowiedzieć się jakie są możliwości. Wyszło super, bo była babeczka, która rok temu jej pomagała na takim wyjeździe i ona nas, niczym Vipów, oprowadziała po stoiskach szkół. Lila rozmawiała z przedstawicielami różnych uczelni opowiadając im nad CZYM chce pracować i promieniała od tych możliwości. A chociaż, tak jak powiedziałam, w TYM roku to wykluczone, to jest to MIŁE, że nauka i kursy ją tak strasznie kręcą.

Następnie pojechaliśmy na wystawę. Jedną z tych, którą miałam na liście do zobaczenia. I zleciłam Mieszkowi, który targi przeczekał w aucie (takie miał zadanie: zwodzić straż miejską, bo ja trochę niepoprawnie zaparkowałam), BY znalazł mi jakiś dobry sklep mięsny na trasie do muzeum. Bo na obiedzie miał być Mati i potrzebowałam dobre mięso do spaghetti. Młody takie miejsce znalazł, lecz gdy się TAM zatrzymaliśmy i ja poszłam TYM razem z NIM, to okazało się, że tuż obok jest punkt z RURKAMI, które rozsławił ostatnio jeden youtuber (ten). I w kolejce po te rurki STOI się pół godziny!!! ZACZEKALIŚMY (Mieszko przez ten czas mi wytłumaczył dlaczego ta kolejka oraz DLACZEGO musimy ich spróbować) i kupiliśmy pięć (bo w muzeum czekali na nas Łucja z Matim). A wystawa super! O ociepleniu, o tym jak Europa sobie radzi z podwższaniem klimatu, co mądre głowy knują, żeby to obniżyć i o tym jak to nas wpływa! Tu roleczka z muzeum, a niżej fotka pod budką ze słynnymi rurkami!!! Oczywiście, że były pyszne! 🍹

no dobra, tak naprawdę kupiliśmy sześć, ale jedną zjedliśmy z Mieszkiem na spółkę, zanim doszliśmy do auta 😉

ziemia podobno sama „wypluwa” to co w niej leży

Znalazłam podkowę. Poszłam na spacer w nocy i znalazłam. W nocy, bo PO świetnym, choć  późnym czasowo, zebraniu w szkole. Btw. Mieszko ma przecudowną wychowawczynię. Jest pozytywna, zabawna, merytoryczna i atrakcyjna. Lubi ich i ma morze pomysłów. Jedyni uczniowie do których miała uwagi to Mieszko z kolegą, bo GADAJĄ na lekcji. I że na sprawdzianach, do których się nie przygotowali, malują dla niej obrazki i SERDUSZKA z prośbą o łagodne ocenianianie… Lecz planów na resztę roku szkolnego jest mnóstwo: będą robić rekonstrukcję na 3 maja, ale co lepsze pani postanowiła zabrać klasę na wycieczkę – NIE z biurem podróży. Przy tej okazji wyszło, że oni świetnie wiedzą, że 13-latkowie mogą sami podróżować koleją, a co więcej kolega Mieszka wybiera sie Łodzi (6 klasa), bo MA tam randkę. SAM. I na to hasło, wszyscy chcą już mieć dziewczynę w innym mieście, bo przecież będzie można do niej pojechać. Samemu, PKP, bo przecież 13 lat to taka nowa osiemnastka. Tacy są DOROŚLI.

Ale do podkowy… Wróciłam i poszłam z Bibs. I szłam przez takie zryte, błotniste pole, przez które zawsze idę po ciemku. Tym razem jednak światła od szkoły były za mocne i się raz po raz potykałam, więc zapaliłam latarkę w telefonie. I tak znalazłam podkowę. Tutaj koni nie było już bardzo wiele lat, więc znalezisko, które teraz sie odmacza by je oczyścić, bardzo antyczne!

Piątek! Plany na weekend mamy, dziś Łucja nocuje u Matiego, więc ja z resztą ekipy jedziemy załatwić jedną sprawę. Nastawiłam jaglankę, bo odkryłam, że mam jej DWA kilogramy, więc pierwsza porcja (na słodko) się robi. Mini porcja bo jak wiadomo jaglanka to konkretnie w gotowaniu rośnie!

Lutują (koty)

Ruszyłam tematy stomatologiczne! Rano byłam na ściąganiu kamienia i zrobiłam to na Fundusz. Pamiętajcie, że mamy taką furtkę i raz do roku może KAŻDY. Ja akurat zapisałam się do dość eleganckiej kliniki i było naprawdę profesjolnalnie (btw. nigdy wcześniej nie miałam tego zabiegu wykonanego tak starannie i bezboleśnie). Jestem bardzo zadowolona i chyba tam pójdę również z Mieszkiem! Jeśli chodzi o panny, byłam z Łucją na przeglądzie (w jeszcze innym miejscu), zrobili jej tam pantonogram, ale co najlepsze: podpisałam dokumenty i ona może sobie tam chodzić SAMA. I to jest DUŻE odciążenie! Dalsze wizyty będą u niej płatne, ale jak może podjechać SAMA, to do wakacji sobie podjedzie.

Rozwiązałam też umowę ze SkyShowtime i tak archiwizacyjnie zaznaczę, że BYŁY tam dobre filmy, więc może za czas jakiś znowu do nich wrócę. Najbardziej podobała mi się Annika, Tulsa King, Lioness i Poker Face. Bardzo dobrze zapowiadają się też Rabbit Hole i Yellowstone (obejrzałam po pilocie). Wykonałam również telefon na komisariat, bo jak wrócilliśmy z ferii w drzwiach miałam liścik od dzielnicowego z prośbą o kontakt (ale gość był cały tydzień na urlopie), lecz była to jakaś głupota, którą niepotrzebnie się stresowałam. Robi się krupnik, a za chwilę lecę na zebranie do… Mieszka! U Łucji mam za dwa tygodnie i tam muszę być, bo chyba będą mnie informować o zagrożeniu (matma). 🙄

A Miaustra ma nowego chłopaka!

Poste Italiana

Otoczyłam się biegunem północnym. Zaczęłam serialowo czwarty sezon Detektywywów (świetne, chociaż HBO dawkuje te odcinki), a aucie wygrzmiała mi Enklawa, czyli kryminał na Wyspach Owczych. Z audiobookami wyszło zabawnie, bo wzięłam w bibliotece jedną ksiażkę Remka Mroza, a drugi ten kryminał, a w domu doczytałam, że to też ON napisał, tyle, że pod pseudonimem (czyli pożyczyłam dwie ksiażki jednego autora). Dzień w zimie, na tym skrawku lądu na Atlantyku, trwa – PIĘĆ godzin. MAŁO, ale to i tak nic, bo w akcja Detektywów toczy się na kole podbiegunowym i tam OSTATNIE słońce zachodzi 17 grudnia. Potem zapada ciemność i wtedy wszystkim odbija.

U nas zima już chyba w odwodzie, a tak postwyjazdowo weszłam na mój telefoniczny rachunek i jest dobrze. Pilnowałam się, żeby nie zalogować się do netu nigdzie poza hotelem, albo do spota, który tworzyła Lilka udostępniając nam swój zasięg (bo przedpłaconą kartę Azercell zainstalowaliśmy na jej telefonie), LECZ raz odebrałam telefon. Bo dzwoniły trzy numery i one nie miały whatsupa. Rozmowa przychodząca trwała 30 sekund, kosztowała mnie 4,99, więc uważam, że wyszło bardzo dobrze, bo to jedyny dodatkowy koszt na rachunku. Z innych podróżniczych ciekawostek przyszły nasze kartki z Rzymu. Zrobiłam kiksa, bo nakleiliśmy znaczki włoskie, lecz wysłaliśmy z poczty Watykańskiej. Celowo, bo kojarzyłam, że oni jakieś niesamowite pieczątki dają, ale nie przyszło mi do głowy, że to jednak inne państwo i mają prawo nie uznać znaczka z INNEGO jednak kraju. Ogólnie więc byliśmy na etapie, że kartki nie doszły i NIE dojdą. Niemniej jednak krótko przed naszym wyjazdem do Azji pocztówki dostali wszyscy w Polsce – przyszły BEZ pieczątki, a wczoraj dotarła kartka do Niemiec, do Diabla. I to jest słuchajcie, mega, gdyż on dostał pocztówkę z Rzymu z pieczątką z… San Marino! To jest w końcu JESZCZE inne Państwo i na dodatek oddalone o 400 km!?

  • Synu, zjadłeś obiad w szkole? Bo w domu tylko pieczarkowa. Potem będą frytki i pieczone warzywa.
  • Nie.
  • DLACZEGO?
  • Bo walnęła mi to buraczki.
  • NIE mogłeś powiedzieć, że nie chcesz buraczków? Albo żeby dała Ci obok?
  • Ona nie słucha.
  • Mam pójść do szkoły porozmawiać, że Ty nie jadasz warzyw??? Dobra, zrobię też szarlotkę…