Dzień zrywu porządkowego

Jakoś TAK się rano ZERWAŁAM i ruszyłam z odkurzaczem! Po drodze wpadł spacer z Bibs (przepięknie jest na polach!), a potem z Lilką nastawiłyśmy jaglankę. Btw. Bibi wiosennie ma już na sobie ZAPACH BŁOTA (fatalne)… Później chwilę dłubałam przy dwóch swetrach, które się strasznie zmechaciły i golarka nie ogarnia tych sfilcowanych kulek, a potem pojechaliśmy do dziadków. U dziadków mieliśmy spór o CPK (ja jestem za, dziadki przeciw), a potem o studia etnograficzne, które to 10 miesięcy temu, uznałam za te, które powinnam była te 30 lat temu zacząć. I NIKT mi nie powiedział, że takie są, bo moja wiedza kończyła się na archeologii, a tak naprawdę najbardziej interesują mnie ludzie i ich tradycje. Nie chcę ich naprawiać (psycholog), lecz rejestrować i NIE – NIE rozpocznę kolejnych studiów 👩‍🎓  Spory oczywiście nie były jakoś specjalnie burzliwe, ale z tego wszystkiego zapomniałam od nich zabrać rower Łucji. Mój serwis rowerowy przysłał mi esemesa, że do końca lutego mają tańsze przeglądy i chcemy wyrychtować pannie rower. Jej się marzy czerwony, ale zaczniemy od strony technicznej a potem będziemy kombinować czy da się go jakoś przemalować? Ach, no i tak wiosennie Miaustra wyżarła kiełkujące tulipany. Kocicę nie kuszą żadne trawki, lecz traci kontrole przy tulipanach, więc rok w rok zanim zakwitną je przygryza. Nawet chciałam ostatnio kupić do domu, lecz musiałabyn potem przy nich stać by ich nie… zagryzła…

W podgrupach

Łucja dziś była cały dzień u Matiego (bo wczoraj nie mogli się spotkać, bo on ratował swojego kota), Mieszko miał urodziny kumpla (więc tylko rano, po moim bieganiu, podjechaliśmy po prezent), więc ja z Lilką udałyśmy się na lodowisko! Chwilę nie jeździłam… Dwa lata na 100%, ale może nawet trzy? Bo przez parę lat lodowiska nie było, bo pandemia… Łyżwy mam tępe, ale się nadały! Tu macie roleczkę, a niżej foteczkę! Lodowiska to czynne są do 1-go marca, więc jeżeli tak jak ja DAWNO nie jeździliście, to teraz dobry czas. Pusto, muzyka gra i nawet nie czuć tam tej wszechobecnej chlapy!

Loki Lilki widać?

kurz, zmarszczki, smugi i wystające nitki

  • Nie mów, że to siódma! – wykrzyknął Mieszko rano, gdy zaczęłam podnosić mu roletę.
  • Siódma dwadzieścia. Wstawaj, bo się spóźnisz. Za pięć minut na dole jajecznica.
  • Czemu jest tak jasno?!
  • Wiosna. Wiem, za jasno.

Tak sobie myślę, że to nasze krytyczne spojrzenie na rzeczywistość, które nas ogarnia na wiosnę, to przez światło. Jest takie mocne, że po okresie półmroku wszystko obnaża. Dom wydaje nam się brudny i zakurzony, ubrania stare, znoszone i zmechacone a włosy sianowate. Podobno przedwiośnie to najbardziej wymagający okres w roku, więc zaufajmy sobie, że WCALE nie nas otacza katastrofa oraz WCALE nie zrobiliśmy się pomarszczeni, lecz po prostu zrobiło się JASNO. ⛅️

Dziś miałam z Lilką rezonans. Wyniki za dwa tygodnie, lecz to ostatnie badanie ze zleconych przez neurologa. Był psycholog, EEG i endokrynolog. Ogólnie to chodziło o znalezienie powodu, dlaczego panna czasem mdleje i wszystko wygląda na to, że to absolutnie zwyczajne zaburzenie związane z dojrzewaniem. Odkąd weszła melatonina panna dużo lepiej śpi i samo to bardzo wiele poprawiło. Po południu za to panny spotkały się na lunchu i przysłały mi kubek z lodem. TAK im gorąco!

zmutowana KARROTA

BARDZO lubię takie niesymetryczne warzywka 😀

Pojechałam dziś do mojej starej pracy. Miałam coś tam do odebrania i mogli mi to przysłać pocztą, albo mogłam podjechać. Panny powiedziały: Niech przyślą. Nie jedź tam. One wiedzą, że to była emocjonalna kobyła, nie przerobiony problem i coś co mnie nieustannie paraliżuje. Ale zapytałam Diabla i on powiedział: Jedź. Po prostu jedź. Nie wymyślaj. Jesteś kilka etapów dalej. I pojechałam. I było okej. Spotkałam całą masę moich uczniów, którzy mnie pamiętają, chociaż dwa lata dla dziecka to wieczność i wszyscy się mnie pytali, czy przyjechałam ich znowu uczyć. Nie, nie, nie, ale było to miłe. Miałam takie myślenie, że gdyby mnie ktoś o to pytał KIEDYŚ to musiałabym powiedzieć, że to było piekło i mam nadzieję, że to tylko ja tak źle trafiłam i że ten okres TAM cały czas przepracowuję, ale po dziś moja refleksja jest lepsza. Był taki epizod. Nie sprawdziłam się, ale był.

Czwartek. W nawiązaniu do wczorajszych Walentynek laury zgarnęły te zrobione pod serial 1670. Mi on jakoś nie leży, ale wszyscy, których znam są pełni zachwytu do tej produkcji. No a kartki 🏹 rzeczywiście świetne!

❤️ 🧡 💛 💚

  • Nie ma Pani żadnych kwiatów ani czekoladek? Proszę przynajmniej czekoladki sobie kupić! Przy wejściu były takie na promocji – zagadała do mnie babka przy kasie samoobsługowej obok. Rano odwiozłam panny i wskoczyłam do L po karmę dla zwierzaków.
  • Mam lody!
  • Ooo, nie zauważyłam. Dobre?
  • Nie mam pojęcia. Wysłałam dzieciom zdjęcie tego co jest i kazały mi kupić właśnie te.
  • Może ja też powinnam? Co mi z wąchania kwiatków?

Mam z tymi Walentynkami problem… Ogólnie tak jak każde możliwe święto oczywiście obchodzimy, ale z drugiej strony odczuwam czasem pewien deficyt. Ale nie wydaje mi się, by mogło być inaczej. Mój plan dnia/tygodnia, a nawet miesiąca jest tak wypełniony, że gdyby ktoś się pojawił, to by mnie to przeraziło (tak serio, bez kokieterii). TERAZ każda godzina jest zajęta. Zaczynamy wcześnie, po drodze są punkty obowiązkowe, obiad, pies (i psie spacery to mój ruch i z tego nie zrezygnuję), odebranie dziewczyn, szybkie porządki, lekcje i spanie jak zwykle za późno i za krótko.

Absolutnie jestem zachwycona naszym obecnym życiem, lubię nasze plany i rozmach, ale człowiek to taka maruda, że zawsze gdyba, a może można by mieć w życiu więcej? Nie potrzebują nikogo do realizacji moich życiowych fantazji, lecz zazdroszczę tym, którzy mają na KOGO zwalić problemy. Omówić coś co nas czasem frustruje, albo powiedzieć komuś „zrób z tym coś”. Zazdroszczę beztroski, jaką widzę czasem u kobiet, które otwarcie mówią, że przecież nie one będą się tym zajmować, zazdroszczę tego, że ktoś może się rozchorować i zazdroszczę finansowego luzu. I mam takie frustrujące myśli, że będę wiecznym singlem. A potem znowu racjonalnie to rozkładam i tak jak napisałam wyżej, nie mam pojęcia KIEDY ktoś mógłby się zmieścić z moim dniu.

Nie dotyczy mnie dziś walka o stolik w knajpie, albo zdobywanie ostatniego miejsca na seans maraton filmów romantycznych, chociaż to, że niektóre kina mają dziś pop-corn o smaku truskawkowych brzmi kusząco. Ogólnie wolę cheddarowy, ale słony karmel był w porządku, więc może i taka truskawka byłaby smaczna? Przyjechałam sobie za to do pracy, dostałam czekoladki, a zaraz zrobię sobie kawusię. I w ten płynny sposób przeszliśmy do puenty, że w Walentyki kochajmy też, albo przede wszystkim, SIEBIE!

takie różyczki z żelków Łucja zrobiła dla Matiego. Zapakowała to potem jak bukiet kwiatów w czerwony papier i zaniosła mu do szkołyc (techonologię podpatrzyła na TikTok)

zapiaszczone szczęście

  • Z kim bym nie gadała, to wszyscy narzakają na błoto. Nie pamiętam takiej zimy, kiedy bym tyle chodziła w kaloszach – powiedziałam do znajomej na spacerze z psami.
  • Już lepszy byłby mróz. Albo nawet wiatr.
  • Dokładnie. Najgorzej, że w ogródku też takie bagno. Bibi co chwila chce wychodzić, a potem te brudne łapki są wszędzie.
  • Loki nie wypuszczamy, żeby nie sikała, bo tam potem się dzieci bawią.
  • Słusznie. Żałuję, że tego nie dopilnowałam… Jeszcze te plamy z psiego moczu odbarwiają trawę.
  • Żółta sie robi. A potem trzeba kombinować czym ją nawieźć…
  • Tak, tak… Ale czasem z nocy jak ona musi to mi sie nie chce i się przyzwyczaiła…
  • U nas śpią w nocy. Tak jak my. I kot i pies. W weekend to nawet do 10-tej. Jak my.

Opowiedziałam to Łucji, że nawet sobie zwierząt nie wychowałam i jak niektórzy mają wspaniale bez tych nocnych pobudek i mnie pocieszyła:

  • Przecież to tak jak opowieści o dzieciach! Każdy opowiada, że jego jest najlepszy. Nie wierz w to!

Panna była dziś strasznie zmęczona rano (obudziła się w nocy) i normalnie bym ją zatrzymała w domu, ale po wczorajszym zebraniu, gdzie tyle było o tym, że odpuszczają i chodzą w kratkę, poleciłam iść. Wielu rodziców robi tak jak ja… Mamy świadomość, że to wszystko jest przeładowane i nikt jest tak przeładowany jak licealiści, więc czasem mogą NIE iść. Łucja ma 81% obecności, Mati 90 i problem robi się od 70. Przy 60 jest już problem z zaliczeniem. Niemniej jednak nie będę zmieniała zasad, tym bardziej, że nie opuszcza sprawdzianów. Wiedzę zresztą, że i u Mieszka w szkole rodzice tak robią, czyli może wszyscy mamy wrażenie, że za dużo tego wszystkiego?

miłosny tydzień

Bo są Walentynki! Które jak wiadomo obchodzi u nas… Łucja, która już wykonała dla ukochanego PIERWSZĄ Walentynkę… 💕Poza tym znowu mamy w planach dużo, więc jest napinka. ALE pierwsza atrakcja, czyli zebranie u Łucji, już za mną. Panna ma jedynkę z matmy na semestr, a rodzice zagrożonych muszą się zawsze stawić, by być poinformowani. Nie martwimy się tym, u niej w szkole, jedynkami żonglują grubo, gdyż w jej klasie jest 56 jedynek. Uczniów jest 30-stu, czyli pomijając czterech uczniów, którzy NIE mają żadnej, każdy ma ma kilka. Łucja z Matim z samotymi jedynkami z matmy NIE są więc przypadkiem tragicznym, więc mogłyśmy z jego mamą zmyć się wcześniej, bo wychowawczyni chciała porozmawiać z tą większą i liczniejszą grupą, która najprawdopodbniej nie zostanie dopuszczona do matury (i to akurat słabe).

Mapa marzeń

Zorientowałam się, że wiele osób na Nowy Rok zrobiło mapę marzeń. Podobno „zetki” robią z tego kolaże i wstawiają na pinteresta… Są tam zdjęcia miejsc, które chcą zobaczyć i czynności, które chcą zrobić (szydełkowy koc albo skok ze spadochronem). Znam osobę, która w centrum swojej mapy umieściła koguta i takie zwierza spotkała na drodze na początku stycznia. Zachciało się więc i mi zrobić taką mapę. Podczepić ideę pod początek Chińskiego Nowego Roku i udawać, że tak miało być. Lecz nie zdążyłam, a jak zacznie się poniedziałek to zupełnie czasu nie będzie… Zostanę więc przy tych jawnych planach co to były w postanowieniach noworocznych i tych ukrytych co to nawet dzieciom ich nie wychlapałam. Kiedyś to zrobimy. Siądziemy z technicznymi kartkami i flamastrami i każdy zapisze sobie CO by chciał. Nie po to, żeby pokazać innym, lecz by ośmielić się nazwać pewne marzenia!

Tymczasem świętowania Chińskiego Nowego Roku ciąg dalszy! Dziś spotkaliśmy się z dziadkami na obiedzie w naszej ulubionej chińskiej knajpie. Miejsce rezerwowałam jeszcze w poniedziałek i pierwsze co usłyszeliśmy po wejściu to: Czy mają Państwo rezerwację? Tu roleczka, do której śpiewa przecudowna Teresa Tang, a niżej fotki. Mieszko, jak widać, po nocowance wymemłany i niedospany, ale do JUTRA sie zregneruje! Ja jak widać mam WIELKI puchaty kołnierz… Jak przywoływać bogactwo to po całości! 🤌😺

idylla ze smokiem w tle

Pojechaliśmy dziś na wystawę. A właściwie nawet DWIE, które miałam na liście. Pierwsza dotyczyła Bruno Barbeya, czyli francuskiego fotografa, który był królem reportaży. W epoce gdy dominowały zdjęcia monochromatyczne w tym gatunku, on wprowadził kolor. Dużo jest teraz dyskusji o tym, czy fotograf ma prawo być bierny, bo przecież gdy widzi zło mógłby zareagować. Ale mówi się też o tym, że w epoce przeestetyzowanych zdjęć szukamy niepodkoloryzowanej prawdy i obraz skupia uwagę szyciej niż tekst.

Tematem drugiej była Arkadia. Mitologiczna kraina, w której kiedyś królowali fauni, nimfy i piękni pastuszkowie. Rajski świat wiecznej młodości, swobodnej erotyki i błogiego szczęścia. Obrazek, który przewija sie się od stuleci. Wizją idealnego kraju kusiły propaganowe plakaty PRL, Edeńskie wspólnoty próbowali tworzyć hipisi, a idylicznych oaz nie brakuje TAKŻE w ofertach biur podróży. Obie wystawy świetne, zdecydowanie do ułożenia w głowie, a by wynagrodzić CZWÓRCE moich dzieci (bo z Matim) trudy kulturalne zamknęliśmy wyprawę posiłkiem w China Town (tu roleczka)! Tłumy straszne, do każdej knajpy duuża kolejka – świętują wszyscy, a u nas wczoraj słychać było wystrzały! Legenda głosi, że fajerwerkami odstraszono potwora, który miał na imię ROK… Wkleję Wam kolekcję zebranych w ubiegłym roku królików, więc teraz chyba czas na SMOKI?

Królik babeczka do kąpieli z Lusha, Rok Królika z Lego oraz ceramiczny królik zrobiony jakoś rok temu przez Lilkę

Btw. rozpoczęłam na nowo naszą przygodę z Amazonem. Oni są kochani, bo weszłam z powrotem na mój profil, na którym mnie nie było 4 miesiące, a oni znowu mi dali miesiąc za friko. Dziś z pannami będziemy oglądać Saliburn, bo Mieszko nocuje u kolegi. Uwaga: będą oglądać Fame MMA [????].

🐉Smoka!

Zaczynamy Chiński Nowy Rok! Zgodnie z kalendarzem lunarnym najbliższe 12 miesięcy to Rok Drewnianego Smoka i ma to być rok dobry! I właściwie to niech taki będzie! Od dziś, przez 15 dni państwo środka będzie świętować, a i my zamierzamy to obchodzić. 🍜 Chińczycy jedzą teraz pierożki, kaczkę (na szczęście), makaron (na długowieczność), sałatę (na zdrowie) i ciasteczka (jako nagrodę). Odwiedzają rodziny, noszą czerwoną odzież i obdarowują się pomarańczami (na szczęście). Strzelają fajerwerki, a ucztowanie trwa! Wyciągnęłam ozdoby (znalazłam je przy okazji letnich porządków na strychu i WTEDY umieściłam je w specjalnym kartonie) więc kolorowo mamy i my. Jest lampion i karteczki na oknach 🤩

Męczący był ten tydzień, ale może takie właśnie muszą być końce roku? Btw. Mieszko się przyznał wczoraj do 9 pączków, nie licząc szkolnych wypieków. W sumie było ich 20-dzieścia. Dziadki przywiozły 10, a reszta jakoś dochodziła… Czy mamy dość? Ależ skąd!