ogrodoterapia

Trawa skoszona! Zawsze to pierwsze koszenie jest duże, bo czekam aż obeschnie ziemia, a w tym czasie trawiaste kłosy rosną i rosną. Tradycyjnie ścięłam jedną piwonię, bo mi rosła za nisko, za to kwitnie mi coś co sądziłam, że się nie przyjmie. Trochę skucha z magnolią, bo za szybko zrobiło się ciepło i kwiaty zamiast zdobić GOŁE gałęzie giną w listowiu. Do donic przed domem wsadziłam bratki, jednego hiacynta i sporo cebulek szczypiorku, zdobyte dziś na rynku. Miałam taką myśl, że może jednak ogarnąć DOM, lecz tak naprawdę komu ten kurz przeszkadza? A może on powinien być? Może to jakoś ewolucyjnie ma sens, że on się pojawia?

Wracałyśmy wczoraj z Łucją z rehaba i zajrzałyśmy po drodze do sklepu. Czasem zaglądam tam jak ma zajęcia, ale akurat wczoraj spóźniłyśmy się (to była wina Łucji, bo panna wykupiła dostęp do jakieś platformy do edycji cv, bo musiała je stworzyć na DZIŚ, na przedsiębiorczość, na fake-owe ogłoszenie o pracy z Hiltona i wysyłała dostęp do niej Matiemu), więc zajęcia wystartowały z opóźnieniem. Nie miała też telefonu, więc po prostu na nią zaczekałam i pojechałyśmy razem… Na takie szybkie zakupy… No i w sklepie kupiłam PIWO. Ciemne piwo jest mi potrzebne do białej kiełbasy, którą sobię piekę razem z cebulką. Zeskanowałam je na kasie samoobsługowej, Łucja poleciała do lodówek po lody, a ja czekałam skanując dalej, aż ktoś z obslugi przyjdzie sprawdzić MÓJ WIEK. Wtedy mogłabym odwalić tę tradycyjną szopkę, że no, niestety, 18-ście już dawno temu minęło i ha, ha, niestety kiedy to było. A TU, na kasie, dwie pozycje później, wywaliło mi komentarz: WIEK ZWERYFIKOWANO. Rozumiecie? Ktoś tam na tych kamerkach, uznał, że jestem pełnoletnia! SZOK. Poskarżyłam sie Łucji, która przyszła, że TO zniewaga i obelga, że ktoś patrząć z góry TAK mnie ocenił!!! Opowiedziałam tę historię Lilianie, gdy wróciłyśmy do domu…

  • A wiesz, to śmieszne. Bo jak był tata na święta to mówił, że gdyby był kasjerem, to by wszystkich prosił o dowód i że Ty na pewno byś się z tego zawsze cieszyła. – ???

Dziś Dzień Romów, a jutro Święto Jednorożca

-z tych dwóch zdecydowanie ciekawsze wydaje mi się dzisiejsze, ale na świętowanie żadnego się nie zanosi.

Na jednej z grup, na której jestem pojawił się ważny temat. Co byś powiedział swojej 18-letniej wersji? [masz trzy słowa]. To fajny temat, bo ja też wiele razy w życiu marzyłam, że dobrze byłoby się przenieść do siebie w wersji nastoletniej i dodać trochę otuchy. Coś w stylu: Będzie dobrze, albo Wszystko się jakoś ułoży i to miłe, że tyle osób to samo chciałoby sobie TO powiedzieć. Zawsze znajdą się sprytni doradcy, którzy piszą, że doradzili by Kupuj bitcoiny lub Grecja wygra mundial, no ale jak w „Zanim wystygnie kawa” nic co się wydarzy w przyszłości nie zmieni teraźniejszości.

Ależ łupnęło tymi upałami! W nowym tygodniu mamy jednego mojego lekarza i odczulanie z Lilką. Ponadto jedną wizytę musimy odwołać, bo mam akurat coś tam w pracy. Panna L jest również zapisana do dentysty, ale ma tam dotrzeć sama. Mieszko chce iść do fryzjera (może czwartek?), a na weekend mamy PLAN. Jeśli sucha aura sie utrzyma, to ogródek powinien obeschnąć na tyle, że wjadę z kosiarką. Po drodze powinnam także odebrać mój naprawiony stary aparat foto, bo hura, udało się go naprawić! No i oczywiście jutro z rana uderzam na rynek, bo byłam przed świętami, pomysłów jedzeniowych brak, a czuję, że wiosenne smakołyki już są! W mediach króleje powyborcza gorączka, ale moje typy chyba wszystkie przeszły, a statystyki mnie nie zaskoczyły.

dzień wyborów

Mignąły mi ostatnio dwie koszulki. Na jednej pisało: Jestem najstarszą siostrą- to ja tworzę zasady, na drugiej: Jestem środkową siostrą – to przeze mnie są zasady. Zrobiłam screena i wysłałałam pannom na naszą grupę. Uznały, że TRAFNE i rzeczywiście trafne jak mało co. Dwa dni temu Lilka działała coś z nożem w tosterze. Wybuchłam, że w TAMTYM kącie mieliśmy ostatnio zwarcie, które wywaliło bezpieczniki na osiedlu, więc dlaczego ONA tam grzebie! Dostałam odpowiedź, że przecież teraz toster NIE grzeje. I co z tego, skoro może te nagrzewające druciki uszkodzić! Albo wczoraj przyszła do kuchni ze stłuczoną mydelniczką, bo mydło jej się przykleiło… Uff, DOBRZE, że nie stłukła umywalki, ale jak można było stłuc mydelniczkę?? Nie kupuję na razie nowej – w ogóle mnie to nie kręci, więc będzie bez. Btw. Mieszko dopiero na obiedzie u dziadków, gdy poruszyłam ten temat, zapytał co się stało z mydelniczką, więc wcale nikomu jej brak nie przeszkadza. Za to Łucja DZISIAJ rano, zanim jeszcze się obudziłam, wyprowadziła Bibs. Cudowna pomocniczka!

Trwają wybory samorządowe! Ja zagłosowałam z samego rana, dziadki jadą wieczorem, pamiętajcie, że niektórzy mówią, że to najważniejsze z wyborów, bo wybieramy osoby, które będą działać dla nas, w naszym otoczeniu. Oświetlenie ulic, szkoły, naprawa chodników, festyny i wydarzenia lokalne! Tu macie roleczkę z mojego głosowania!

„Subotnik”, czyli pracowita sobota!

Rano pobiegałam, a później… przerzuciłam szafy! Mieszka już była zrobiona, więc zabrałam sie za moją i dziewczyn. Z czym się żegnamy, co przechodzi do kogo, a co wypada na zawsze. I powiem Wam, że wg mnie my wcale dużo nie kupujemy i nie mam pojęcia dlaczego zawsze powstają WIELKIE siaty ubrań, których musimy się pozbyć. Wywozimy je do dziadków, bo u nich są zbiórki (u nas nie ma). Strasznie było to długie i wykańczające, najwięcej ubrań ma Łucja i przy okazji odkryłam, że znowu NIE pozbyłam się stroju z komunii Mieszka (w styczniu powinnam to była wrzucić na olx razem z butami i spodniami). Niemniej jednak: szafy zrobione! Nagrodę odebrałam sobie awansem wczoraj, bo jak wracałyśmy z Lilką od lekarza, to wpadłyśmy po drodze na ciasteczka!

  • Lila, obejrzałam świetny film. O latynoskim najemniku. „Sicario”. Z Benicio del Toro. Ten gość jest piękny. – przy przerzucaniu towarzyszyła mi Liliana. Łucja z Matim, Mieszko gdzieś na rowerze, a ona ze mną. A o filmie obejrzanym wczoraj chciałam jej opowiedzieć, żeby dać jej pstryka. Na ogół RAZEM coś oglądamy, lecz oglądanie z nią jest trudne, bo ona raz po raz wyłącza, że ona już się naoglądała… A jak JA sobie rozstawię deskę, to chcę to prasowanie skończyć! W taki właśnie sposób, gdy panna mnie porzuciła, włączyłam sobie COŚ co miałam w schowku i trafiłam doskonale!
  • Poczekaj zobaczę jak wygląda. Po Pedrze Pascalu nic mnie już nie zdziwi. Najdziwniejsze, że są ludzie w MOIM wieku, którzy uważają że Pedro jest przystojny, bo to, że podoba się starym babom to inna sprawa…
  • Stare baby, jak ja, Lila, potrzebują Latynosów. Oni wspaniale się starzeją. A najlepsze, że sprawdziłam od razu jego dziewczyny i w sumie to takie dość pozytywne, bo sama topówka, ale wszystkie 10-11 lat młodsze.
  • No chyba nie dziwne.
  • Wręcz przeciwnie. Mógłby iść tak Leonardo i umawiać się z 20 latkami.
  • Jak na niego patrzę to on wcale dobrze nie wygląda.
  • Nie… W tym filmie jest cudowny. W komentarzach na filwebie piszą, że to była jego najlepsza rola!
  • Zaczekaj z nim aż się wyprowadzimy.
  • Okej  😁

plan na weekend: spanko

  • Mamo, jutro mam na godzinę zero – powiedziała panna najstarsza wieczorem.
  • ZNOWU, Łucja? Przecież już w tym tygodniu wcześnie wstawaliśmy!
  • Poprawa z WOS-u.
  • A dlaczego piszemy poprawę?
  • Bo w pierwszym terminie byliśmy w Wilnie?
  • No dobra, odwiozę Cię…

Krótki ten tydzień, ale ponieważ rozpoczął się zmianą czasu, wyjątkowo jestem niewyspana! Planów na weekend brak, bo a)wybory, b)Łucja jutro ma jakieś spotkanie w sprawie szkolnego projektu i może i dobrze, bo odeśpię! Pyka zupa Daal, bo chociaż nie mamy już dyni w zamrażarce, to był batat i czerwona soczewica. I spotkałam znajomą, co to jest ode mnie sporo młodsza, ale ma trójkę małych dzieci (w tym bliźniaki) i w drodze kolejne. I długo rozmawiałyśmy, bo to bardzo fajna babka, a dylematy ma podobne do tych co miałam ja. I skarżyła się, że najgorsze są prania 2x dziennie (pamiętam!), ale pocieszyłam ją, że pewnego dnia to się kończy i bywają TERAZ dni, kiedy w ogóle pralki nie włączam! 🍹

czwartkowe rozterki

Kłębi mi się akurat taki większy kocioł w robocie i powiem, że mam TAKI feler, że jak można zrobić błąd to go zrobię. I są takie rzeczy, przy których powinnam być skupiona, ale wszystko robię na raty, w biegu i co chwila się rozpraszam. A to jakieś dziecko muszę gdzieś podrzucić, a to równolegle coś tam wpada, a to pies, a to mail i za każdym razem jestem sobą poirytowana, bo doskonale widać miejsca, w których robiłam kilka rzeczy naraz…

Z miłych rzeczy natomiast, mam w ogródku gniazdo kosów! Nie jest to chyba Roger, ale świergot mam 24/7… No i odebrałam blender! Na święta nie dotarł, ale już jest!

  • Mielone z piersi indyka… Tak z garść mi Pani zważy – odpowiedziałam sprzedawczyni w mięsnym. Podjechałam, bo Mieszko zażądał spaghetti na obiad. A ja nie mam pomysłu co tu jeść o tej porze roku…
  • Tyle?
  • Tak. A nie mają już Państwo białej kiełbasy? Tylko na święta była?
  • Tak… U nas jakoś ona nie idzie. Ale jest dzisiaj Pani drugą osobą, która o nią pyta.
  • Bo to tak jak z Tłustym Czwartkiem! Nigdy się człowiek nie naje wystarczająco!

królicza komarołówka

Sprzątnęłam nastrój Wielkanocny i powrócił realizm. Ponadto wczoraj gdy ICH nie było przywiesiłam jeszcze dwa obrazki, które przez ponad półtora roku opierały się o ścianę, a dziś wracając z pracy pojechałam dalej, żeby oddać do jakiegoś wybitnego serwisu foto mój stary aparat Samsunga. Panny chciałyby coś wziąć na Majówkę, żeby robić zdjęcia, a mój Nikon to a)ciężki klamot, b)nasz jedyny obecny aparat, więc wolę bym to ja miała nad nim pieczę. Gość w serwisie sprawdzi co mu dolega, jeśli to TO co podejrzewa i DA się naprawić to cenę mi już podał. Jeżeli się nie da, to usługę diagnozującą wykona bezpłatnie.

Wyżej macie króliczki, które stały przed domem. I taka sytuacja: wstawiłam je do domu, żeby obciekły (bo pada), zanim wylądują na strychu w strefie: Wielkanoc 2025. Tylko, że spojrzałam do kwiatuszka, który trzyma jeden z królików i odkryłam, że zdołał zatopić w nim komara… Animalistyczny nie-ożywiony sicario? 🍸😅

Diabli pojechał do Dojczlandu, a z drogi przesłał mi jeszcze swoje fotki ze świąt. I tak przepytuję dzieciaki:

  • Ooooo, padre zabrał Was na kładkę! Rzeczywiście taka fajna?
  • To takie nowe schodki. Tam wszyscy są.
  • Kolejny insta-spot, Lila?
  • Dokładnie tak. Nie można tam nie być.

Kwiecień-plecień

Krótki ten tydzień, ale jest! Dzis dzieci są z Diablim, a ja z nosem w kompie, chowając w międzyczasie ozdoby Wielkanocne… Na ten tydzień mamy jedną wizytę lekarską (piątek-dermatolog-Lilka) i właściwie tyle. Zaplanowane miałam też na jutro szczepienie Mieszka (HPV-II dawka), lecz przełożyłam to na koniec kwietnia, bo na jutro pojawił się inny nieprzekładalny temat. Na kwiecień mamy także zamysł jednej krótkiej wycieczki, a rozgrzewać nas pewnie będą wybory (przyszły tydzień)! W niedzielę marzyłam o skoszeniu trawy, lecz dziś od rana pada, więc pomysł upadł w sposób naturalny. Wczoraj przejrzana została garderoba Mieszka, sporo za małych spodni wyleciało na zawsze, a na półkach znalazły się już krótkie spodenki. Jeszcze oczywiście nie nosiMY, ale zależało mi na tym, żeby pochować świąteczne swetry i te bardziej sprane t-shirty, które nakłada pod spód. Przegląd szaf moich i dziewczyn jakoś w połowie miesiąca. Panny marzą o kolejnych butach (Mieszko ma nowe), a Lilka absolutnie nie ma letniej garderoby (pozostali MAJĄ)… W łaziece natomiast czeka nam mnie galeria zimowych butów, które muszę wyczyścić i pochować do szaf!

Wieczorem zakończyłyśmy z Lilką sagę Igrzysk Śmierci (jeśli myślicie, że to tylko 2 odcinki były, to update, bo jest tego pięć pełnomatrażowych widowisk) i zaczęłyśmy trylogię o Niezgodnej. Podoba nam sie, a dodatkowo (w sekcji kulturalnej) cieszy nas, że mamy też co czytać w tym miesiacu! Powinnam też wybrać się z psem do veta po kolejną porcję obowiazkowych szczepień. Na dobry początek mam JEDNAK dla WAS uśmiechniętą BIBS. Od bardzo dawna próbowaliśmy zrobić zdjęcie gdy się uśmiecha i w tegoroczną Wielką Niedzielę się udało! 😀

Wielkanoc odbierająca mrok

Ojedzeni? Podlani? Uspołecznieni rodzinnie? Święta to jednak cudowny okres! Jak dla mnie mogły jeszcze chwilę trwać, żeby człowiek zdążył wszystkich odwiedzić i jeszcze chwilę w tych uroczych klimatach poprzebywać. Najlepszy dzisiejszy żarcik to chyba to zamieszanie z MLH z głosowaniem na pingwina roku (najmniej śmieszny to zmiana czasu), a największym stołecznym wydarzeniem jest otwarcie kładki (kiedyś tam dotrzemy). Cudem świątecznym było moje magiczne ozdrowienie (drzemka po południu to jest dobro i kuracja na wszystko), bo naprawdę miałam wrażenie, że TYM razem rozłożę się konkretnie. Pogoda była upalna (oprócz Podhala, gdzie wystąpiły niszczące wichury), a niektóre miasta zorganizowały obszary, gdzie odbywały się wielkie wodne bitwy (extra, że miłośników bitew w tym żywiole grupuje się w jednym miejscu). My rano wskoczyliśmy na chwilę do lasu, żeby nie zagrożeni podlaniem przejść się z psem. Wczoraj wieczorem zrobiłam jeszcze paschę i zapiszę sobie, żeby nie zapomnieć za rok: ten deser MI wychodzi i warto go robić, bo jest pyszny! Tu macie Wielkanocną roleczkę, wyżej jeszcze dwie fotki z dzisiaj, a niżej tekst Łukasza Najdera, który pisze wybitnie. On wkleił to w sobotę i bardzo to wydaje mi się trafne! Btw. polecam Wam też jego txt o klątwie Wyspiańskiego, który nawet wysłałam dziewczynom, bo to dobre do maturalnej dygresji wątku biesiady rodzinno-narodowej, który przewija się od lat, a zapoczątkowano go w Weselu 🙂

Kaczy żer

Czy wiecie, że zwykła sałatka jarzynowa ma różne nazwy w zależności od regionu Polski? Podobno na Mazurach nazywają ja „kaczy żer”, bo co by do niej nie wrzucić to smakuje dobrze! My z Lutką uważamy, że musi być jabłko, ale NIE należy dawać cebulki, bo smak wtedy robi się za ostry 😉 Co dom, to przepis inny, ale jak widać nazwy RÓWNIEŻ mogą być różne.

Za nami śniadanie z dziadkami, teraz dzieci są z Diablim i coraz to liczniejszym kuzynostwem (dochodzą nowe gałęzie z dziećmi i jak dostałam fotkę z spaceru to ekipa jest świetna) i wracają do mnie jutro rano! Potem jedziemy oblać dziadków, a na wtorek dzieci znowu lądują z ojcem. Ja we wtorek już mam robotę więc jest mi to na rękę!

A pierwsza tura dobrze. Pogadaliśmy o edukacji i o tym czy jest jakiś model, który byłby idealny. Zeszło nam na wojnę i doszliśmy do wniosku, że powojenne pokolenie wojnę pamiętało. Nawet jeśli, tak jak dziadkowie, urodziło się po, to w lasach były niewypały, a wspomnienia rodziców i starszych przyjaciół były świeże. Nasze pokolenie było karmione Klossem i „4 pancernymi” i z tam patykiem bawiąc się z partyzantów też temat znaliśmy. Za to obecne pokolenie, które jest zastroskane ekologią i kondycją świata, do wojny się nie nadaje. Dziadek się martwił tym, że Mieszko nie jest sportowcem, ale w ich pokoleniu sporty zespołowe są wypierane (to co robił Diabli czy mój brat, czyli ustawki żeby sobie pograć w koszykówkę zniknęło). Za to masowo chodzą na siłownie i każdy byt jest odłączony od innych. Jak tańczą to chętnie znikają w słuchawkach na Silent Disco, rozmawiają przez komunikatory i nie mają problemu by sami pójść do kina czy knajpy. Oni są inni niż wszystkie wcześniejsze pokolenia i nie fair jest wciąganie ich w dramaty wcześniejszych epok. To wcale nie znaczy, że stworzą coś lepszego, ale na pewno będzie to inne niż to co jest teraz.

Fotki dzień I. Tematem przewodnim było założenie psu króliczych uszu.