-Fragment konstytucji jednej z dzielnic Wilna, przez którą płynie rzeka Wilejka
Marzec to taka dziwna pora roku, kiedy nie wiadomo jak tu się rozerwać. Zimno, szaro, ale dobrze się JEDNAK-JAKOŚ sprężyć bo od kwietnia ceny już szybują do góry na sezon letni. Przyszedł mi do głowy Dzień Patryka, ale w Dublinie ceny noclegów w tych dniach są absurdalne, zresztą jakkoś tak mi się kojarzy, że to raj dla piwoszy, a to NIE my. Potem sprawdziłam coś tam jeszcze, ale wymagało to większych trudności logistycznych (może kiedyś), a potem przypomniały mi się Kaziuki. Kaziuki na bucket liście miałam od dawna, ale przez to, że wypadają na przednówku, ciągle sie przesuwały. Kaziuki to litewskie powitanie wiosny, a jednocześnie największe święto odbyjące sie na Wileńszczyźnie. To rocznica kanononizacji Kazimierza Jagiellończyka (święto obchodzone jest od 1602 roku), która przeradziła się w trwający wiele dni Jarmark i odpust. Jest mnóstwo muzyki, parada, morze jadła (fakt, jest trochę zimno) i nieskoczona ilość straganów z rękodziełem. Klasycznym elementem jest Wileńska palma, Wileński piernik i obwarzanki (dziś na śniadanie poszliśmy na bajgle). Palmę z główek MAKU (ekscytujące, bo to jest właściwie nie do dostania ze względu na walkę z producentami opium) oraz piernik w kształcie serca mamy! Piernikowe serca mamy nawet dwa, bo przecież wieziemy jedno Matiemu! Mnóstwo było tam Polaków. Stanowiliśmy jeśli nie 70% to conajmniej 60% wszystkich ludzi na ulicach. Krążyliśmy pomiędzy przyprawami, miodami i wędlinami. Luzem i grupach wycieczkowych. Z przewodnikami i nawołując się z każdej strony. Kuchnia litewska jest dość ciężka, ale to dobra kuchnia na taką pogodę. Jak wchodziliśmy gdzieś zjeść cepeliny, groch zapieczony z boczkiem, czy racuchy, to potem nawet się tak nie marzło! Udało nam się też wejść do kilku świątyń, do których ostatnim razem nie weszliśmy (w tym do kaplicy Ostrobramskiej). Śmiesznie bo w tym roku obchody zbiegły się z Dniem Kobiet, który jak wiadomo w Rosji obchodzony jest hucznie i w ten piątek wszystkie kobiety miały kwiaty lub bukiety i z Maslienicą, czyli prawosławnymi ostatkami, które zaczynają się 11-go marca. Fotki jutro, bo do domu dotrzemy późno i pewnie dotrę do nich dopiero w poniedziałek, ale tu macie kolejną roleczkę, a niżej przedwyjazdowe fotki z dworca:














