szesnaście lat temu

Każdego dnia dostaję od Lilki pstryk, że robię coś nie tak i WSZYSTKO to moja wina. A na dodatek jest mi regularnie wytykane, że ja nigdy nie miałam tak trudno jak ona. I rzeczywiście dzisiejsza jubilatka ze wszystkim walczy i wszystko idzie inaczej niż sobie zaplanowała. Pod górkę mamy z jej cerą i nie pomaga to, że ani ja, ani Diabli takich problemów nie mieliśmy (bo my tego nie rozumiemy), trudne są relacje rówieśnicze a morze niesprawiedliwości to jej rodzeństwo. Absolutnie żaden fizyczny parametr nie spełnił jej oczekiwań. Jest niższa niż by chciała być, nie jest wystarczająća gładka, oczy są dziwne, a twarz jest zbyt okrągła. Jest po środku, równa się z każdym i zawsze ocenia się okrutnie. Czuje się niepewnie, do szkoły nosi wyłącznie jedne sztruksy, a gdy ostatnio wrzuciłam je do pralki stanęłam przed wyborem: albo wysuszę na jutro, albo kolejnego dnia nie wyjdzie z domu. Jest zdolna. W klasie ma opinię kujona i przeświadczenie, że jest najlepsza jest tak wielkie, że ostatnio cała klasa ściągała od niej na informatyce. Gość, który siedział obok podawał wyniki reszcie. Baa, oburzył się na to jego kumpel, że on ma też dobrze i można ściągąć od niego, ale usłyszał, że ONA na pewno ma lepiej!

Jest moim największym domowym pomocnikiem. Zawsze pomaga mi w kuchni, tworzy smaki i potrawy. Nie boi się konsystencji, nie brzydzi się mięsem, zwierzęcą karmą i surowym jajkiem. Jest nauczycielem i bezwględnym krytykiem moich treści na Instagramie. „Robisz postępy, ale tu powinnaś była zwolnić” „Muzyka lepsza niż ostatnio, ale napis powinien mieć inną czcionkę”. Jest również koło mnie najbardziej ze wszystkich dzieci. Jak była w moim brzuchu i jakieś takie było zaskoczenie, że jak to? Druga dziewczynka? to postanowiłam, że ona będzie moja. Moja i tylko moja. I przekornie to mam. Ciężar tej bitwy leży na mnie i tylko na mnie. Dla innych jest miła, gładka i małomówna, za to ja dostaję tornado.

Miałam ostatnio taką akcje u dziadków, że pomyślałam, że mój tata jest bardzo trudny. Niesprawiedliwy, osądzający oraz głuchy na pomoc i zdanie innych. I że nikt na zewnątrz tego nie widzi. Potem przyszło mi do głowy, że dużo jego cech mam ja i chociaż ja tego nie czuję, to TO mi w życiu wytykano. Te oczekiwania i ambicje, którymi otaczam innych ludzi rozwaliły wszystkie moje związki. I ten rys charakteru ma też Lilka. Świętowanie zaczynamy w weekend (wieczorem jedziemy na degustację tortów), a dziś pokażę Wam magnesy! Magnesy zrobiła Lilka ze mną (bazą są takie powycinane drewienka z Actiona), a są na kiermasz do szkoły Mieszka. Młody zgłosił się do obsługi wydarzenia, a jego wyroby i aktywność dadzą mu jakieś wolontaryjne punkty!

dzień bez chwili wolnego

Słabo czuję tego Linkedina. Ale wszyscy grzmią, że to największa sieć cooworkingowa na świecie, więc zapisałam się na szkolenie! Cały czas kluczem do zrozumienia platformy jest czas. Trzeba siąść, zacząć się tym „bawić” i nie wiem kiedy to nastąpi, lecz kolejna porcja niepotrzebnej wiedzy ubiła mi się dziś w głowie. Było fajnie, dostałam jakąś torbę gratisów (konkretną, bo jest tam np. mysz game-rska), no a zresztą miło się czasem trochę czegoś pouczyć 🙂

  • Mieszko, jak Ci minął dzień?
  • Dobrze. Dostałem piątkę z matematyki ze sprawdzianu.
  • Dlaczego nie szóstkę?
  • Bo musiałbym zrobić zadanie dodatkowe.
  • Były trudne?
  • Nie, ale to kujonki robią.
  • Co jest nie tak w byciu kujonkiem? Ktoś dostał szóstkę?
  • Szymek.
  • Jego mama jest pewnie bardzo z niego dumna.
  • On jest jedynakiem więc i tak jest dumna. – [???]

śnieżna wiosna

Ciągle sypie, a tymczasem zaczął sie kolejny tydzień. W czwartek Dzień Wagarowicza, lecz jak tu się wiosennie zrywać ze szkoły w taką pogodę?? Wagary na lepienie bałwana?! Poza tym będę miała większy kocioł w robocie, a jutro mam jakieś zewnętrzne szkolenie. Może domowo sprężymy się do robienia kartek Wielkanocnych, bo za dwa tygodnie święta? Fajnie gdybym się zabrała też za pit-a… Na polach pełno bazi, wiec na kolejny spacer z Bibs zabieram sekator. No i robię dziś masełko z czosnkiem!

  • Wiesz mamo, wydaje mi się, że umiejętność tańczenia u mężczyzny jest zupełnie nieistotna.
  • Ależ co Ty mówisz, Liliana! Tańczący mężczyzna to potęga!
  • Nie…
  • W takim razie rzucam na Ciebie klątwę, że Twój mąż będzie królem parkietu!
  • Nie, nie, NIEEE.
  • Za późno. Stało się. Podziękujesz mi za 20 lat.

Północna odmiana znanego

Jedna babeczka, którą obserwuję na Insta obchodziła ostatnio swoje urodziny (cudowna i wzruszająca jest jej rocznicowa rolka). Wczesne takie 38 urodziny, ale z tej okazji, przypomniała coś bardzo mądrego i ważnego. Że obchodzenie urodzin to nie jest tylko ta cyfra, którą akurat zapalamy na torcie, ale to jest to też obchodzenie wszystkich wcześniejszych. Bo mając 38, masz też 37 i 36 i 18 z całą tą pulą doświaczeń, mądrości ale też głupot, które nas tworzą. Bardzo to ładne i tłumaczy tę mądrość i jasnowidztwo, jakie przychodzi z wiekiem. Jakby nie było w ubiegłym tygodniu babci minęła kolejna rocznica i zgodziła się, żeby przywieźć jej ulubiony bezowy torcik i nie przegapić tej daty! Marzec jest u nas zawsze imprezowy, bo w przyszłym tygodniu świętowanie zaczyna Lilka, więc rozpoczęliśmy sezon na torciki!

Niedziela wieczór to lekcje. Pada śnieg (w marcu jak w garncu), Łucja czyta Granicę Nałkowskiej, co to ją ma na jutro, Mieszko gra, a Lilka się uczy. Dziadki dostały kartkę ze Szwecji od kuzynki Krzycha. I tam na znaczkach mają BIBI!

Strach zabija duszę ⏳

-Duna

Och, w końcu dotarliśmy na film! Te spojlery z każdej strony dopadały nas nawet na Litwie, gdzie ze słupów spoglądały na nas oczy młodego Harkonnena… Wzięłam czwórkę moich dzieci (bo z Matim), kupiłam pop-corn i obejrzeliśmy! Łucja przypomniała sobie pierwszą część dzisiaj rano i powiem Wam, że mistrzowsko to wszystko wygląda. MI się podobało bardzo (dzieciom nie WIEM, bo doprowadziły mnie do szału i nie rozmawiam aktualnie z nimi). Btw. Bene Gesserit, które plotą rody („linia krwi zabezpieczona”), to jakiś mega wątek, ale do 2027 (wtedy premiera trójki) trzeba będzie jakoś zaczekać… 😭

Książkownia do gniazdek

  • Łuczku, co Ci tak ładnie gra?
  • La Femme. To jest to co mi kiedyś kazałaś shazzamować.
  • I cały czas mi się podoba!
  • Nie jesteśmy takie zupełnie różne.
  • Nie, nie, nie! NIE jesteśmy różne! Czy Ty masz trzecią część Mrocznych Umysłów?
  • Nie. ALE skoro mówimy o książkach, czy mogę dostać kolejny podręcznik z matematyki?
  • W sensie, że skończyliście którąś część i potrzebujesz kolejną?
  • Tak. I z rosyjskiego tak samo.
  • To w przyszłym tygodniu. Chyba, że chcesz od Zajączka matematykę?
  • NIE.

Jak przeglądam co było najwyżej ocenianymi książkami w ubiegłym roku to widzę, że trafiłam. I Babel był super, i Schronisko i Zanim wystygnie kawa. Książki od Zajączka pewnie skończą jako książki wakacyjno-wyjazdowe, ale i tak to dobry moment na uzupełnienie biblioteki. Tym razem dojdzie pięć. Wyjątkowo nie ma nic dla Mieszka, bo on w Wilnie rozpoczął Egipcjanina i pomijając mangi, które ogarnia sobie sam, literatury czekającej na otwarcie ma DUŻO. Po Zmierzchu to kontynuacja sagi, której fanką jest Łucja i panna najstarsza dostanie również kobylastego (600 stron) Demona, czyli wiktoriańskiego Charlesa Dickensa w realich współczesnego amerykańskiego Południa. Tej samej autorki jest Odyseja, którą wzięłam dla siebie (bo lekko uszkodzony egzemplarz był AKURAT w outlecie😸). Dla Lilki będzie reklamowna wszędzie Bezsilna (kolejny typ Igrzysk Śmierci, tylko bardziej fantasy) oraz Kronika Dziwnych Bestii (urban fantasy)- plasujący się wysoko w rankingach hitów 2023.

Zasadzę nowe!

Wyszłam do ogródka i widzę, że IDZIE czosnek niedźwiedzi! Z ziemi wystają już 6-7 centymetrowe listki i jakby więcej ich było niż rok temu? Bardzo mnie to cieszy, bo człowiek tak jedzeniowo nie zrealizowany… Chociaż dziś do szkoły Mieszko wziął ciasto bananowe (znowu gotują kolorami i jego ekipa wylosowała żółty kolor) i pani chce przepis! Wysłałam screena wiadomości od młodego do Lilki, bo to ona wszystko wczoraj mieszała, a to jak zwykle była improwizacja!

No i coraz bliżej Wielkanoc, co mi przypomniało, że może i duże te moje dzieci, ale coś ten Zajączek mógłby im przynieść? Tylko, że co takie wielkie konie mogą potrzebować? Książkę i ciuszek? Chyba najbezpieczniej? A kiedy to te porządki zaczynać? Może zacznę od kupienia cebulek i zrobienia porządku w donicy przed domem. Dziś rano na spacerze z Bibs spotkałam znajomą, która zasadziła już bratki. Ale wiesz, że jeszcze będą mrozy? – zapytałam. Trudno – powiedziała – Zasadzę kolejne!

Foteczka z wyjazdu. Jadąc pociągiem przejeżdża się przez Kowno, które kiedyś było miastem granicznym pomiędzy Polską a Litwą:

  • Synu, jak minęły rekolekcje?
  • Dobrze.
  • Jak ten nasz nowy kościół?
  • To kaplica.
  • Ojej, jaki Ty dokładny jesteś! Wiem, że kaplica.
  • Normalnie. Piotrek się pobił z Bartusiem.
  • Piotrek S czy Piotrek G?
  • Piotrek G, ale nie widziałem tego bo poszedłem z Beniem do toalety.
  • A dlaczego z Beniem?
  • Bo on jest ministrantem i wiedział, gdzie jest toaleta.

Tam gdzie tafla najspokojniejsza, dno znajduje się najgłębiej.

-„Świt, który nie nadejdzie”, Remek Mróz

  • Matko… – zaburczał młody około osiemnastej…
  • Mieszko, jeżeli znowu będziesz się mnie pytał o jedzenie to w końcu przestanę Ci odpowiadać.
  • Ale obiad był dawno temu.
  • Nie, NIE był dawno temu. Co mnie widzisz to myślisz o jedzeniu! Mam wrażenie, że jeżeli zamieniłbyś się w zombie to byś mnie zeżarł.
  • Może być jajeczniczka. Z salami.

Miałam dziś zabawnego ucznia z klasy maturalnej. Na początku mi powiedział, że nic nie potrafi, ale jak zaczęłam go ciągnąć to okazało się, że jednak coś wie. I dostał zadanie, że ma przekonać swoją mamę do mieszkania na wsi? Powiedział mi, że bez problemu by ją namówił mówiąc jej, że będą razem chodzić do lasu zbierać jagody 😎Tacy właśnie są ci synkowie!

Młody tymczasem rozliczył się z kolegami, bo on z Litwy przywiózł dla nich zamówienia… Otóż w tej Pribałtice (w Rydze też tak było) są w sklepach produkty, których nie powinno być w Europie. Diet Cola, specyficzne smaki Prime-a czy czekolada Mr Beasta. Nie wiem dlaczego. Czy to dlatego, że to małe kraje i one inaczej zamawiają produkty spoza Unii, czy to resztki z kontyngentu Nato, który wpada na lokalny rynek (?), ale w regularnej sprzedaży zdarzają się produkty, które oni znają z Tik-Toka. Tak więc blond tytan biznesu wrzuca fotki ze sklepów na grupę klasową i zaczyna się targ…

Gruszkotka

Obserwuję na insta jednego gościa, który podróżuje. Nazywa się Jandrzeusz i pomysł Azerbejdżanu zaczął się od niego. To młody człowiek, który był związany z jednym biurem podróży, które znam (chyba cały czas zresztą jest), a parę miesięcy temu rozpoczął roczną podróż. I tak jeździ z miejsca w miejsce i robi dużo niezwykłych rzeczy. Owszem, ma już taką skazę, że jest przebodźcowany i wiele go nuży. Podróż łodzią spokojnym dopływem tropikalnej rzeczy to trochę mało, więc dociera nią do wioski na Filipinach, gdzie swój zawód wykonuje najstarsza tatuatorka na świecie.

A teraz inny widoczek: jechaliśmy sobie z dworca taksówką. Bo noc, bo na Dzień Kobiet Uber miał specjalne zniżki i bo możemy. I nasz kierowca miał nawigację, która mówiła do niego po rosyjsku i poprowadziła go źle. Zrobiliśmy jakąś straszną pętlę i gdy wróciliśmy na tę drogę, którą miał jechać, nie wytrzymałam i powiedziałam, że nawigacja źle go poprowadziała i tak rozpoczęła się nasza rozmowa. Gość powiedział, że jest z samego „ada”, czyli piekła, bo mieszkali tuż przy granicy gdy zaczęła się wojna, że ma dwa wyższe tytuły, był wice szefem w kopalni i, że mieli za co uciekać. Że na granicy celnicy kazali im zapłacić 4 euro za każdy kilogram wagi ich majątku, a jako, że mieli dwa auta to wyliczyli im 4 tysiące euro. I że cały czas coś im zostało i mogli by kupić mieszkanie, bo ich stać, a wynajem to jest tysiąc miesięcznie, lecz boją się, że wojna dotrze i tu i będą musieli uciekać dalej. I strasznie mnie ta historia poruszyła, bo minęły dwa lata, a oni ciągle się boją, a my po prostu się znieczuliliśmy. Myśląc o wojnie przyszedł mi do głowy txt z filmu Nope (na Amazonie, o kosmitach), gdzie brat pyta wygadana siostrę: Czy jest jakieś słowo, które opisuje zły cud? Coś czego nikt się nie spodziewał, ale jest złe? Ona chwilę myśli i odpowiada mu: Nie ma takiego słowa.

Te dwie historie nałożyły właściwie w tym samym czasie, bo filmik tego gościa z szałasu, gdzie tatuuje sobie nogę (i czad opcja, i ma do tego prawo) włączyłam sobie w tej taksówce, by powstrzymać się od komentowania, że kierowca źle jedzie (i tak chwilę później nie wytrzymałam i to powiedziałam). Świat jest różnorodny, pełen złych i dobrych cudów i tak się przełączamy z tematu w temat, ale widzicie sami, że to wszystko jest nie do objęcia!

Wtorek i nasza mikro-skala: Byłam na rynku, LECZ zapomniałam do auta wstawić sobie wózeczek, więc zakupy zrobiłam MAŁE. Niemniej jednak włączyłam już zupę, mamy gruszki, z których ostatnio robimy gruszkotkę, czyli szarlotkę, lecz z gruszkami! Mieszko dziś do szkoły pojechał na rowerze, czeka na mnie prasowanie, jutro powinnam zrobić większe zakupy obejmujące chemię domową, bo mi się płyny do prania pokończyły. Fotki z wyjazdu w ilości symbolicznej:

przyprawy – też doszły, bo to były większe opakowania, a nam jednak schodzą
Basturma- to Armeński smakołyk, który kupiliśmy dla dziadków. Gość na miejscu kroił i paczkował i ten punkt był oblegany przez turystów z Japonii

Kaziuki

Fotki! Na początek św. Kazimierz. Jego atrybutem (po tym rozpoznacie go na obrazach) były białe lilie! Niżej macie pieczenie sękacza, robienie szaszłyków i mnóstwo straganów. Wileńska palma jest inna od Kurpiowskiej, bo nie zawiera kwiatów z bibuły, lecz zboża, zioła i suszone kwiaty!

To jeden z Wileńskich Food Courtów. Wielka hala, podobna do tej, jakie były w Rydze.
ten obraz nam się podobał
pod pomnikiem Mickiewicza wycieczki z Polski robią sobie zdjęcia
nie zabrakło też zaułka targu ze starociami i reliktami po ZSRR
Ta rzeźba była troche creepy. Kobieta płynąca w Wilejce, ale jak to Lilka powiedziała: Gdybym wpadła to bym przynajmniej miała kogo się złapać 🙂
Nad Wilejką. Widzicie jak płynie do nas KACZKA? To jednak piękne ptaki!
A to było tez w Azerbejdżanie. Sprasowany sok z owoców. MAMY. Wybraliśmy gruszkę.
to w food courcie panie zamówił sobie koktajle 🙂
Wileńskie pierniczki
to były jakieś odpustowe hity. długie cukierki zawinięte w papierki. Nawet metrowe!
Makowa palma!
Zakręconą frytkę znają wszyscy, ale tam była naprawdę pyszna. Chrupiąca i mało tłusta. Może to NIE ziemniak a pora roku? Może latem nad morzem jest po prostu za ciepło na to?
Cykl trzech fotek. To część moich foto-rozważa, bo w ubiegłym roku sprawiłam sobie teleobiektyw, który używam rzadko, gdyż na ogół jestem BLISKO tego co fotografuję. No i zdecydowanie są to najlepsze moje fotki, bo jak się zbliżam to dzieje się to co na najniższym zdjęciu, czyli MODELE zaczynają cudować.
Grajkowie byli wszędzie. Kapele i indywidualni muzycy. Na ludowo i na galowo. Były dzieci, seniorzy i przyśpiewki.

Odsapnęliśmy, a rano towarzystwo ruszyło do szkoły! Mieszko od dziś ma rekolekcje, Łucja ma wyjście do teatru, za to Lilce muszę wypożyczyć Kordiana, bo w szkolnej bibliotece nie było. W tym tygodniu mamy odczulanie mnie i Lilki, i z medycznych spraw to chyba tyle… Wcześnie rano byłam u dziadków po Bibs i obie nasze zwierzęce miłości śpią teraz koło mnie. Fajnie, bo w tym moim auto-audiobooku jest bokser, którego nazywają Wołyniak, ale tak naprawdę jest z Wileńszczyzny, która była opium potentatem w przedwojennej Europie wschodniej. A poza tym? Poza tym lecimy z kolejnym tygodniem! Wiecie, że niedługo Wielkanoc??