i chabry też kwitną, a Miaustra upolowała pierwszą tegoroczną jaszczurkę

Z tą jaszczurką to najpierw dręczyła mnie o saszetę, po czym wyszła na zewnątrz i wróciła z żywą jaszczurką. Jaszczurkę szybko przykryłam kubełkiem po twarogu, żeby ją ocalić, ale zawołałam dzieci, bo gad się tak zestresował, że odrzucił ogon. A taki jaszczurzy ogon to się dość długo po tym odrzuceniu SAM rusza. I chciałam im to pokazać! OBA, ruchome, elementy wyniosłam przed dom, a kot otrzymał saszetę.

Poza tym zacznę chyba sobie robić ranking odmian truskawkowych, bo jedne są lepsze, a drugie gorsze. Rumba i marmolada były pyszne, za to Azja są mało truskawkowe w smaku. Pojechałyśmy także z Łucją po przekąski na jej podróż, ale zapomniałam torebki (z kartami), więc jak drugie podejście z zakupami zrobimy wieczorem 🥷

W tym biegu polecę Wam coś cudownego. Jest na Insta gość, o którym Wam już pisałam. Myślenie o Azerbejdżanie rozpoczęło się właśnie od jego posta, a teraz jest w Azji. Wyjechał rok temu z biletem w jedną stronę i się przemieszcza (on jest podpięty pod jakieś biuro podróży). Aktualnie jest w Timorze, gdzie wywiała go idea najrzadziej odwiedzanego państwa na świecie. I to co on wkleja (systematycznie w relacje) jest niewiarygodną bombą zaraźliwego pozytywnego myślenia.

  • Wie, Pani… Nic nie wypominając jest Pani w tym wieku, że okulary do czytania, w Pani wieku, są czymś normalnym – powiedział wczoraj okulista.
  • Ale wie Pan, że są ludzie, którzy rezygnują z czytania, żeby okularów nie nosić?
  • Nie widziałam.
  • No, a są.

na polach kwitną maki

wracając z L zajrzałyśmy sobie na ciasteczko do cukierni

Poniedziałek. Rano udało mi się odczulić Lilkę (panna ku jej wielkiej radości dostała zwolnienie z wuefu do końca roku) oraz odbębnić mojego okulistę. MAM receptę na okulary, ale moment realizacji jakoś później, bo na razie ciągle biegnę. Z lekkich rzeczy na ten tydzień miałam pomalowanie paznokci, ale to zrobiłam na jakimś on-line spotkaniu. Marzy mi się też fryzjer, ale idealny byłby czwartek, a to jak wiadomo święto, więc odpada. W środę Łucja jedzie na Majówkę z Matim i dni kilka jej nie będzie. W piątek ja mam jakąś kumulację w robocie, ale Lilka ma zabrać Mieszka na miasto, żeby mi w domu netu nie zabierał. Pochwalę też młodego, że miał w weekend zryw porządkowy i posprzątał swój pokój. Najpierw mnie oczywiście zirytował, bo on jest jak Łucja, albo ich ojciec, że jak zabiera się za to w najmniej pożądanych momentach i oczywiście jestem zaangażowana bo mnożą się pytania: CO Z TYM zrobić?!?, a przed wejściem do sprzątanej przestrzeni powstaje KOPCZYK rzeczy, których NIE CHCEMY. Niemniej jednak dom z grubsza ogarnięty, po drodze od okulisty odebrałam wyprany dywan Mieszka (biel daje po oczach), ale muszę ponownie podjechać do pralni (z maglem). Napisałam maila do gościa od wuefu w szkole Mieszka by im po jakimś plusie za wczoraj postawił, no znowu nie ma nic do jedzenia… CZYLI od zakupów powinnam rozpocząć jutrzejszy dzień!

Dzień Matki na biegowo!

Ostatni mierzony bieg mieliśmy przed pandemią. Potem, po drodze, na jeden się zapisałam, ale w końcu na niego nie dotarłam… A tu czas leci i zamarzyło mi się, że CHCĘ i CHCĘ by Mieszko też ze mną pobiegł (namawiałam też Lilę, ale tu był pewien opór). Bo? Bo uważam, że to rozwojowe, aktywne i konstrukcja wszelkich wydarzeń sportowych jest teraz taka, że na mecie jest medal (zbieramy) i jest to bardzo oczywista nagroda. NA TEN weekend jest biegów a biegów… Ba, początkowo nawet obserwowałam inne, ale koniec końców wygrał ten, który znamy. Bieg w lesie organizowany przez nadleśnictwo. W pakietach startowych były kupony na grochówkę, kiełbaski a nawet ręczniki sportowe. Była cała masa warsztatów, chłopaki musiały piłować długą piłą ścięte drzewo, mam również przepis na placki z pokrzywą z sekcji: LAS ŻYWI. Z okazji dzisiejszego święta dostałam też od organizatorów sadzonkę SOSNY! Razem z Mieszkiem pobiegł też jego kumpel, a towarzyszyła nam Lila, która podczas biegu pilnowała kluczyków i telefonów. Musiałam chłopaków zarejestrować jako 16-latków bo to była dolna granica biegu na 5 km. Są biegi dziecięce, podzielone na kategorie wiekowe, bo przecież trzylatek z dwunastolatkiem nijak nie pobiegnie, ale są to bardzo krótkie odcinki. Czas mnie nie zaskoczył, wszyscy byliśmy w okolicach 30 minut, lecz a)jest już gorąco, b)mnie boli pięta, którą zainteresuję się w przyszłym tygodniu, c)chłopaki to ci zawodnicy co ćwiczą wyłącznie nadgarstek myszką, więc i TAK ładnie pobiegli. Tu roleczka i myślę, że na jesieni znowu sobie jakiś bieg zapodamy! Ach, i dzisiejszy medal był ceramiczny! Super! To mój pierwszy tego typu medal!

Równolegle DZIŚ mamy Dzień Matki! Łucja mi rano wręczyła BUKIET kwiatów zrobionych na szydełku, który jest przecudowny i naprawdę o takim marzyłam.

  • Zobacz mamo, to jest lawenda, a to tulipany.
  • A to jest chinkali?
  • Nie. To też tulipan.
  • WIEM, żartuję. PRZECUDOWNE!

Jesteś Mongołem. Potrafisz jeździć konno. Urodziłeś się na koniu.

-„Córka Czyngis Chana”, Millenium Docs Againts Gravity, trailer

Dzisiaj odbywa się bieg drogerii R. Trzeba przebiec 10 km z aplikacją (o dowolnej porze dnia) i zdobywasz kupon -50% na całe zakupy. Możesz przebiec 5 i wtedy masz rabat 25% (też dobrze!) Szum był wokół tej akcji spory. Były np. takie rolki, że dziewczyny pytały się chłopaków czy ci przebiegną dla nich 10 km i Łucja TEŻ pytała o to Matiego… Ten akurat egzemplarz odpowiedział, że woli zapłacić za te zakupy (LEŃ), ale jeśli zobaczycie dziś dużo biegnących kobiet to właśnie dlatego. Na przebiegnięcie ma się dwie godziny, więc podbiegając można zbliżony odcinek pokonać. Akcja szybko przekroczyła zaplanowaną popularność, więc zapisy zostały zamknięte, zanim JA się zapisałam! A miałam już listę potrzeb ułożoną w głowie! Miałam pojechać z Mieszkiem i wybrać dla niego dezodorant, Lilka chce kolejną piankę do twarzy, potrzebne są SPF-y, no a kosmetyków do włosów to schodzi nam jak w salonie fryzjerskim… Podejrzewam, że najpóźniej za rok wydarzenie będzie powtórzone i wtedy nie przegapimy!

Na pocieszenie wykupiłam sobie karnet filmów z Festiwalu Filmów Dokumentalnych i do domowych aktywności lecą mi rzeczy, które chciałam obejrzeć, ale nie zdążyłam. Z Lilką obejrzałyśmy „Efekt Youtuba” (trailer), o początkach Internetu, a teraz ruszyłam z bloczkiem filmów o kobietach!

  • Lila, zobacz, ta truskawka wygląda jakby miała PALUSZKI!
  • Mogę ją zjeść?
  • Pokaż Mieszkowi, że od razu o nim pomyślałam.
  • A mogę potem zjeść patrząc na niego?
  • Możesz. A potem zrobimy serniczki, które weźmiemy do dziadków!

Truskawki za 5 PLN!

To jest słuchajcie, BARDZO dobra cena! Mówimy oczywiście o ładnych i dużych truskawkach! Wzięłam więc całą łubiankę (za 12!) i tyle sukcesów, bo np. za bób przepłaciłam 🫣. Ostatnio płaciłam mniej… Niemniej jednak dom zatowarowany w smakołyki z rynku, ale jeść będziemy pewnie dopiero na kolację, gdyż cała ekipa znów się ustawiła na mieście na lunch.

Ja natomiast wczoraj dotarłam po mój kluczyk od roweru i go mam! Nie było to łatwe i szybkie, bo okazało się, że kluczyk NIE był w punkcie rzeczy zaginionych, lecz w którejś tam kasie, ale go zdobyłam i później rower odpięłam. Dołączyła do mnie wracająca ze szkoły Łucja i nie dałabym sobie rady bez niej. Tak więc, gdy później zapytała CZY idziemy coś zjeść, to tylko przytaknęłam, tym bardziej, że sama również głodna byłam! A potem panna poprowadziła mnie między biurowcami na jej ulubiony humus w jakimś micro lokalu, gdzie sobie czasem po szkole wpada. Zapytałam się jej tam: Jak Ty chcesz z TEGO zrezygnować i studiować gdzieś indziej? 🪻 Natomiast jadąc stworzyłam kolejną rolkę z miksem z nagrań z maturek. I mam już grafik na terminy dodatkowe w czerwcu!

widzicie odpiętego WĘŻA, który pętał mój wspaniały dwukołowiec??

Wychowano go tak, by rozumiał, jak przydatny bywa lęk.

-Odyseja, Barbara Kingsolver. Fatalne wydanie kupiłam, bo czcionka jest masakryczna, ale dobrze się to czyta!

Dzisiaj zaległości. Łucja wybuchła ostatnio, że ona miała prawo jazdy robić, a nikt o tym nie pamięta! Nieprawda. Ja pamiętałam, ale nie było czasu! Dziś obdzwoniłam pobliskie szkoły z nauką jazdy i chyba mamy zwycięzcę turnieju, ale czasowo nam to wszystko NIE pasuje, bo jak panna zacznie od 1 czerwca, to nie wyrobi się z częścią teoretyczną do końca roku szkolnego, gdyż zaraz po nim wyjeżdża. SZUKAM więc dalej… Powinnam podskoczyć do biblioteki, bo a) 🥎Lilka potrzebuje „Lalkę”, b) 🥎jeden z pożyczonych dla mnie audiobooków mi NIE pasuje. To historyczna książka o XVI wieku w Anglii i po kilku minutach całkowicie pogubiłam się w tytułach książęcych. Btw. jak byłam w komisji na poszerzonej historii to był taki dzieciak, który był już studentem historii, lecz pisał PONOWNIE, bo chciał (dla SIEBIE!!) poprawić wynik z matury. No i zapytałam się go, który okres historii uważa za najciekawszy i odpowiedział mi: Tylko starożytność. Wszystko co nastąpiło po upadku Rzymu należy wywalić z podręczników. 🧿

Z miłych rzeczy to był kurier, bo okazuje się, że znowu wygrałam w konkursie sklepu na literę A! Tym razem paczuszkę z płynami do prania (konkurs z wierszykiem 🥳Bardzo przyjemne!

  • Mamo, a wiesz, że Mieszko powiedział, że kolczyk w brzuchu jest obrzydliwy?
  • Niemożliwe Lila. Dlaczego?
  • Chodzi o to, że to naruszenie ciągłości skóry.
  • No tak. Niektórzy tak mają. Ale powiem Ci, że jak mężczyźni mają w pępku to też może dobrze wyglądać. Jak myślisz, Łucja?
  • Tak. Zdecydowanie. Taki model look.
  • Może zaproponuj Matiemu? On chyba ma płaski brzuch?
  • Tak, ale on jest trochę insecure 😀

wracamy do rutyny

Zakończyłam egzaminy. Trwało to trzy tygodnie, byłam na E8, czyli egzaminach ośmioklasisty i maturkach. Siedziałam w komisjach z matmy (3x), filozofii, informatyki, 2x z hiszpańskiego, z polaka i czegoś tam jeszcze. W tym czasie mieszkałam w trzech różnych hotelach (u góry widoczek z jednego, z mojego pokoju), które były tuż przy obiekcie egzaminacyjnym. No dobra, jeden hotel był trochę dalej, ale rano zgarniał nas bus. Po egzaminach gnałam do domu, gdzie przez te 3-4 h, włączałam pralkę, zmywarkę, wieszałam ręczniki, czasem odbębniłam któreś korki i wyprowadzałam Bibs, bo bunt, że ona z nikim INNYM nie pójdzie, był pełen. I wracałam do hotelu na noc. Raz zasnęłam w pociągu, a raz pomyliłam pociąg (i zorientowałam się po pół godzinie). O zgubionym kluczyku do kłódki rowerowej już wiecie. Dwa razy mnie podkusiło, żeby na noc zostać w domu, że niby bardzo wcześnie sobie autem pojadę… I oba te razy to był zły pomysł. Nie dość, że za każdym razem się spóźniłam na odprawę, nie dostałam śniadania, to jeszcze byłam niewyspana, bo w hotelach, to miałyśmy taki plan wieczoru, że o 21-szej było spanko. A w domu przed 23-cią to ja się spać nie położę.

Ale podobało mi się. Baa, ktoś tam po drodze powiedział, że słabo być nauczycielem, bo marnie płacą i pomyślałam, że może i marnie, ale za to jaka to jest świetna robota!

Przypomniała mi się też akcja, którą miałam na moich ostatnich E8 (dwa lata temu), gdy jeszcze pracowałam w szkole. Byłyśmy sporą grupą oddelegowane do innej placówki. No i tak stałyśmy pod toaletami i ja, jak to ja, waliłam suche żarciki. W którymś momencie doszłam do wniosku, że NIE mam ochoty iść do toalety, ale lepiej pójdę. I tak też powiedziałam. Weszłam, wszystko błyskawicznie, w biegu szczerzenie do lustra, czy nie mam między zębami jedzenia i wyszłam. Pod drzwiami nikogo NIE było. Pobiegłam więc na salę gimnastyczną, a gdy tam dobiegałam wychodziła już stamtąd jedna z osób z którymi byłam i powiedziała do mnie z wyrzutem: Gdzie Ty ZNOWU byłaś? Wyczytywano Cię. Spóźniłaś się. Wpadłam na salę i dyrektor powiedział: Spóźniła się pani na odprawę. Powinienem Pani postawić nieobecność. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą: Przepraszam, byłam w toalecie. Wszystkie te cipy stały i patrzyły na mnie zdegustowane kręcąc głowami, a ja sobie pomyślałam: Bosze jakie strasznie denne te baby. Rok z nimi pracuję, zastępuję na dyżurach, piję lurowatą kawę w pokoju nauczycielskim, a one tylko czyhały, żeby mnie wystawić. W celu dla mnie niejasnym. No bo po co?? Jakby nie było, teraz tak nie mam. Zrąbana jestem strasznie, ale naprawdę to był bardzo dobry okres! I chociaż dzieci marudzą, że nigdy więcej mam się nie zgłaszać do komisji egzaminacyjnych, to nie wiem czy spełnię te ich życzenie! 🦝

Jak kocha to poczeka (i nie odjedzie)

W połowie kwietnia zrobiłam sobie ostatnie z zaplanowanych w tej partii badań lekarskich. Nie spodziewałam się niczego złego, ale jak przyszły wczoraj wyniki, że wszytko ok, to tak naprawdę bardzo mnie to ucieszyło! Jeśli jeszcze nie robiłyście w tym roku, to namawiam!

Poza tym zrobiłam mega kiksa, BO wymieniłam wczoraj w serwisie dętkę w moim rowerze (to nie było łatwe, bo oni chcieli mi CAŁY rower naprawiać, ale ZABRONIŁAM, bo jest dobry i ma taki NIE IDEALNY pozostać), szczęśliwa pojechałam na stację, przypięłam pancernym łańcuchem, po czym zgubiłam w kolejce KLUCZYK. Już go namierzyłam, znalazł go kontroler biletów, więc w najbliższym czasie czeka mnie również wyprawa do biura rzeczy znalezionych. I MUSZĘ tam pojechać, bo tego akurat łańcucha, niczym nie przetnę. Może jakimś brzeszczotem by poszło, ale prościej jest jednak odzyskać kluczyk… W międzyczasie rower sobie tak czas jakiś w wiacie koło torów postoi..

Czy ja naprawdę muszę iść w TO miejsce?

-Liliana i poranne rozważania o SZKOLE.

Poniedziałek! Przede mną ostatnia porcja maturek i na szczęście egzaminów będzie już mniej! Skumulowała mi się masa zaległych domowych tematów i od rana siedzę na telefonie. Zablokował mi się np. dostęp do platformy z moimi usługami telekomunikacyjnymi i już to odblokowałam. Dzwoniłam także do sanatorium i wiem już, że nie uda mi się wcisnąć ekipy na koniec maja/czerwiec jak miałam w planach. Ba, drugi termin: koniec sierpnia też jest nierealny, bo zaproponowali mi przełom listopada i grudnia. To wszystko dość dużo zmienia. Tak sobie myślę, że muszę też skontaktować się z radą rodziców z klasy Mieszka, bo w tej sytuacji młody może pojechać na wycieczkę w czerwcu.

Zamówiłam krople do oczu dla Łucji i leki na cerę dla Lilki. W czwartek będzie kurier z umową do nowej karty telefonicznej. W piątek Lilka ma odczulanie, w weekend mamy AŻ dwa biegi, no a w niedzielę jest Dzień Matki! Łucja, która dziś do szkoły nie poszła chyba robi nawet dla MNIE jakiś prezent? Poza tym Bibi na potęgę linieje, więc dziś na spacerze próbowałam ja wyczesać. Te bryczesy jej wyglądają jak u młodej sarny, a to po prostu kępki włosów, które chcą wypaść. Nie wyczesane ląduje to w domowych zakamarkach. Dom z grubsza ogarnięty (wczoraj przy myciu łazienek nabiłam sobie śliwkę gigant na czubku głowy), więc można zaczynać nowy tydzień!

spójrzcie jaki jestem PRO użytkownik kolei podmiejskich! Wiem, gdzie są ładowarki i bez lęku podpinam do nich nasz (poklejony taśmą izolacyjny) kabelek mojej komórki 😉

Poczekaj aż zobaczysz Osakę i odpowiedz sobie wtedy, czy to naprawdę MY stworzyliśmy najwyższą formę cywilizacji.

– jeden przybysz z Europy do drugiego, Szogun, Disney+

Dziś dzień ogrodniczy! Skosiłam trawę, podwiązałam magnolię i wpadające na mój ogródek róże sąsiadów. Wywaliłam resztki po kwiatach z donic przed domem i dosadziłam tam resztę cebulek szczypiorku. W piątek na rynku kupiłam przepyszne rzeczy, ale koszt był DUŻY, więc przynajmniej szczypior powinnam mieć własny!

Odkryłam kolejne domowe braki: skończył się WD40, a chciałam naoliwić rower Liliany, nie mam galaretki, więc do dziadków NIE zrobimy sernika na zimno, chociaż ser mamy! Problem też był podczas awaryjnego wariantu B – ciasta rabarbarowego, bo brakuje papieru do pieczenia, ale po prostu pieczemy je (ciasto) teraz z papilotkach (będą rabarbarowe babeczki).

Nic nam także nie wyszło z Nocą Muzeów, która była wczoraj, bo chociaż mieliśmy taki dość okrojony plan, to się NIE wyrobiliśmy… Za to praktycznie nadgoniłam zaległości z prasowaniem!